W dyskusji o psychoterapii pada często argument, że kiedyś to nie było zaburzeń i ludzie sobie radzili, a teraz to zaburzenia są i to my (psychologowie, psychoterapeuci) je stworzyliśmy.
„Błahahahaha” – wypadałoby odpowiedzieć teatralnie. Bo przekonanie to, tak jak przekonanie, że kiedyś to kiełbasa była lepsza, bo bez konserwantów (była, jak nie miała w sobie solidnej dawki jadu kiełbasianego), wynika po prostu z nieznajomości tekstów źródłowych.
Nie, nie mamy statystyk. Ale wiemy, że taka np. histeria, odpowiednik dzisiejszych zaburzeń lękowych, nerwicowych i somatoformicznych razem, została po raz pierwszy opisana przez starożytnych Egipcjan, i to w XX w p.n.e. Wiemy, że Hipokrates, Galen, Sorenos i inni starożytni lekarze, a potem lekarze średniowieczni interesowali się histerią i melancholią nie dlatego, że to taka rzadkość niezwykła była, tylko dlatego, że były częste.
Wiemy, że zakaz samobójstw wprowadzony przez synod w Arles w 452 roku i zaostrzony o różne sankcje pozagrobowe podczas synodu w Orleanie w 533 roku nie wziął się z tego, że ówcześni wielcy Kościoła szukali sobie wydumanych problemów, a z tego, ze samobójstwo było w starożytności i początkach Średniowiecza dość częste i mimo potępienia przez filozofów kojarzę co najmniej 4 cesarzy, którzy zdecydowali się zakończyć żywot w ten sposób. I to wszystko pomimo że długość życia w tamtych czasach szalona nie była, większość z nas już miałaby je za sobą.
Wiemy wreszcie, że to Arabowie wymyślili psychoterapię, którą zalecał np. w okolicy roku 1000 słynny Awicenna.
Może więc warto sobie zdać sprawę, że zaburzenia psychiczne towarzyszyły nam prawdopodobnie od zarania naszego gatunku, a nawet je poprzedziły, bo – jak twierdzi genetyk ewolucyjny z Vanderbilt University John Capra, geny decydujące o podatności na depresję odziedziczyliśmy po neandertalczykach.
ps. żeby nie było tak różowo, czasem zdarza się, że pacjent juz nie musi, a dalej przychodzi, bo trudno mu zakończyć relację lub ma nadzieję, że będzie jeszcze lepiej. Ale zwykle ludzie nie przychodzą do psychologa, bo im się nudzi w życiu…





