Zobacz również

Jak ułożyć relację z matką, której się nie kocha?

– Mam skłamać? – pyta pacjentka, wpatrując się w kupiony dla matki różowy kubek z napisem „dla najlepszej Mamy”, który wybrała w swoim pomieszaniu emocjonalnym, a teraz z wahaniem waży w ręku.

Waży też swoje emocje.

Z jednej strony poczucie winy, że nie jest w stanie powiedzieć „kocham Cię, mamo”, poczucie, że może powinna udawać, że może coś z nią jest nie tak, skoro ta relacja jest aż tak trudna. Z drugiej złość i żal, poczucie skrzywdzenia, bycia nieważną. Z trzeciej tęsknota za matką, która nigdy nie istniała, jakaś tląca się nadzieja, że coś – słowo, prezent, sukces osobisty, uległość – sprawi, że zadzieje się cud.

Dzień Matki bywa trudny nie tylko dla osób, które straciły rodzica, ale też dla tych, których relacja z matka jest trudna i niepoukładana.

Zwykle całymi latami starają się zasłużyć na uwagę i akceptację, czasem ogromnym kosztem siebie i swoich rodzin. Zwykle też w ich przypadku na doskonały grunt trafia filozofia wybaczenia, usprawiedliwiają rodzica, odwracając role.

A tymczasem każde spotkanie rodzinne jest jak rozdrapywanie rany.

– jaki obraz ma Pani przed oczami? – pytam, a moja pacjentka zaczyna opowiadać.

Że matka nigdy nie pyta „co słychać?”, nic o niej nie wie i nie jest ciekawa, kim jest jej córka. Że każda informacja o sobie, którą się podzieli, staje się obiektem krytyki i straszenia. Że nigdy nie może dokończyć opowieści, bo matka przerywa w pół zdania i zaczyna rozmowę o czym innym, z kim innym. Że jej historia to pasmo przemocy psychicznej i fizycznej od najmłodszych lat.

Że czuje się niewystarczająca i niewidzialna…

– myśli Pani, że magiczne zaklęcie na kubku zadziała?

– nie – odpowiada i kubek ląduje z hukiem w koszu.

Paradoksalnie, wtedy właśnie dzieje się magia. Magia bycia prawdziwym.
Nie chodzi o to, żeby rozliczyć rodzica, ale żeby nie dać mu się dalej krzywdzić.

Nie chodzi o to, żeby go usprawiedliwiać, choć zrozumienie rodzinnej historii trzy pokolenia wstecz nie zaszkodzi.

Nie chodzi o to, żeby rodzica zmienić, a żeby przestać wierzyć, że się zmieni, gdy tylko znajdziemy „magiczny składnik” relacji albo zasłużymy.

Nie chodzi o to, żeby ułożyć relację z mamą, tylko żeby ułożyć siebie tak, żeby relacja nie uwierała, albo uwierała jak najmniej.

Chodzi o to, żeby mieć w sobie zgodę na bycie sobą, na trudne emocje i na życie po swojemu, Bez kłamstw, udawania i zmuszania się.

– co za ulga! – mówi pacjentka, i wreszcie się uśmiecha…

Autor

  • Psycholożka, nauczycielka, terapeutka EMDR, dr nauk humanistycznych. Adiunkt - Badawczo - Dydaktyczny w: w: Wyższa Szkoła Kształcenia Zawodowego we Wrocławiu.

    View all posts
Beata Rajba
Beata Rajba
Psycholożka, nauczycielka, terapeutka EMDR, dr nauk humanistycznych. Adiunkt - Badawczo - Dydaktyczny w: w: Wyższa Szkoła Kształcenia Zawodowego we Wrocławiu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Tego autora