Wyobraź sobie, że budzisz się i widzisz w domu obcych, którzy wyjadają twoje jedzenie, zabijają twoje zwierzęta, a na koniec oślepiają cię ubawieni po pachy. A wychodząc drą mordy, że to właśnie ty jesteś potworem.
A przecież to jeden z bardziej znanych epizodów Odysei Homera napisanej pod koniec VIII lub na początku VII wieku p.n.e. Intruzami są ludzie głównego bohatera, Odyseusza, a „potwór”, którego atakują to Polifem- samotny, olbrzymi pasterz, później zapamiętany jedynie jako cyklop.
Przez wieki śledziliśmy podróż bohatera nie pytając o to, co zostawił za sobą. Ale co, jeśli cyklop nie był potworem lecz jednym z wielu istnień zniszczonych po drodze?
Nowa adaptacja „Odysei” w reżyserii Christophera Nolana trafi do kin w lipcu 2026 roku. Czy jednak będzie ona hołdem dla Odyseusza jako sprytnego bohatera, czy też zmierzy się ze skutkami, jakie po sobie pozostawia?
„Odyseja” Homera napisana na przełomie VIII i VII wieku p.n.e., opowiada historię Odyseusza, króla Itaki, który z trudem wraca do domu po wojnie trojańskiej przechytrzając potwory, bogów i los. To opowieść o wytrwałości i przebiegłości – wzór dla niezliczonych opowieści, które powstały później: sprytny człowiek triumfuje nad potwornym przeciwnikiem i odpływa do domu w chwale.
Znamy ten schemat na pamięć. Ale rzadko pytamy: kto zostaje po drodze zdeptany i czyja historia nigdy nie zostanie opowiedziana ?
W scenie Odyseusza kontra Polifem cyklop zostaje przedstawiony jako potwór, który więzi bohatera i jego ludzi w jaskini. Odyseusz odpowiada legendarnym sprytem: winem, kłamstwami, zaostrzonym kołkiem – i ucieczką.
Z zewnątrz postrzegamy to zachowanie jako podręcznikowy heroizm, jednak sam Homer sugeruje cenę tego zwycięstwa. Każe Odyseuszowi ujawnić swoje imię dopiero po ucieczce:
„Powiedz im, że to Odyseusz, łupieżca miast cię oślepił”.
To chwila dumy, a nie konieczności – iskra, która przypieczętowuje jego los. W tej chwili sprytny ocalały staje się aroganckim agresorem, a moralna oś opowieści zaczyna się przechylać.
Jednak jeśli zmienimy perspektywę, historia Odyseusza diametralnie się zmienia. Polifem jest samotnym pasterzem, żyjącym w pokoju. Nieznajomi włamują się do jego domu, kradną mu jedzenie, zabijają bydło i zostawiają go oślepionego i złamanego. Jego jaskinia nie jest więzieniem, lecz domem w stanie oblężenia. Jego przemoc, choć brutalna, wynika z desperacji. Można by śmiało argumentować, że Polifem nie jest złoczyńcą. Jest ofiarą .
To odwrócenie ujawnia niepokojący schemat: nasz kulturowy instynkt kibicowania bohaterowi, bez względu na to, co robi – o ile sprawa wydaje się szlachetna. Od starożytnych eposów po hollywoodzkie hity usprawiedliwiamy oszustwo, destrukcję, a nawet morderstwo, jeśli służy to „większemu dobru”.
Cieszymy się, gdy bohater ucieka – ale rzadko wracamy pamięcią do tego, co po nim pozostało. Spalone miasto. Pogrążona w żałobie rodzina. Oślepiony pasterz. Jeśli pasuje to do historii, akceptujemy straty uboczne jako konieczne. To uwodzicielska logika heroizmu : czyste zakończenia, bałaganiarskie konsekwencje.
W twórczości Homera Polifem przeżywa chwilę udręki – modlitwę do Posejdona, swojego ojca – a potem znika z opowieści. Jego głos, ból, jego wersja wydarzeń nie pasują do wątku heroicznego.
I ten schemat się powtarza. Imperia i zdobywcy od dawna piętnują wrogów jako „barbarzyńców”, „dzikusów” lub „potworów”, aby usprawiedliwić przemoc. Od rzymskiej propagandy po dominację kolonialną w obu Amerykach i Afryce – a ostatnio po twierdzenia o „denazyfikacji” na Ukrainie – ta taktyka dehumanizuje „drugą stronę” i wymazuje jej historię. Odarcie wroga z człowieczeństwa, a jego cierpienie stanie się legitymizowane.
Skoro historię tak często piszą zwycięzcy, musimy zadać sobie pytanie: co pozostaje z heroizmu, gdy w końcu słuchamy tak zwanych potworów? W miarę jak globalne konflikty polaryzują debatę publiczną wokół bohaterów i złoczyńców, historie, które wybieramy i te, które przemilczamy, mają większe znaczenie niż kiedykolwiek.
A co, jeśli przesuniemy punkt widzenia? Polifem staje się czymś więcej niż potworem – jest zwierciadłem, pokazującym, jak nieskrępowany heroizm może przerodzić się w okrucieństwo. Spryt nie jest cnotą. A przetrwanie kosztem innych nie zawsze jest usprawiedliwione.
Odyseusz, „człowiek wielu zwrotów akcji” jest błyskotliwy, ale niejednoznaczny. Jego czyny przynoszą zniszczenie obok triumfu. Na każdego powracającego bohatera przypada wielu cierpiących lub zagubionych. Prawdziwe bohaterstwo polega nie tylko na brawurowych ucieczkach, ale na poniesieniu kosztów, jakie za sobą pozostawiono.
Opowieść o cyklopie ostrzega nas, jak łatwo dehumanizujemy tych, którzy stają na drodze bohatera. Jak spłaszczamy złożoność, by dopasować ją do scenariusza. Jak usprawiedliwiamy krzywdę, jeśli historia wydaje się słuszna. Nowe spojrzenie na Polifema komplikuje Odyseusza i stanowi wyzwanie dla nas, jako gawędziarzy i widzów.
Prawdziwym wyzwaniem dla „Odysei” Nolana nie będzie widowiskowość ani skala, lecz perspektywa. Czy film odważy się spojrzeć poza bohatera? Czy odda głos tym, którzy pozostali w jego cieniu? Clint Eastwood dokonał właśnie tego w „Sztandarach chwały” (2006) i „Listach z Iwo Jimy” (2006), opowiadając historię bitwy o Iwo Jimę z perspektywy walczących stron. Oddając głos „wrogowi”, zburzył iluzję jednej, słusznej historii.
Jeśli Nolan podejmie się tego rodzaju złożoności, Odyseja nie będzie jedynie opowieścią na nowo o micie, ale także wyzwaniem, byśmy przemyśleli na nowo kogo nazywamy bohaterami i uważniej wsłuchali się w głosy tych, których kiedyś odrzucaliśmy jako potwory.






Przekonuje mnie podejście, które nie ucieka w skrajności, tylko zaprasza do dialogu i namysłu.Zatrzymałem się przy tym wpisie na dłużej. Nieprzegadane, a konkretne – tego szukam. Zapisuję stronę – za jakiś czas będę chciał tu wrócić, żeby poczytać nowe mam nadzieje równie dobre teksty.