Zobacz również

„Janko Pistolet”. Tak hartowała się stal, czyli skromne początki twórców Asterixa.

Rene Goscinny i Albert Uderzo. Dwójka, której nie trzeba przedstawiać. Giganci europejskiego komiksu. Tantem, którego pomysłowość, elegancja i wybitna kultura pracy stała się wzorem chyba dla każdego twórcy komiksowego. Jednak zawsze jest ten początek, gdy nie wszystko zatrybia i trzeba czasu, by wszystko wskoczyło na właściwe tory. Cykl „Janko Pistolet” świetnie pokazuje kształtowanie się niepodrabialnego stylu legendarnego duetu.

Dziękujemy, że nas czytasz! Będziemy ogromnie wdzięczni, jeśli zdecydujesz się wesprzeć Srebrny Kompas na Zrzutce! Dziękujemy! 

Przyznam, że jakoś ominął mnie hype na Asterixa, ale ze mnie w ogóle jest taki komiksiarz, jak z koziej dupy trąba. Z drugiej strony jestem z tego pokolenia, które nie miało dostępu do zachodniej kultury chyba, że za taką przyjmiemy zbieranie puszek po piwie, magazyn „Bravo”, czy katalogi reklamowe marek samochodowych, co przyjmowaliśmy jako szacowne magazyny dla elity.

W nadmorskiej tawernie młodzieniec Janko Pistolet postanawia spełnić swoje najskrytsze marzenia i zostaje piratem. Ale nie byle jakim, bo kaprem na służbie króla francuskiego! Janko rekrutuje załogę złożoną z przyjaciół: Małegorenia, Piotrusia, Gila, Bertranda, Hugona i papugi Jaśmina, wraz z którymi odnawia stary statek zwany „Śmiałkiem”. Wyruszają na poszukiwanie przygód do najbardziej egzotycznych krain i walczą po drodze mniej lub bardziej odważnie ze strasznymi piratami. 

Jest to jedna z najsłynniejszych francuskich komiksowych opowieści o korsarzach i piratach, która wyszła spod pióra autorów „Asteriksa” – Rene Goscinny’ego i Alberta Uderzo. To kompletne wydanie łączące pięć przygód: „Korsarz niezwykły”, „Kaper królewski”, „Janko Pistolet i szpieg”, „Janko Pistolet w Ameryce”, „Janko Pistolet i szalony naukowiec”. 

Ja to rozumiecie z tych biednych, którzy jeśli mieli do czegoś dostęp, to do przygód Hansa Klossa, Czterech Pancernych, fantastycznych przygód Tytusa, czy Kajka i Kokosza, a z czasem Kleksa. No i wiecie, w międzyczasie opowieści podróżnicze Tony`ego Halika, pod wpływem którego wraz z moim przyjacielem z czasów szkolnych postanowiliśmy odkryć źródła Smródki – bo tak nazywaliśmy rzeczkę płynącą przez nasz rodzinny Lubin.

Były jeszcze próby zbudowania bojera oraz łodzi z desek kradzionych po okolicznych budowach, a to już jest pokłosie programu legendarnego dla nas Adama Słodowego, który jako ten nasz polski, przaśny McGyver potrafił zbudować czołg z gumki od majtek i puszki po kawie.

Z czasem tej zachodniej popkultury było więcej, ale wiecie – w naszych serduszkach miejsce było już zajęte. Moje ukształtował Janusz Christa, Tony Halik, Państwo Gucwińscy, Papcio Chmiel. Byli też oczywiście inni sztukmistrze wyobraźni, ale raczej jako uzupełnienienie.

I teraz, po latach dociera do mnie, co było wcześniej. Jakie były początki. Skąd np. wzięli się Kajko i Kokosz, bo umówmy się, mówimy o polskiej wersji Asterixa i Obelixa, potem oczywiście nabrali oni własnego charakteru i stali się pełnoprawnymi bohaterami naszej popkultury, ale umówmy się, wszelkie początki są jakieś.

W końcu nawet Lego ma początki w zajumanej w innym kraju idei, prawda?

Dzięki wydawnictwu Egmont w moje ręce trafia kolejny album zbiorczy autorstwa Renee Goscinnego i Alberta Uderzo, który stanowi przedsmak tego, co najlepsze w twórczości tej dwójki.

„Janko Pistolet”, bo o tym cyklu mowa to pięć powieści opowiadającym o chłopcu, który został piratem na żołdzie króla Francji. Hmmm, z tym żołdem to nie do końca prawda, bo bardziej mówimy i kapitanie, który otrzyma to, co zdobędzie w czasie misji. A misja jak to misja, jest niepewna. Nie wiadomo, czy się trafi, jak często i jak będzie obfita w łupy. I czy jakiekolwiek będą.

