Więcej

    “Wszystkie odloty Chenney`a”. To musi być szczególne miejsce.

    Gwiazdy Rocka może i mają odlotowe życie, ale i tak po jakimś czasie trzeba zwolnić, by nie rozbić się na 27 kilometrze swojej biografii. Cheney, zwolnił już dawno.  Wygląda jak ktoś w ciężkiej depresji. Prowadzi bezpieczne i nudne życie u boku żony. Nawet sportowa gra, jakiej się oddaje okazuje się ukartowana.  Centrum handlowe- jedno z niewielu miejsc, jakie odwiedza jest bezosobowym wyludnionym kompleksem.

    Podczas zakupów porusza się niemrawo z koszykiem przed ścianą identycznych opakowań..  Słyszymy nawet krótko motyw muzyczny, jako żywo wycięty z „Lotu nad Kukułczym Gniazdem”. Wczoraj, dziś i jutro tak samo przewidywalne, zupełnie jak u czubków.

    Cheney faktycznie odleciał, ale nie tak jak sugeruje polski niemądry tytuł tego filmu.  Żyjąc w swoim świecie, zamknięty w jakimś kombinezonie czasu, mówi apatycznie i cicho. Kontakty towarzyskie ogranicza do kilku osób. Zdawałoby się, że rzeczywistość jest już ustalona, jak i jego makijaż- maska, przywodzący nam postać Roberta Smitha z The Cure.

    Wszystko zmienia telefon; wiadomość o śmiertelnej chorobie ojca za oceanem. Okazuje się, że Cheney ma przeszłość i korzenie. Wybiera się do Ameryki. Z nudy? A może z powodu nękającego go poczucia winy?. Do końca nie wiemy, chociaż widzimy jak silne targają nim emocje gdy przyjdzie mu stanąć obok nieżyjącego już Ojca, pierwszy raz od 30 lat.

    I tutaj zaczyna się klasyczne kino drogi… Ojciec Żyd, były więzień Auschwitz zostawia zeszyty, a w nich wskazówki jak znaleźć jednego z obozowych zbrodniarzy. Otrzymuje je w schedzie marnotrawny syn. Cheney potraktuje notatki jak mapę drogową, niepewny puenty, jaką przyjdzie mu dopisać.

    Rytm filmu w reżyserii Paolo Sorrentino przebiega powoli, możemy się rozsmakować w zdjęciach.  Amerykę z jej szosą za horyzont, z jej przestrzenią oglądamy w sennych ujęciach, które czasami wydają się irrealne. Nie inny jest Cheney. Niby naiwny dziecięcy, ale również po prostu mądry.

    Nie jest to film o zemście, ta nie daje zadośćuczynienia. Holokaust, ta katastrofa naszej cywilizacji jest zaledwie pretekstem wyjściowym do historii o naszej tożsamości. Wszyscy musimy w końcu wybrać. Dorastamy, albo i nie. Nie ma drogi na skróty.  Można nieudolnie tłumaczyć zło powielając szkodliwe mity.  Obiecywać słodką zemstę bez poczucia winy.

    Uczciwiej jest jednak powiedzieć „coś nie gra” pozbywając się złudzeń, nawet, jeżeli nie wiemy do końca, co brzmi fałszywie.

    Uproszczenie, jakie zaryzykował reżyser jest przemiana bohatera, zgodnie z kanonem kina drogi następuje tutaj wręcz fizycznie. Sean Penn w roli tak ekscentrycznej potwierdza swoją aktorską klasę. Okazuje się, że w temacie tak wyeksploatowanym jak kino drogi można opowiedzieć coś nowego.

    Film nie oferuje nam prostych rozwiązań. Subtelny humor, niedopowiedzenia. Ścieżka dźwiękowa, w jakiej nie mogło zabraknąć kawałka Passenger wyśpiewanego przez Iggy Poppa. Istotą zmiany jest wędrówka. Życie osiadłe, iluzja stabilizacji prowadzą do stagnacji. W rutynie nie ma nic chwalebnego, jeśli jest kartonową dekoracją podtrzymującą nasz sztuczny świat.

    Co właściwie może nam się przydarzyć, jeżeli nie ruszymy naszego tyłka? Nawet, jeżeli bezdroża na jakich się znajdziemy  to „Nowy Meksyk a nie Indie”…

    Ernest Lindberg

    Przemek Saracen
    Wychowałem się w duchu Tony`ego Halika, małżeństwa Gucwińskich oraz komiksowych przygód Kajka i Kokosza i tarapatów, w jakie pakował się literacki wojak Szwejk. Lubię wszystko, co dobre i oryginalne. Czasem dobra rozmowa jest bardziej fascynująca, niż najbardziej wymyślny film.

    Jeśli uznasz, że nasze pisanie jest coś warte, wesprzyj SK 🙂 Dziękujemy!

    Udostępnij
    Tagi

    Najnowsze

    Sierpniowe pożary lasów biją rekordy emisji dwutlenku węgla i przebijają roczną “produkcję” Indii.

    Wszystko idzie ku „najlepszemu”: tylko w wakacje światowe pożary wyemitowały rekordową ilość dwutlenku węgla przekraczając roczną „produkcję” Indii. W zeszłym miesiącu świat ustanowił nowy przerażający...

    Niewidzialne staje się widzialne, czyli 47 edycja konkursu fotograficznego Nikona

    Uwielbiamy w „Srebrnym Kompasie” fotografie. Zdajemy sobie sprawę, że są momenty, których nie opowiedzą najbardziej wspaniałe słowa, opowieści, wiersze i reportaże. Czasem jedno zdjęcie...

    Polecamy

    Zobacz również

    ZOSTAW ODPOWIEDŹ

    Please enter your comment!
    Please enter your name here

    Hej, zauważyliśmy, że używasz blokera reklam

    Będziemy wdzięczni, jeśli wyłączysz swojego blokera reklam podczas korzystania ze "Srebrnego Kompasu".

    Staramy się, byś codziennie otrzymywał unikalne treści, których nie zobaczysz gdzie indziej.

    Serdecznie dziękujemy i życzymy fajnych wrażeń!