fbpx
Więcej

    “Woje Mirmiła”. Kajko i Kokosz przyczyniają się do wypędzenia Mirmiła i stają do walki z łotrem bez krzty honoru!

    Christa idzie na ostro! Po niezwykle barwnych, zabawnych i pozytywnych „Szrankach i konkurach” otrzymujemy walkę o wszystko. Polityczna intryga, wyrok śmierci, wygnanie i przeciwnik zepsuty do szpiku kości sprawiają, że Kajko i Kokosz muszą się naprawdę postarać, by uratować Mirmiłowo.

    Biedny ten Christa, oj biedny. Co tu nowego wymyślić, co zmienić? Jak napisać kolejny komiks nie zmieniając idei tak zmodyfikować bohaterów, by rozwijali się i zaskakiwali.

    A jednak udało się! W ramach sympatycznego świata słowiańskiej rzeczywistości otrzymaliśmy pełnokrwistą intrygę, od której nie da się oderwać oczu.

    Kolejny raz ktoś zasadza się na gród księcia Mirmiła, lecz sprawa jest grubsza. Autorem spisku jest królewski kanclerz, a nieświadomymi współsprawcami są… Kajko i Kokosz! Dzięki nim z grodu zostają wypędzeni Mirmił i Lubawa.

    Poczekajmy jednak, bo najpierw musimy zwrócić na coś uwagę. Na pewnych bohaterów, którzy od teraz towarzyszyć nam będą przez komiksowe pola i lasy.

    Pamiętacie czarownicę Zielachę, która wywoływała w „Złotym Pucharze” wizje u Kajka i Kokosza? Tak, tę samą przez którą Szambelan zaczął kopać dołki pod Mirmiłem. Oj, brzydka była ta Zielacha, to fakt. W „Szrankach i Konkurach” gdzieś nam znikła, jakby Christa nie miał na nią pomysłu. Teraz wraca, ale jak!

    PRZECZYTAJ RECENZJĘ PIERWSZEJ CZĘŚCI PRZYGÓD KAJKA I KOKOSZA: “ZŁOTY PUCHAR”

    Zielacha staje się Jagą. Ładniejszą i… zakochaną.

    Wybranek czarownicy zalicza u Christy prawdziwe wejście smoka, a my momentalnie zakochujemy się w jegomościu.

    Jest nim Łamignat, zbój – dżentelman, twardziel o gołębim sercu. Na zlecenie Mirmiła obrabowuje bogatych i obdarowuje biednych.

    Łamignat pracuje swoim bacikiem, dzięki czemu udaje mu się rozwijać biznes bez specjalnej perswazji słownej lub ręcznej.

    Łamignat to dobry chłop. Serce na dłoni, co w sercu to na języku, brat łata, łagodny jak gołąbek – no co tam sobie wybierzecie. W sumie wszystkie superlatywy, jakie przeczytacie o mężczyznach w romansach, to o nim. I jak tu się dziwić, że Jaga głowę dla niego straciła?

    Co prawda jest Łamignatek lekkim przygłupkiem i analfabetą, ale nie ma co drążyć. Każda historia potrzebuje swojego kochanego półgłówka i tak jest tutaj.

    No dobrze, ale o co chodzi w intrydze?

    Znany nam z poprzedniej części książę Wojmił postanawia odwiedzić braciszka Mirmiła, a po drodze dostaje bęcki od znanego nam już zbója dżentelmana.

    Ponieważ bracia dawno się nie widzieli, nie dziwne, że chcą spędzić trochę czasu na ceremonii powitalnej, czyli krótko mówiąc – podjęzykowym podawaniu miodu w ilościach przekraczających wszelkie pojęcie. Problem jest jeden; bracia witają się już ładnych kilka miesięcy, przez co Mirmił zaniedbuje sprawy służbowe.

    Tymczasem na horyzoncie pojawia się zapowiedź kłopotów. Do Mirmiłowa dąży z kopytka królewski kanclerz, który ma dokonać inspekcji. Po drodze biurokrata nadziewa się na znanego nam już zbója dżentelmana.

