Najnowsze

Zobacz również

Nie lubię Afrykarium

Wrocławski ogród zoologiczny towarzyszy mi od małego, gdy to przedszkole, w którym pracowała moja Mama organizowało kilka razy w roku wycieczki do tego zoo. Znam to miejsce dokładnie i z pamięci potrafię odtworzyć poszczególne miejsca.

Pamiętam krótką rozmowę, którą z wypiekami na twarzy odbyłem przy ekspozycji flamingów z legendarnym dyrektorem tej instytucji, Panem Antonim Gucwińskim. To jedno z tych wydarzeń, których się nie zapomina. Zresztą to dzięki wrocławskiemu zoo i Małżeństwu Gucwińskich pokochałem świat natury, zrozumiałem istotę ogrodów zoologicznych, a ich zwiedzanie stało się jednym z moich zainteresowań.

Niestety czasy się zmieniają, władze Wrocławia bardzo nieładnie pożegnały się ze swoimi Legendami i nadeszły rządy nowej ręki, której wymiernym i trwałym niestety efektem jest zbudowane w obecnym kształcie Afrykarium.

Nieustannie uważam, że Afrykarium w obecnym kształcie nie przysłużyło się rozwojowi ogrodu, ale przecież nie trzeba się ze mną zgadzać zwłaszcza, że zwolennicy tej konstrukcji od ręki znajdą argument za Afrykarium. No ja też nie muszę się z tym zgadzać.

Uważam, że Afrykarium i kredyt z jego budową związany wstrzymał rozwój całego zoo. Zawsze uważałem, i na przestrzeni lat dawałem temu wyraz tutaj, że afrykański kompleks powinien mieć inną, bliższą naturalnym ekspozycjom koncepcję, wybiegów połączonych mostami, tunelami. Wybiegi dla kopytnych powinno się połączyć z sawanną, którą widzimy zaraz po wejściu do ogrodu, zaś zwiedzający powinni otrzymać możliwość zwiedzania po zbudowanych z pali, wysoko nad ziemią ścieżek.

Lwiarnia powinna być skonstruowana na zasadzie wspaniałej, nieodległej „Wilczej Ostoi”.

Słyszeliście zapewne o efekcie „Jurassic Park”. Jestem pewien, że takie rozwiązanie, już na wejściu efekt ten by zapewniło.

Niestety otrzymaliśmy przysadzistą, dominującą przestrzeń bryłę, która została zagospodarowana powiedzmy, tak sobie i zwracam na to uwagę zawsze, gdy odwiedzam hipopotamy. Niestety budynek nie daje żadnych szans na jego rozbudowę.

Nie lubię tego budynku. To nie jest moja estetyka.

Wolałbym, aby zrekonstruowano Dom Dużych Drapieżców, historyczny budynek, bardzo ładny i stylowy zresztą, w którym zwiedzający mogli podziwiać koty. Wolałbym aby sensownie zagospodarowany Ptasi Zakątek. Aby wybiegi dla drapieżnych kotów odpowiadały potrzebom tych pięknych zwierząt. Kto widział wspaniały po prostu wybieg dla tygrysów w Zoo Opole ten wie, o czym mówię.

Będę odwiedzał wrocławskie zoo niezależnie od wszystkiego, w końcu to część mojego życia. A ponieważ mam do niego osobisty stosunek, dlatego będę je kochał i krytykował jednocześnie.

Bo można zachwycać się fantastyczną ekspozycją dla wilków, obłędną dla niedźwiedzi (kto widział, w jakich warunkach poprzednio przebywały ten tym bardziej doceni tę zmianę), bardzo fajnym wybiegiem takinów, czy świetnym Odrarium oraz mówić o rzeczach, które się nie udały i argumentować dlaczego.
Przemysław Saracen
Przemysław Saracen
Dziennikarz, pisarz i człowiek pracy najemnej. Autor książki "Dzikie historie: Norwegia". Założyciel i wydawca magazynu "Srebrny Kompas".  Finalista polskiej edycji międzynarodowego konkurs scenariuszowego Hartley - Merill utworzonego przez Roberta Redforda. Wychowałem się w duchu Tony`ego Halika, małżeństwa Gucwińskich oraz komiksowych przygód Kajka i Kokosza i tarapatów, w jakie pakował się literacki wojak Szwejk. Lubię wszystko, co dobre i oryginalne. Czasem dobra rozmowa jest bardziej fascynująca, niż najbardziej wymyślny film.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

inne tego autora