Tytułowy Janko to taki Dyzio Marzyciel, pełen entuzjazmu proletariusz, który swoim zapałem zaraża zgnuściałych towarzyszy spędzających czas w karczmie. I tam oczekujących na kolejną straceńczą misję od króla.

Straceńczą, bo ekipa Pistoleta to tacy „Expendables” – gdy zaginą w akcji nie będzie ich żal. Oczywiście nasza ekipa odbiera to zupełnie inaczej i traktuje swoje zadania jako misje specjalne, wyraz szczególnego zaufania i dowód na niezwykłą odwagę tej przaśnej ekipy nieudaczników i leni, no ale sami rozumiecie… No czemu nie?

Kaperzy pod wodzą Janka Pistoleta, są jak ci weekendowi pracownicy biura, który nie mając pojęcia o życiu, lecz jakieś jego romantyczne wyobrażenie postanawiają w swoim mniemaniu doświadczyć życia, jego trudów i uratować świat przez złem. Dowodzeni przez zapalczywego młodzieńca rodem z korporacyjnego działu szkoleń ruszają w świat, bo dlaczego nie.

Chyba nie muszę mówić, czym to skutkuje. Mamy tu bowiem fantastyczny materiał na komedię omyłek, slapstick, gagi, kontrast, czy po prostu efektowne niepowodzenia. Czy udało się to osiągnąć Goscinnemu i Uderzo?

Po części, ale nie do końca.

Cykl ewoluuje pod każdym względem. Historia rozpoczyna się dosyć niemrawo, jest niestety płaska, a pomysły nie chwytają. Również pod względem wizualnym widać, że to dopiero początki, a styl dopiero zaczyna się kształtować.

Dopiero ostatnie dla opowiadania wkraczają na ścieżkę, do której przyzwyczaili nas twórcy. I pod względem narracyjnym, jak i graficznym.

Decyzja Egmontu o zbiorczym wydaniu jest strzałem w dziesiątkę. Gdyby ten cykl miał być wydany w postaci odrębnych zeszytów przeszedłby bez echa. Ot, jedna z wielu nieśmiesznych historii, która może pod koniec próbuje czegoś nowego. Tak by to właśnie wyglądało.

Ale kiedy otrzymujemy okraszone świetnymi materiałami dodatkowymi dzieło w twardej oprawie, zyskujemy pełen szerszy obraz. Wiemy już dlaczego tak to wygląda, a przede wszystkim widzimy, jak na naszych oczach tworzy się historia europejskiej popkultury.

Jest to również nauka dla początkujących twórców – nie wszystko zaczyna się dobrze. Trzeba cierpliwości i ryzyka, by osiągnąć sukces.

Oczywiście „Janko Pistolet” nigdy nie przebije doskonałego „Beniamina i Beniaminy”, ale bez przygód młodego kapera nie otrzymalibyśmy tak świetnego cyklu, jak wspomniana historia dwójki nastolatków.


Autor

  • Dziennikarz, pisarz i człowiek pracy najemnej. Autor książki "Dzikie historie: Norwegia". Założyciel i wydawca magazynu "Srebrny Kompas". Autor w serwisie "Posty.pl" oraz współpracownik lokalnego magazynu "Tu Lubin". Finalista polskiej edycji międzynarodowego konkurs scenariuszowego Hartley - Merill utworzonego przez Roberta Redforda. Wychowałem się w duchu Tony`ego Halika, małżeństwa Gucwińskich oraz komiksowych przygód Kajka i Kokosza i tarapatów, w jakie pakował się literacki wojak Szwejk. Lubię wszystko, co dobre i oryginalne. Czasem dobra rozmowa jest bardziej fascynująca, niż najbardziej wymyślny film.

    View all posts
Przemysław Saracen
Przemysław Saracen
Dziennikarz, pisarz i człowiek pracy najemnej. Autor książki "Dzikie historie: Norwegia". Założyciel i wydawca magazynu "Srebrny Kompas". Autor w serwisie "Posty.pl" oraz współpracownik lokalnego magazynu "Tu Lubin". Finalista polskiej edycji międzynarodowego konkurs scenariuszowego Hartley - Merill utworzonego przez Roberta Redforda. Wychowałem się w duchu Tony`ego Halika, małżeństwa Gucwińskich oraz komiksowych przygód Kajka i Kokosza i tarapatów, w jakie pakował się literacki wojak Szwejk. Lubię wszystko, co dobre i oryginalne. Czasem dobra rozmowa jest bardziej fascynująca, niż najbardziej wymyślny film.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Tego autora

* - słabiutko, oj słabiutko | ** - może być, bez tragedii | *** - całkiem dobrze | **** - bardzo dobrze | ***** - dzieło wybitne, niemal nie przyznawane„Janko Pistolet”. Tak hartowała się stal, czyli skromne początki twórców Asterixa.