fbpx
niedziela, 20 czerwca, 2021
28.9 C
Sobótka

“Wielki Turniej”. Mirmiłowo kontra Zbójcerze w niezwykłym pojedynku oraz pewna teoria spiskowa!

Mały wielki baran Bek pokazuje, że rozmiar to nie wszystko. Mirmiłowo rusza na Wielki Turniej, gdzie Zbójcerze kroczą od zwycięstwa do zwycięstwa. Janusz Christa rysuje kolejny pełen przygód album, w którym nieoczekiwanie znajdujemy trop łączący Hegemona i jego kompanów z systemem.

A to już prowadzi nas do „Wojów Mirmiła” i politycznej intrygi, której efektem było obalenie księcia Mirmiła oraz wypędzenie mirmiłowian z grodu.

Przecież w „Szkole latania” wprost widzimy, że nowy ziemno – drewniany gród jest otoczony fosą, Mirmiła poznajemy już jako podrzędnego kasztelana, a Zbójcerze mimo iż napadają wszystkich dookoła to jakoś pozostają bezkarni.

Wiem, że powyższe wynika ze zmiany koncepcji Janusza Christy względem nowej formuły, ale „Wielki Turniej” sprzyja teoriom spiskowym zwłaszcza, że jest w tym albumie parę tropów sprzyjających tego typu myśleniu.

Zanim przedstawię wam swoją wersję tego, co się przydarzyło i wciąż odciska piętno na losach Mirmiłowa poznajmy historię nowego rozdziału przygód Kajka i Kokosza.

Zbójcerze kolejny raz myślą jak tu narobić biedy swoim pokojowo nastawionym sąsiadom, którzy ani myślą jakoś specjalnie zabezpieczać się przed najazdami swych cyklicznych napastników. Ani zasieków, ani patroli, czy innych środków prewencyjnych. No żyją sobie spokojnie oddając się rozrywkom, jak wędkowanie w fosie, czy poranna gimnastyka.

I wszystko byłoby jak co dzień, gdyby nie Zbójcerze. Dzięki kapralowi Mirmiła nawiedza nocna zmora pod postacią barana. Dlaczego właśnie jego? Ano dlatego, że zbliża się organizowany przez księcia wielki turniej.

Zresztą wkrótce przybywa w towarzystwie dwóch osiłków Książęcy Prezes ds. Krzepy i Turniejów wzywający Mirmiłowo na Wielki Turniej. Co ciekawe i przyczyniające się do mojej spiskowej teorii wezwanie takie otrzymali również Zbójcerze!

A ponieważ ani Mirmił ani Hegemon nie dysponują odpowiednim zawodnikiem, ich delegacje ruszają na poszukiwania odpowiedniego tryka. Jeden wysyła w drogę niezawodnych wojów, drugi oddział Zbójcerzy pod wodzą Kaprala. Rozpoczyna się wyścig z czasem, a konfrontacja jest kwestią czasu. Do tego zbóje śpiewają autorską wersję tej pieśni:

Oczywiście zbójom udaje się w wyniku niecnych czynów zdobyć barana, który z racji swych przymiotów otrzymuje miano Tarana. Z kolei Kajko i Kokosz zdobywają bohatera o niebohaterskim imieniu Bek. Nie trzeba chyba tłumaczyć, jak wielka jest między nimi różnica: wielki, butny i niezwykle silny Taran oraz drobny, tańczący w rytm łamignatowej fujarki i mdlejący na widok własnego odbicia Bek.

Kiedy dochodzi do przedłużenia wojny Zbójcerzowo – Mirmiłowej, tym razem w stolicy i pod postacią Wielkiego Turnieju nieoczekiwanie Bek tak spuszcza manto Taranowi, że ten w locie niemal dostaje skrzydeł. Wystarczy. Tyle fabuła.

I jak to ocenić?

Kiedy po latach przeczytałem tę część pomyślałem sobie: kurczę, Christa przestaje czuć swoich bohaterów. Niby w kółko to samo. Ta sama kreska, ci sami bohaterowie, pretekstowa intryga i tak dalej. Odkładam więc zeszyt na półkę i wracam do codziennych zajęć.

