Obserwuję ostatnie wzmożenie lubińskiego środowiska politycznego w kontekście filmu dokumentalnego dziennikarza śledczego, Radosława Grucy z redakcji “Gońca”, który na swoim kanale youtube opublikował materiał dotyczący krzywdy dzieci oraz mającym się w najlepsze układzie w tle.
Im bardziej w las tym więcej drzew, chciałoby się powiedzieć, ponieważ im bardziej Gruca opowiada o grupie cwaniaków chcących zarobić na pozbawionych opieki dzieciach, tym bardziej wyłania się ohydny, paramafijny układ towarzysko polityczny utrzymujący się w Lubinie od lat. A konkretnie od czasu, gdy Robert Raczyński został wybrany prezydentem Lubina.
Rządzący despotycznie człowiek to wydawałoby się relikt niechlubnej przeszłości. Jednak nie u nas, w rzeczywistości, w której systemy polityczne wciąż mieszają się, a my – jako społeczeństwo nie mamy odpowiednich wzorców służby publicznej.
Jesteśmy nauczeni, że władza ma zawsze rację, a nawet gdy jej nie ma to przecież każdy popełnia błędy, a poza tym każdy ma jakieś słabości. A przecież człowiek jest z tych słabości złożony bardziej niż z wody. Dlatego wciągnijmy go do systemu, pozwólmy mu się poślizgnąć, upaść i podajmy pomocną dłoń zanim delikwent zorientuje się, że bagno go wessało i nie ma z niego ucieczki.
I tak chyba jest w Lubinie. Latami hodowane koleżeńskie układy zamienione w maszynkę do rządzenia, wykorzystywanie ludzkich upadków tylko po to, by w odpowiednim momencie, nawet po latach wyciągnąć z szuflady teczkę z hakami. I wtedy delikwent zdaje sobie sprawę w co wdepnął.
Lubin zamieniony został w prywatny folwark jegomościa, który obsadził wszystko co się da grupką tych samych ludzi. W międzyczasie wprowadzając wyselekcjonowane nazwiska, którym daje się szanse na jakiekolwiek zaistenie, bo w końcu każdy chce gdzieś kiedyś zaistnieć, a przy okazji zarobić, prawda?
Tylko czy naprawdę wszystko zaczęło się od Roberta Raczyńskiego? Naprawdę nikt nie pamięta prezydentury Tadeusza Maćkały? Niechlubnych czasów SLD, które bardziej niż miastem zajmowało się wzajemnym niszczeniem i polowaniem na członków zwalczających się frakcji? Chłopaków i dziewczyn z PO, którzy traktowali to miasto jako okazję do zabawy we własnym gronie?
A wszystko podlane sosiwem wzajemnej adoracji. Grupek, które krążąc między SLD, PO a Maćkałą tworzyły zaklęte kręgi ludzi planujących skoki na miejskie i gminne spółki. I gdzieś w tle mając nadzieję, że na finiszu tej pięknej kariery, albo w jej międzyczasie uda się załapać do pracy w biurze zarządu KGHM lub zasiąść we władzach którejś zależnych od Miedzi spółek.
Aź przyszedł Raczyński i wygrał wybory samorządowe. Nie certolił się. Jak rasowy tyran zlikwidował zarząd miasta, funkcję wiceprezydentów, całe wydziały i pod pozorem konkursów obsadził koleżkami ważne spółki miejsko gminne. Wyhodował zależnych od siebie ludzi i na pełnej wkroczył do Lubina.
Nastał nowy herszt, który na kopach pogonił polityczną konkurencję. Do tego stopnia, że po tylu latach facet nie ma żadnego konkurenta, który byłby w stanie ustać konfrontację z nim.
Raczyński przeorał miasto, które jest już zupełnie innym organizmem jakim było przed jego prezydenturą. Studiując uważnie strukturę demograficzną miasta wiedział do kogo skierować ofertę miejskich spółek oraz co wybudować i jakie bezpłatne usługi zapewnić mieszkańcom.
Żeby było jasne, nie zamierzam krytykować wszystkiego, co powstało dzięki Raczyńskiemu. Ani też specjalnie go bronić.
Miasto jest czyste, bezpieczne, przestrzenne, jest tu mnóstwo coraz ładniej zaprojektowanej zieleni oraz elementów małej architektury. Myślę, że widać w Lubinie sporo wpływu na Raczyńskiego Marka Zawadki, który jako bywalec ziemi holenderskiej postanowił przeszczepić wiele tamtych ciekawych rozwiązań.
Piękne parki, ogród zoologiczny, darmowa komunikacja miejska, hala sportowa, aquapark, fabryka dronów, kapitalne skomunikowanie Lubina z resztą świata koleją to tylko część osiągnięć Raczyńskiego. Wcześniej tego nie było, a Lubin zwijał się w błyskawicznym tempie.
Radosław Gruca będzie miał ogromnie trudne zadanie. Musi wytłumaczyć mieszkańcom, że nie jest służbą publiczną despotyczne zarządzanie miastem, ludźmi, wulgarne rządzenie, posiadanie “prywatnych” samorządowych mediów, promowanie swoich, szantażowanie ludzi, traktowanie podległego sobie organizmu jako wyłącznej własności.
Radosław Gruca musi wytłumaczyć mieszkańcom, dlaczego Robert Raczyński jest złym człowiekiem zasługującym na zniknięcie w otchłani historii. Odwołanie się do chrześcijańskiej “złotej zasady”, wartości w świecie, w którym siewcą idei i prezydentem świata chce być gwałciciel, skazaniec, mitoman, despota określający zbrodniarza wojennego Władymira Putina swoim przyjacielem, to przedsięwzięcie skazane na porażkę.
Przynajmniej w takim mieście jak Lubin.
Nie mam zamiaru bronić Roberta Raczyńskiego. Jest jak ten wódz, który wykorzystując mechanizmy demokracji nie stosuje jej w praktyce i karmi lud żądając w zamian bezwarunkowego poparcia. Wskazuje przy okazji ofiary, które muszą po drodze „zginąć”. Ku przestrodze innych.
Tyle, że na horyzoncie nie widać nawet kandydata na wodza, a ci którzy chcieliby nimi być w chwili próby zostają w domu wystawiając na żer podpuszczonych przez siebie naiwnych ludzi.
Jak widzicie Państwo, ten felieton okazał się nie tyle opinią na temat dokumentu niezłomnego Radosława Grucy. Nawet nie jest opowieścią o Robercie Raczyńskim i jego pożal się boże konkurencji.
To bardziej opowieść o nas samych.




