najnowsze

zobacz również

Lubin wymiera a „po nas choćby potop”.

- Advertisement -

Lubin wymiera. Dziś nasze miasto liczy niecałe 61 tysięcy mieszkańców. Zróbmy minutową pauzę i powtórzmy kolejny raz: Lubin liczy niespełna 61 tysiące mieszkańców. Tylko we wrześniu nasze miasto powiększyło się o 34 sztuki pełnoprawnego obywatela, ale i zmalała na wskutek zgonów o 48 lubinian. Nadal wszystko jest ok, panie Prezydencie Robercie?

Stoimy u progu katastrofy, która w dłuższej perspektywie rozniesie budżet miasta. Niezależnie od tego, co opowiadają nam władze należy zmierzyć się z bolesną prawdą. Za chwilę nie będzie miał kto pracować, płacić podatki, rozwijać miasto.

Będzie miał za to kto umierać, jakkolwiek brutalnie to nie brzmi.

Czy możesz wesprzeć Miejski Magazyn 'Tu Lubin’?

W świetle tej dramatycznej informacji można wyrzucić przez okno wszelkie strategie, plany, skredytowane inwestycje, bo stoimy u progu katastrofy demograficznej wymagającej zupełnie nowego podejścia.

Będziecie w komentarzach uprawiać polityczną wojenkę kto kogo i dlaczego, jednak nie o to chodzi, bo chodzi tu o Lubin. Twój, mój, nasz, wasz. Nie jakiegoś ugrupowania politycznego.

Dziś sprawa wymaga naprawdę dalekosiężnego podejścia, które sprawi, że przyciągnięmy do siebie nowych lubinian. Część z was zwróci uwagę, że w skali całego kraju mamy do czynienia z zapaścią demograficzną. I macie rację. Małe i średnie miasta (już nie wiem, do którego Lubin się zalicza, bo ze statusu średniego szybko spadamy do małego).

Dlatego trzeba podjąć odważną, niepopularną, ale potrzebną decyzję: zaprośmy cudzoziemców, którzy będą tu pracować, osiedlać się i zakładać rodziny.

Musimy zrozumieć, że cudzoziemiec nie jest zagrożeniem lecz szansą.

Tyle, że to wymaga określenia na nowo funkcji miasta i powiatu. Opracowania mapy potrzeb, wymagań i możliwości. Nowych gałęzi, w których znajdą stabilną pracę przybysze.

I nie jakieś pierdolenie o fabryce dronów, czy bełkot o przemyśle czasu wolnego, gdzie pracują krewni i znajomi lubińskiej klasy panującej. Bo umówmy się, fabryka dronów, czy Aquapark, który za chwilę będzie otwarty służy poustawianiu na wysokim stołkach ludzi posłusznych obecnemu prezydentowi Lubina oraz zapewnieniu pracy ich rodzinom.

Zastanówmy się nad powrotem do przeszłości: do produkcji rolnospożywczej, do ścisłej współpracy z ościennymi powiatami i przygotowanie kompleksowego planu i stworzenie czegoś na wzór aglomeracji obejmującej utworzenie stabilnych zakładów pracy, sieci transportowej, oferty mieszkaniowej itp.

Jesteśmy w przededniu dramatu, z jakiego nie zdajemy sobie sprawy. Miasto może wydawać miliony na parki, darmowe imprezki dla emerytów, ale umówmy się – za parę lat nie będzie miał kto z tego korzystać.

Szczerze przyznam, że nie oczekuję od lubińskiej rządzącej „klasy” politycznej spod znaku jeszcze panującego Roberta Raczyńskiego jakiejkolwiek reakcji. Nie mam żadnych złudzeń, że on i jego ludzie zdolni są do myślenia w perspektywie dłuższej niż najbliższe wybory.

Te wszystkie absurdalne inwestycje trzeba kiedyś utrzymać. Pytanie z czego, jeśli miasto kurczy się w zastraszającym tempie, młodzi ludzie czekają aż skończą szkoły, by uciec stąd, a godnej pracy w godnych warunkach nie ma.

Pozwólcie na pewną dygresję. Swego czasu do ogrodu zoologicznego w Warszawie trafiła słonica Erna mająca za sobą trudną przeszłość i jeszcze bardziej trudną osobowość. Raz, że zabiła swojego opiekuna, dwa – jak to słonie, była pamiętliwa i wywierała niemal przemocowy wpływ na resztę stada. Do tego stopnia, że u pozostałych członków stada przygotowywanych do rozmnożenia stada „zanikły” elementy do tego rozrodu niezbędne. Jednocześnie ta sama przemocowa Erna opiekowała się stadem troszcząc się o każdego jego członka.

Nie twierdzę, że Raczyński zachowuje się tak samo w stosunku do Tomka, Tymka, czy tego od apteki, ale wiecie – podobnie jak w przypadku warszawskich słoni, które za siano kompletnie oddały się swojej liderce mamy do czynienia z bezrefleksyjnym oddaniem się wodzowi.

Lubińska gigantomania przy jednoczesnym odpływie mieszkańców nie zagraża Raczyńskiemu i jego słoniątkom. Oni już się ustawili i to jest dla nich najważniejsze.

Problem całkowicie nowego przeformatowania miasta spadnie na nowe władze, które najpierw będą musiały ograniczyć rozbuchane igrzyska dla bazy wyborczej Raczyńskiego oraz wymyślić finansowanie gigantomanii tych władz. Co w mieście z wciąż spadającą liczebnością będzie wymagać niezwykłej gimnastyki finansowej.

Tylko czy kogoś to dziś interesuje?

- Advertisement -
Przemysław Saracen
Przemysław Saracen
Publicysta, pisarczyk i człowiek pracy najemnej. Autor książki "Dzikie historie: Norwegia". Założyciel i wydawca magazynu "Srebrny Kompas".  Finalista polskiej edycji międzynarodowego konkurs scenariuszowego Hartley - Merill utworzonego przez Roberta Redforda. Wychowałem się w duchu Tony`ego Halika, małżeństwa Gucwińskich oraz komiksowych przygód Kajka i Kokosza i tarapatów, w jakie pakował się literacki wojak Szwejk. Lubię wszystko, co dobre i oryginalne. Czasem dobra rozmowa jest bardziej fascynująca, niż najbardziej wymyślny film.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

od tego autora