Zobacz również

„Predator: Badlands” to porywająca i wariacka przygoda w klimacie sf

Od kiedy pamiętam, cykl filmów o Predatorze ma dwie, uniwersalne prawdy: Predator jest złym i zawsze przegrywa. Zawsze. Okazuje się do czasu, bo w najnowszej odsłonie tej fantastycznej historii twórcy postanowili złego uczynić tym dobrym. Udało się? Jeszcze jak!

Oto Dek, młody Yautja, czyli rasa, do której należą kosmiczni łowca poluje na najstraszliwsze i praktycznie niezniszczalne bydlę w kosmosie: Kaliska. A wszystko po to, by umocnić swoją pozycję w klanie, który średnio go poważa. Każe nam do domyślać się, że bohater jest echem pewnego Sarmaty, który gdzieś w odległej Adamczycha Galaxy usilnie walczy o miano najbardziej dzielnego w klanie, rodzie i narodzie.

I tak młody Predator, aby osiągnąć swój cel trafia na zabójczo niebezpieczną planetę Genna, na której dosłownie wszystko chce cię ubić. Mówiąc „wszystko”, naprawdę mam na myśli wszystko, bo zabójcą może być nie tylko potwór, ale nawet robak, drzewo i liść.

Na Gennie Dek spotyka Thię – androida wyprodukowanego przez znaną z filmowego cyklu „Obcy” korporację Weyland-Yutani, która zamierza kręcić na Gennie swoje własne lody. Tak czy siak niedopasowana dwójka, a może raczej niecała dwójka, bo robocica doświadczyła rozwerwania na pół rusza na polowanie. Witamy na krwawy party!

Nie da się wymienić wszystkich zalet filmu „Predator: Badlands”, gdyż ten film jest sam w sobie wielką zaletą. Począwszy od prostej rozrywki, pod zarysem której mamy do czynienia ze złożoną relacji rodzinnej Deka i jego rodziny. No w każdym razie mamy tu kolejny toksyczny rys z Adamczycha Galaxy zauważalny w stosunkach na linii ojciec – dzieci. Podobnie nasza robocica Thia ma pewną zadrę w syntetycznym serduszku, dzięki czemu zyskuje naszą sympatię i prawdę powiedziawszy z wielkim zaskoczeniem, ale i satysfakcją łapiemy się na tym, że naprawdę kibicujemy tej dziwacznej dwójce.

Nowa opowieść rozgrywana w predatorzy uniwersum to pełna emocji emocji przygoda, w której Dek i Thia przemierzają Gennę, na której napotykają wszelkiego rodzaju dzikie, śmiercionośne i niesamowite stworzenia, próbując odnaleźć i zniszczyć Kaliska.

Akcja w „Badlands” jest niezwykle elektryzująca, bo tak naprawdę nigdy nie wiadomo, co się za chwilę zdarzy. Owszem, wiemy czego spodziewać się po sukinkocie Yautja oraz po syntetyku od Weyland – Yutani, ale jak dadzą sobie oni radę w nowych okolicznościach, gdy dosłownie wszystko chce cię dopaść i roznieść na strzępy.

Historia oferuje nam nie tylko przygodę, adrenalinę, pot i walkę, ale kilka zwrotów akcji i obowiązkowe nawiązania do poprzednich części cyklu. Może raczej cyklów, bo przecież mówimy to o bohaterce pochodzącej ze świata „Obcego”.

Są też tacy, ale szczerze przyznam, że nie znam takich w ogóle, którzy zżymają się, że dotychczasowy predatorzy gęsty klimat osaczenia i nieuchronności śmierci przechodzi w tradycyjną podróż bohatera, w której podstawą jest rodzina. Znaczy klasyczny Disney, czy bardziej Spielberg. I trzeba się z tym zgodzić. Trzeba się również pogodzić z tym, że „Badlands” jest pierwszym filmem z cyklu, przeznaczonym oficjalnie dla nastolatków z kategorią PG – 13 mimo, iż jest to film niezwykle krwawy. Tyle, że jest to krew biała i zielona. Niestety trzeba się jeszcze bardziej pogodzić z tym, że ten film posiada swojego „Baby Yodę”.

Trzeba jednak przyznać, że wszystkie te zmiany działają i sprawiają, że film ogląda się naprawdę fajnie, a główny bohater postrzegany dopiero jak okrutny skurwiel nad skurwielami daje się lubić.

Szczerze powiedziawszy, jeśli nie oglądaliście do tej pory żadnego z poprzednich filmów o Predatorze, nic nie szkodzi. Może nawet lepiej. Obejrzenie z czystą kartą „Predator: Badlands” sprawia ogromną frajdę dając nam doskonałą rozrywkę.

Twórcy wywrócili tę serię do góry nogami, ale nie zgubili jej sensu.

Autor

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Tego autora