Głowa oczyszcza się, zatem sięgam po „Wielki Turniej” kolejny raz. Tym razem uważniej, próbuję odczytać album w szerszym kontekście i trafiam na trop nieświadomie zostawiony przez Christę! Myślę nawet, że twórca cyklu nie zdawał sobie z tego sprawy, lecz skupił się na wspomnianym w poprzedniej recenzji restarcie „Kajka i Kokosza”.

Od razu mówię, że poniższa hipoteza jest moją teorią, ale wydarzenia przedstawione w komiksie zbyt układają się klarowną całość, by przejść nad wszystkim do porządku dziennego.

Oczywiście „Wielki Turniej” jest zgrabną historią sama w sobie. Jak zwykle mamy do czynienia z wartką akcją i wartościami godnymi naśladowania, czyli ofiarnością, solidarnością i zaufaniem. Grubiaństwo, cwaniactwo i przemoc choć atrakcyjne, nie przynoszą ich autorom nic oprócz porażki, wstydu i ośmieszenia. Do tego charakterystyczna kreska niepodrabialna z niczym, choć odrobinę przypominająca nam przygody pewnego Galla, ale nie bądźmy drobiazgowi.

W moim odczuciu Christa próbuje w tym albumie bardziej stonowanego opowiadania. Próbuje rozgrywać historię i humor w międzyludzkich relacjach i dialogach między bohaterami. Pomni tego, że dotychczasowe przygody pełne były przygód, niebezpieczeństw, mnóstwa bohaterów, a akcja pędziła na łeb na szyję. Autor chyba zdaje sobie sprawę, że czas nieco spuścić z tonu. Troszkę zbastować i jak zwykle spróbować czegoś nowego.

To chyba dlatego wszystko dzieje się spokojniej, tak „po prostu”. Zresztą technicznie, względem sposobu rysowania i narracji „Wielki Turniej” przypomina mi film. Nie, nie pomyliłem się.

Zobaczcie sami: parę kadrów, w których w przejrzysty sposób poznajemy bohaterów oraz ich motywację, zwykle wspaniale rozegranych, a potem pach! Pach! Cięcie! I jesteśmy w innym miejscu, z innymi bohaterami. Dotychczas mieliśmy zwyczajowe dymki narracyjne w rogach kadru, a teraz jest to rozwiązane do minimum. Dla mnie super. W ten sposób opowieść staje się bardziej płynna, jest bardziej dynamiczna.

Znakiem firmowym „Kajka i Kokosza” jest świetne poczucie humoru. Tu oczywiście też jest ono obecne, jednak tym razem rozszerza się ono na cykl kadrów, które w ramach całej historii tworzą nam przezabawną historyjkę.

To coś, co znamy dziś z filmów Tarantino – ten tworząc fabułę pozwala sobie na skoki w bok, które w ramach jednego filmu i jednej drogi opowiada cykl podhistoryjek, które same w sobie są niezwykłe. I podobnie jest tutaj – widzę to zwłaszcza we fragmentach poświęconych Zbójcerzom, gdzie furiat Hegemon płynnie przechodzi od niemal miłości i szczodrości wobec Kaprala do niekontrolowanego ataku furii przeciw niemu. I wszystko w ramach paru obrazków!

Zresztą zbójcerzowe relacje wchodzą w inny etap. Zwłaszcza między Kapralem a Ofermą, który w tej historii wyrasta kolejnego bohatera stanowiącego świetne rozwinięcie christowych bajań. Oferma w swej głupocie i takiej dziecinnej chełpliwości jest tak słodki, że z miejsca staje się jednym z najukochańszych bohaterów.

Czas przejść do teorii spiskowej. W tym celu musicie przypomnieć sobie „Wojów Mirmiła” oraz „Szkołę latania”.

