Zobacz również

„Detektyw: Kraina nocy.” Recenzja klimatycznego serialu od HBO.

Czwarty sezon serialu już za nami, a ja od dwóch dni czytam cudownie odmienne recenzje. Jedni są urzeczeni klimatem, drudzy zawiedzeni fabułą, puentą, niekonsekwencjami i w ogóle fuj. Ot, wojna postu z karnawałem na pełnej.

A ja… Cóż, po obejrzeniu tych sześciu odcinków jakoś przychylam się do tych pierwszych. I po raz pierwszy chyba stawiam emocje nad konsekwentnie rozwijaną opowieść. Jakoś urzekł mnie tandem Jodie Foster i Kali Reis, zaciekawiła zagadka, acz bardziej Alaska i mrok i chłód. Nie mam problemu z tym, że nie wszystko się wyjaśniło, nie wszystko pasuje, nie wszystko ma sens. Jakoś same snucie opowieści bardziej do mnie przemawia niż idea niezbędnej logiki ciągu przyczynowo-skutkowego. A jeszcze rok temu przed taką postawą broniłem się rękami i nogami, gdy przy kawie Tomek Baginski tłumaczył mi, że tak coraz bardziej będzie wyglądała popkultura. Wydawało mi się to przerażające. No i proszę. Pora odszczekać. Teraz już tegio nie neguję. Czasem faktycznie to może działać.

Podoba mi się tu jeszcze subtelny i dyskretny sposób pokazywania i opowiadania o nieznanym, nadprzyrodzonym, niewyjaśnialnym. I to, że on wiele może w sobie pomieścić. I uzekła mnie żeńskość tego sezonu – wydaje mi się całkowicie naturalna, spełniona i sensowna.

Zgadzam się, z pisarzem Wojciech Chmielarzem, że Jodie Foster gra tu klona Kate Winslet z „Mare z Easttown”, ale nie mam nic przeciwko. Jodie daje radę. A Kali Reis pięknie dotrzymuje jej kroku. I Alaska jest taka jaką lubię najbardziej – jakby 30 lat temu ktoś skończyło się paliwo do generatorów prądu i zamknęli „Przystanek Alaska”, a teraz okazało się, że mimo to parę osób wciąż tam próbuje przetrwać. I to o nich.

Jakiekolwiek porównania z sezonami Pizzolatto nie mają sensu. Bo gość sam kolejnymi udowodnił, że ten pierwszy wyszedł mu ciut niechcący. Więc żadnym wieszczem nie jest.

Acz na puentę przytoczę moją ulubioną anegdotkę o tamtym pierwszym. Byłem w Los Angeles na TCA, gdzie promowano ten seriali i inne produkcje HBO (pamiętam, jak wyszedł na scenę John Oliver, żeby się pochwalić, że właśnie podpisał z HBO umowę i będzie miał swój program, ale jeszcze nie do końca wiedzą ani jak to będzie wyglądać, ani jak się nazywać). Ale ja o spotkaniu z Woody i Matthem.

Byli cudowni. Wyluzowani, uśmiechnięci, chętni do żartów. I jeden mnie rozwalił. Jakiś dziennikarz zadał bardzo poważne pytanie jak udawało im się tak dobrze różnicować dwie osobne narracje umieszczone w różnych okresach czasu. Przeszłość i teraźniejszość. Na co Woody, że to w sumie było bardzo proste, gdy mieli kręcić sceny z przeszłości to zakładał tupecik. I tyle. A Matthew przebił się przez poteżną falę śmiechu na sali swoim stwierdzeniem – No. A ja wtedy zdejmowałem swój.

Autor

  • Krytyk filmowy, dziennikarz oraz publicysta komiksowy i filmowy, scenarzysta komiksowy, badacz popkultury, były redaktor naczelny serwisu naekranie.pl. Obecnie pracuje w Radio TokFM.

    View all posts
Kamil Śmiałkowski
Kamil Śmiałkowski
Krytyk filmowy, dziennikarz oraz publicysta komiksowy i filmowy, scenarzysta komiksowy, badacz popkultury, były redaktor naczelny serwisu naekranie.pl. Obecnie pracuje w Radio TokFM.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Tego autora