    Oczywiście Mirmił jest zbyt naprany by przejąć się inspekcją zwłaszcza, że brakuje sprawozdań z bitew z sąsiadami.

    I tu wkraczają do akcji Kajko i Kokosz. Postanawiają zrobić wszystko, by uratować skórę księcia. A ponieważ dobrymi intencjami piekło jest wybrukowane, to nasi bohaterowie szybko przekonują się o prawdziwości tego przysłowia.

    W wyniku szlachetnego pomysłu Kajka Mirmił traci połowę księstwa, tytuł i musi opuścić gród.

    Oczywiście wszystkie decyzje podejmuje w imieniu króla kanclerz, który równocześnie wprowadza na scenę Dajmiecha – nowego władcę Mirmiłowa.

    Sam książę i Lubawa udają się do Wojmiła. W grodzie zostają Kajko i Kokosz, którzy postanawiają zrobić wszystko, by ukarać Dajmiecha oraz przywrócić stan Zero, czyli spokój, nadmiar drobiu i wszechobecną nudę.

    PRZECZYTAJ NASZĄ RECENZJĘ DRUGIEJ CZĘŚCI PRZYGÓD KAJKA I KOKOSZA: “SZRANKI I KONKURY”

    Opisując „Szranki i konkury” narzekałem na brak zdecydowanego przeciwnika napędzającego akcję, stanowiłby niebezpieczeństwo dla bohaterów oraz zmuszał ich do działań na granicy.

    Zamiast tego był niby konflikt, niby rywalizacja, ale taka, którą obserwowało się na luzie, z uśmiechniętą gębą, ale bez poczucia jakiegoś konfliktu, czy straty w przypadku przegranej.

    W „Wojach Mirmiła” Janusz Christa naprawia ten błąd i kto wie, czy nie za bardzo. Co prawda wprowadzenie Dajmiecha jako głównego antagonisty modelowo ustawia na konflikt, ale…

    Jego wyzuty z sumienia charakter oraz absolutny brak humoru i bezwzględność sprawiają, że nowy władca Mirmiłowa staje się punktem odniesienia dla każdego bohatera.

    Wszyscy zdają sobie sprawę, że tym razem to nie przelewki.

    W końcu to człowiek, który skazuje na śmierć Łamignata.

    To człowiek, który znęca się nad własną rodziną oraz swoimi poplecznikami.

    To znacząca odmiana w stosunku do „Złotego Pucharu” i „Szranków i Konkurów”.

    Gdzieś ulotniła się ta sympatyczna, ciepła atmosfera beztroskiej przygody.

    A gdy dodamy do tego, że sami Kajko i Kokosz przyczynili się do rządów okrutnego władcy, to już sami widzimy z jaką opowieścią mamy do czynienia.

    Opowieść jest na tyle dramatyczna, na ile pozwala na to opracowana przez Christę formuła.

    Samo wprowadzenie jest typowe dla Christy. Przyjemnie narysowany świat z jego pragnącymi spokoju mieszkańcami. Mamy księcia z jego manią wielkości kontrowaną wałkiem Lubawy, ale i postępującą egzaltację i nadmiar wszystkiego.

    Poznajemy Łamignata, który w zabawny sposób testuje postaci żyjące jakby poza kartami świata słowiańskich wojów – Wojmiła oraz Kanclerza; to jego knowania doprowadzają do kryzysu oraz sprawiają, że nic już nie jest takie samo.

    Oczywiście mamy tu do czynienia ze świetnym humorem, który jednak ginie w ogólnie pesymistycznej wymowie opowiadanej historii. Również kreska troszeczkę „siada” – nie wiem za bardzo jak to dokładnie opisać, ale ci co znają ten komiks wiedzą o czym mowa.