To tam na wskutek intrygi zrealizowanej przez królewskiego kanclerza książę Mirmił został wypędzony z grodu i stracił książęcy tytuł. Dzięki Kajkowi, Kokoszowi oraz sprytowi Jagi podstęp nie udał się i pozornie wszystko skończyło się szczęśliwie. Ale komiksowe lata później pokazują nam, że chyba jest coś na rzeczy, bo: Mirmiłowo jest dziś zupełnie innym grodem, Mirmił pełni funkcję kasztelana, pogańscy bogowie wracają do łask. Pojawiają się Zbójcerze, którzy raz za razem próbują splądrować Mirmiłowo, a sam herszt Krwawy Hegemon chce się zemścić za coś na kasztelanie.

„Wielki Turniej” mówi nam o Zbójcerzach więcej – są traktowani przez nowego księcia na równi z normalnie funkcjonującym Mirmiłowem! Skąd to twierdzenie? Ano przypomnijcie sobie: książęcy prezes krzepy i turniejów przybywa do Zbójcerzy z zaproszeniem do wzięcia udziału w wielkim turnieju, w którym nagrodą będzie złoty róg!

I teraz tak: albo nowy książę maczał łapy w osadzeniu Zbójcerzy w pobliżu Mirmiłowa, albo Hegemon jest bardzo, ale to bardzo sprytnym wodzem, który wodzi za nos samego księcia! Zatem jest sprytniejszy, niż całe to towarzystwo razem wzięte.

Ja tam przypuszczam, że Hegemon i nowy książę stoją za spiskiem znanym z „Wojów Mirmiła” a sam herszt Zbójcerzy jest bratem Dajmiecha, który jak wiemy był główną kanalią wspomnianego albumu. W „Wielkim Turnieju”, który przecież rozgrywa się na oczach księcia Zbójcerze wcale się nie krygują, są sobą. Hegemon bezkarnie paraduje przed władcą, a ten nie okazuje żadnego wzburzenia.

No dobrze, dwóch szeregowych zbójcerzy trafia na komisariat, ale tylko dlatego, że dali sobie w banię podczas tournée po stolicy i szukali guza. Ale to wszystko.

Ciekawi mnie, co myślicie o mojej teorii?

Początkowo odebrałem „Wielki Turniej” z mieszanymi uczuciami, z przewagą lekkiego rozczarowania. Nie zrozumcie mnie źle – to wciąż jest pierwszej klasy opowieść. Jest tu ten absurdalny humor, który sprawia, że po prostu kulę się w sobie i ryczę ze śmiechu. Jak wtedy, gdy Hegemon podkreśla, że ma duszę artysty, albo Kapral z Ofermą licytują się na plasterki.

Pojawiają się nawiązania do realiów, w których komiks powstawał. Mamy więc stoliczny gwar, mamy komentatora sportowego, który relacjonuje zawody i jest bardzo podobny do legendy polskiego dziennikarstwa sportowego, pana Bohdana Tomaszewskiego.  Nieodłącznych cwaniaków, którzy gotowi są ci sprzedać „Kolumnę Zygmunta”, czy karczmę mleczną. Mamy też kadr, w którym Hegemon „gubi” swój wąsik, co wygląda raczej na błąd rysownika. Ciekawostką jest również umieszczenie na okładce chorągwi polskiej i białoruskiej.

Niemniej pojawia się takie uczucie, że gdzieś Chriście ten Kajko i Kokosz ucieka. Że nie bardzo wie, co z nimi zrobić. I wtedy pojawia myśl, że to jest coś większego, że Hegemon i nowy książę mają swoją słodką tajemnicę, o której wcześniej wspomniałem.

Dla tych, którzy patrzą na moje wrażenia z pobłażaniem mam dobrą informację: to wciąż stary, dobry „Kajko i Kokosz” z pełnokrwistymi bohaterami. Komiks choć nieco stonowany, to wciąż dynamiczny, oparty na sympatycznej kresce, ciekawej intrydze i starciu bohaterów, których kochamy i poważamy.

Oczywiście wszystko kończy się dobrze i ujmująco, bo tak być musi, a i my innego finału nie chcemy.

„Wielki Turniej” jest dobrym komiksem, ale bądźmy szczerzy – nie jest to poziom, do którego przyzwyczaił nas Janusz Christa.


