Zobacz również

„Steve! (Martin)”. Historia jednego z czołowych komików w historii.

Dwuczęściowy dokument na AppleTV+ czyli ponad trzy godziny o Stevie Martinie, jednym z najważniejszych śmieszków Ameryki i o jego karierze przez dekady.

Chyba od samego początku nie byłem wielkim fanem Martina. Wydawał mi się taki radośnie głupkowaty, ale bez uroku jaki chociażby miał jego następca czyli Adam Sandler. Ta „głupkowatość” Martina była jakaś nieprzekonująca, nieszczera, męcząca. Dopiero teraz zacząłem go oglądać z większą przyjemnością (od czasu zgrania się z drugim męczącym śmieszkiem Martinem Shortem. Zarówno serial, jak i ich wspólny special na Netfliksie to bardzo dobra rozrywka. Co samo w sobie jest fascynujące – dwóch gości, którzy mnie raczej męczą, jako suma dają coś wyśmienitego.



Dokument zaś pozwala zrozumieć Martina. Teraz nie żebym bardziej lubił te jego wczesne filmy, ale rozumiem skąd się wzięły. Pierwsza część to historia jego kariery stand-up, gdy został w przeciągu kilku lat (po wcześniejszych niepowodzeniach) największą gwiazdą branży. Dzięki swojej głupawce (później przeniesionej na ekran). To ciekawe, bo przecież byli inni, którzy również zamiast grzecznie opowiadać żarty rozrabiali na scenie. Że chociażby Andy Kaufman. Jednak to Steve Martin stał się supergwiazdą. Dlaczego? Widać to świetnie – bo jego głupawka i jego sceniczny szał był bezpieczny. Był konwencją do zaakceptowania i do pokazania, jacy to my, widzowie jesteśmy otwarci na nowe trendy. To był taki „umiarkowany postęp w granicach prawa”. Świetny jest ten kawałek, gdy Martin orientuje się, że tam w Nowym Jorku jest ekipa, która bawi się tak jak on, tylko oni są grupą i się wspierają (SNL). A on był i jest sam.

I trochę o tym jest druga część. O samotności humorysty. O zabijaniu czasu (filmami, hobby, życiem osobistym), o powolnym wyluzowywaniu. I wreszcie o fajnej puencie – zarówno zawodowej, jak i osobistej. Bo tu – duet z Shortem, tu – późne małżeństwo i dziecko. Acz historia o tym jak poznał obecną żonę jest rewelacyjna i cudownie sympatyczna. To się nazywa profit z bycia twórcą!

Pada w tym dokumencie jedno zdanie, które mnie (powoli, acz uparcie starzejącemu się) uświadomiło wiele o tym co wokół i co mnie czeka. To zdanie, że starzejąc się zamieniamy się albo w najgorszą, albo najlepszą wersję siebie. Pomyślcie o tym. Steve zdecydowanie wyluzował i jest fajniejszą postacią. I dobrze.

Sam dokument zaś jest… poprawny. To produkcja A24 w reżyserii Morgana Neville’a (gościa nagrodzonego dekadę temu Oscarem za dokument o chórzystkach) więc liczyłem na coś ciekawszego, ale chyba te dokumenty o amerykańskich komikach robione przez Judda Apatowa, które możemy obejrzeć na HBOMAX, zawyżyły moje oczekiwania od takich filmów. Tu widać, że w dużej mierze ekipa włóczy się za Stevem i kręci co się da, licząc, że wyjdzie coś ciekawego. Zresztą on sam kilka razy o tym mówi (Short również) i oni to uparcie wkładają do filmu, co znaczy, że faktycznie sami niewiele mieli pomysłów. Na szczęście sam Martin jest na tyle interesujący, że po okraszeniu tego archiwaliami i fajnymi wypowiedziami ludzi dookoła (jak zwykle dużo robi obecność Seinfelda) efekt jest całkiem dobry.

Czyli w sumie polecam.

Autor

  • Krytyk filmowy, dziennikarz oraz publicysta komiksowy i filmowy, scenarzysta komiksowy, badacz popkultury, były redaktor naczelny serwisu naekranie.pl. Obecnie pracuje w Radio TokFM.

    View all posts
Kamil Śmiałkowski
Kamil Śmiałkowski
Krytyk filmowy, dziennikarz oraz publicysta komiksowy i filmowy, scenarzysta komiksowy, badacz popkultury, były redaktor naczelny serwisu naekranie.pl. Obecnie pracuje w Radio TokFM.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Tego autora