Znajdziemy w sieci sporo interpretacji „Małej Syrenki” jako pięknego przykładu, jak patriarchat niszczy kobiety.
No bo Arielka jest wyjątkowa – nie tylko ma ogon i świetnie pływa, ale ma tez najpiękniejszy głos wśród syren. I ten właśnie głos i ogon musi stracić dla miłości, żeby zyskać nogi i – mimo bólu przy każdym kroku – zmienić się w człowieka. Niestety Książę jej nie rozpoznaje bez jej głosu i traktuje jak przyjaciółkę. Syrenka staje przed strasznym dylematem – żeby odzyskać siebie, swoja wyjątkowość, musi zabić Księcia. Wybiera śmierć.
Eeee… tylko że nie, to nie jest bajka o ofiarach patriarchatu.
Sama to sobie dziołcha zrobiłaś, zamiast siedzieć w tym morzu, być sobą i wabić go, żeby to on przyszedł do Ciebie.
Wydawało Ci się, że Książę się w Tobie zakocha, jak staniesz się taka, jak inne, poświęcisz siebie dla miłości. A tymczasem on kochał właśnie Twoją wyjątkowość, i gdy stałaś się modelem seryjnym, znalazł sobie inną.
Ta bajka jest o wszystkich młodych dziewczynach, które udają kogoś innego, żeby się przypodobać chłopakowi, i kończą zapomniane, z chandrą i myślami samobójczymi, bo nie da się zbudować związku na milczeniu, poświęceniu, bólu i iluzji.
Dzisiejszy wpis dedykuję mojej córeczce, nie dlatego, że taki ma problem, tylko żeby nigdy się nie zmieniała dla kogoś. Może kiedyś przeczyta, i to będzie dobry moment, żeby sobie powiedzieć: jesteś wystarczająco idealna taka, jaka jesteś, nie musisz nikogo udawać.