 

OCENIAM

Fabuła
Szata graficzna
Jakość wydania
Wrażenia

PODSUMOWANIE

Mirmiłowo rusza na Wielki Turniej do stolicy, gdzie dochodzi do kolejnej odsłony pojedynku ze Zbójcerzami. Komiks dosyć nijaki, Christa staje się zachowawczy. Jakby nie wiedział, co zrobić ze swoimi bohaterami, niemniej kreska, humor i akcja na przyzwoitym poziomie.
Przemek Saracen
Wychowałem się w duchu Tony`ego Halika, małżeństwa Gucwińskich oraz komiksowych przygód Kajka i Kokosza i tarapatów, w jakie pakował się literacki wojak Szwejk. Lubię wszystko, co dobre i oryginalne. Czasem dobra rozmowa jest bardziej fascynująca, niż najbardziej wymyślny film.

KOMENTARZE

2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Zobacz również

Snus, ryba moczona w ługu, hygge i “astma”. Dziwne fakty o Norwegii, część pierwsza.

Oceniając Norwegię przez pryzmat dotychczasowych doświadczeń popełniamy błąd. Nie patrzymy na ich kulturę jako ciekawostkę, materiał do...

Wikingowie, morze i burzliwa przeszłość. Krótka historia banknotu o nominale 100 koron norweskich.

Nie ma nic bardziej pobudzającego wyobraźnię, niż Wikingowie płynący swymi statkami na podbój nowych ziem.  Ogorzałe bryzą poorane...

Wybierasz się do Norwegii z namiotem i nie chcesz płacić za kamping? Przeczytaj ten wpis!

Prawo dostępu, czasami nazywane też prawem do wędrowania, gwarantuje Norwegom i każdemu, kto zwiedza Norwegię możliwość swobodnego...

Zła wiadomość dla wegan. Boczniaki to mięsożercy, naprawdę!

Złe czasy nadeszły dla odżywiających się boczniakami wegan. Okazuje się, że owe poczciwe grzyby stanowiące smaczny zamiennik...

Zabytkowa Kopalnia Srebra w Tarnowskich Górach, czyli jak prosty chłop Rybka przyczynił się do rozwoju technologii górniczej w Europie

Niezwykła kopalnia srebra, która przyczyniła się do rozwoju nie tylko lokalnych ziem, ale rozwoju przemysłowego ówczesnej Europy....
Sobótka
pochmurno z przejaśnieniami
28.9 ° C
29.9 °
27.9 °
56 %
2.5kmh
66 %
nie
31 °
pon
31 °
wt
26 °
śr
24 °
czw
17 °

Podróżujemy

Nasze Bieszczady. Torfowisko w Tarnawie i Bieszczadzki Worek. Dzień czwarty.

Dziś ambitny dzień. Ruszamy do Bieszczadzkiego Worka, którędy ruszymy na koniec świata. Chcemy zobaczyć miejsca dzikie, gdzie wszystko rośnie bardziej. Bardziej dziko, bardziej w...

Jazda pod fjordem nie musi być stresująca, zobacz film!

Kiedy znajoma zapytała ze strachem w oczach jak to jest jechać samochodem pod fjordem uśmiechnąłem się kpiąco? No jak to jak? Normalnie. Jak tunelem...

“W drodze do Geiranger, czyli ósmy cud świata”

Kiedy ktokolwiek spyta mnie, gdzie warto pojechać na wakacje, bez wahania wypalam: „do Norwegii”. Zresztą gdybym mógł, każdego wysłałbym na krótki pobyt w tym...

„Grakallen”. Pustelnia tuż za metropolią.

Wspaniałe w Norwegii jest to, że opuszczając zindustrializowane miejsca można w ciągu 10 – 15 minut znaleźć się w dziczy. Nieważne, czy dotyczy do...

Preikestolen. Symbol Norwegii, największy cud natury!

Mało kto – jak Norwegowie – potrafi wynieść swoje skarby natury do rangi turystycznego skarbu. Tak zrobili właśnie z Preikestolen, tej niemal wyrosłej ze...