    Tu ciekawostka; choć obecnie wydawca oferuje “Wojów Mirmiła” w trzech częściach, to wcześniejsze wydania składały się z dwóch części. Druga nosiła tytuł “Rozprawa z Dajmiechem”:

    Trzeba jednak przyznać, że autor próbuje wprowadzać nowe elementy w narracji. Mamy tu fajną retrospekcję z udziałem Łamignata i sługi Dajmiecha, co wprowadza nerw w opowiadaniu fabuły.

    Generalnie mam z tym komiksem problem. Po latach odbiera się go inaczej. Co prawda czyta się go szybko, bardzo szybko i jest to zasługa ustanowienia łajdaka bez serca jako głównego przeciwnika, ale zastanawiam się, czy w takim przedstawieniu Dajmiecha Christa nie przesadził. Mam wrażenie, że tak, bo jakby nie było Dajmiech rzuca cień na całość historii.

    A może „Woje Mirmiła” miały być pożegnaniem z czytelnikami? W końcu ostatni kadr mówi nam wprost o pożegnaniu z Kajkiem i Kokoszem.

    Jako człowiek, który w końcu cośtam sobie pisze mam świadomość, że ogólny zamysł, nastrój mimowolnie przebija się podczas tworzenia.

    Początkowo nie jesteśmy tego świadomi. Dopiero po czasie okazuje się, że odczucia towarzyszące nam w trakcie pisania, rysowania układają się w obrazek, treść tworząc nową jakość.

    Może stąd ten smutnawy ton opowieści mimo pozytywnego zakończenia i sporej dawki humoru.

    Nie ma co narzekać. I tak nie jest źle, a najlepszy nawet cykl musi zaliczyć chwilowy spadek formy.

    Poznaliśmy fantastycznego Łamignata, Jaga wyładniała zyskując fajnego smartfona, pardąsik – gadającego kruka Gdasia. Bohaterowie przyczyniają się do upadku ukochanego Mirmiła.

    W tle mamy intrygę polityczną oraz antagonistę złego do szpiku kości. Wszystko okraszone charakterystyczną dla Janusza Christy kreską, humorem oraz kolejny eksperyment narracyjnym w postaci retrospekcji.

    O masz, byłbym zapomniał! Christa zawarł prostą poradę życiową, którą tylko my, faceci zrozumiemy. Zobaczcie sami:

    Kiedyś znajomy, który rozpoczynał przygodę z „Kajkiem i Kokoszem” po bożemu zastanawiał się, co dalej z tym cyklem. Czy Christa potrafi jeszcze stworzyć coś ciekawego.

    My, christowe cwaniaki wiemy, że najlepsze dopiero przed nami!

    W końcu za chwilę otrzymamy dzieło kompletne i poznamy bohaterów zasługujących na wszystkie złoto świata. Zbójcerzy! I przełomową “Szkołę latania”. Ale to jeszcze nie teraz.


    Pierwotnie komiks ukazał się na łamach “Wieczoru Wybrzeża” w 1974 roku.


     

    OCENIAM

    Fabuła
    8
    Grafika
    8
    Jakość wydania
    8
    Łamignat
    10
    Przemek Saracen
    Wychowałem się w duchu Tony`ego Halika, małżeństwa Gucwińskich oraz komiksowych przygód Kajka i Kokosza i tarapatów, w jakie pakował się literacki wojak Szwejk. Lubię wszystko, co dobre i oryginalne. Czasem dobra rozmowa jest bardziej fascynująca, niż najbardziej wymyślny film.
    Udostępnij
    Tagi

    Najnowsze

    Tu byłem. Ogród Zoologiczny w Opolu [60 zdjeć]

    Opolski ogród zoologiczny jest naszym trochę niespodziewanym odkryciem, rewelacyjnym miejscem odpoczynku, w którym radość zwiedzania dzielona jest z uznaniem dla zaangażowania pracowników zoo, którzy...

    Polecamy

    Zobacz również

    ZOSTAW ODPOWIEDŹ

    Please enter your comment!
    Please enter your name here