Takie filmy potrafią być albo jak strzał w kolano lub strzał prosto w serce. Wszystko w zależności od tego, z jakim nastawieniem oglądasz film. Jeśli szukasz dobrej, odmóżdżającej rozrywki na wieczór nie znajdziesz nic lepszego niż „Dzienna zmiana”, która wskakuje na listę hitów Netflixa.
Dziękujemy, że nas czytasz! Będziemy ogromnie wdzięczni, jeśli zdecydujesz się wesprzeć Srebrny Kompas na Zrzutce! Dziękujemy!
Zanim włączysz ten beztroski filmowy wygłup musisz wiedzieć, że pochodzi on z tej samej stajni, co John Wick, Nikt, czy Equalizer. Mało tego, wszystkie wymienione filmy pochodzą od tej samej bandy kinematograficznych rozrabiaków Chada Stahelskiego.
Powiedziawszy to zapraszam was do obejrzenia „Dziennej zmiany” – nowej produkcji z udziałem Jamiego Foxxa, Dave a Franco i Snoop Doga. I wampirów! Bo jest co oglądać!
Czarnoskóry Bud Jabłoński nie ma lekko. Rozwiódł się, ale z żoną łączy to córka. A jak córka to wydatki – szkoła, aparat ortodontyczny, no same problemy pierwszego świata. W tym celu bohater pracuje jako czyściciel basenów. Praca beznadziejna, okazjonalna, kiepsko płatna.
Z czasem okazuje się, że praca czyściciela to przykrywka, bowiem głównym zajęciem Buda jest polowanie na wampiry. Bierze się takiego wampira i zabija, po czym wyrywa kły sprzedawane na czarnym rynku. I ząbki w lepszym stanie, tym cena za nie wyższa. Niestety bohater zabija nie tego wampira co trzeba, co ściąga na niego gniew najważniejszego z nich. Tego, który gdzieś w tle przygotowuje intrygę mającą sprawić, że wampiry – a jakże!- opanują świat.
Niestety Jabłoński jest nieświadom zagrożenia. Jego interesują pieniądze, bo jego żona, jak to była żona odgraża się, że wyprowadzi się z córką gdzieś w świat, skoro ojciec nie potrafi utrzymać córki. Bud nie ma wyjścia. Uderza tam, gdzie go nie chcą, bo tylko tam może zarobić tyle ile potrzeba na finansowanie córki.
Do związku łowców wampirów. W tym celu nawiązuje kontakt z przyjacielem, Czarnym Kowbojem o uroczej twarzy Snoop Doga. Szef związku niechętnie zgadza się dorzucając mu obserwatora w postaci gryzipiórka granego przez Dave Franco. Aby było trudniej, Jabłoński będzie polował za dnia. Bo tak.
I zaczyna się jazda bez trzymanki, którą kontemplujemy z radością, wypiekami na twarzy i bananem na twarzy.
„Dzienna zmiana” nie jest ani trochę oryginalny, ale daje kupę radości. Rozkręca się dosyć niemrawo, choć początkowa sekwencja walki z wampirem, przez którego na bohaterze skupia się gniew największym potworów na dzielni, by stopniowo odpalić niesamowicie pokazane pojedynki, a raczej egzekucje na nieśmiertelnych.
Nie ukrywajmy – oglądamy ten film dla wypruwanych flaków, bryzgającej krwi, akrobatycznych scen śmierci, które im bardziej pokręcone, tym dla widza lepsze. Wiem, obrzydliwe, ale tak jest! To jest właśnie taki film, kiedy wręcz żądasz wręcz groteskowo powykrzywianych ciał, łamania karków, odrąbywania łbów, prostych, ale za efektownych tekstów, świetnie wyglądających bohaterów. A wszystko okraszone dobrą, mocną muzyką, w rytm której goni dynamicznie zmontowana akcja.
„Dzienna zmiana” daje nam całą tę zabawę, której nie jest w stanie dać nam wcześniejszy, dwa razy droższy „The Gray Man”. Tu mamy uproszczoną, ale skuteczną ekspozycję, dzięki której poznajemy motywację głównego bohatera. JJ Perry, reżyser tego filmu na co dzień zajmujący się kaskaderką okazał się lepszy od braci Russo, którzy wyreżyserowali film z Kapitanem Ameryką i Blade Runnerem.
Perry nie zapomniał o bohaterach. O interakcjach między nimi, o nawet rubasznych detalach, które nadają filmowi ton i sprawiają, że my, widzowie przywiązujemy się do bohaterów.
Jednak luźno zlepione sekwencje wampirobrania, łzawej pogoni za środkami na zakup aparatu na zęby dla córki, nawet jeśli okraszone zajebiście wyglądającym Snoop Dogiem to za mało. Dlatego twórcy niepostrzeżenie wrzucili nas w konwencję filmu o kumplach. Wiecie, te historie dwóch niepasujących do siebie gości, którzy na początku nie cierpią się i życzą sobie wszystkiego najgorszego, ale z czasem nie potrafią bez siebie żyć.
I tu strzałem w dziesiątkę okazuje się bohater grany przez Dave Franco. Jego związkowy gryzipiórek, służbista i sztywniak jest nie tylko fajnym kontrapunktem dla postaci Jabłońskiego, ale jest po prostu zabawny. Widać, że Franco bawi się rolą i robi to świetne. Zwłaszcza gdy dzieje się z nim coś niezwykłego, a czego nie chcę wam zdradzić.
Wiecie, co najbardziej podobało mi się w tym filmie? Nie tylko fajna chemia między bohaterami, przerysowane sytuacje, samoświadomość tego filmu oraz ta przestrzeń, której zabrakła w „The Gray Man”? To choreografia wampirów, a raczej to, co dzieje się z ich ciałami, gdy giną od ciosu, strzału, przygnieceni, zmiażdżeni, rozrąbani, strunowani, rozjechani… Cokolwiek z arsenału destrukcji przyjdzie wam do głowy, w tym filmie to znajdziecie, ale bardziej intensywne, takie do kwadratu.
Zwróćcie uwagę na zachowanie wampirów, a przyznacie, że ich zachowanie nie do końca jest podobne do tego, co widzieliśmy w dotychczasowych filmach o egzekucjach. Dzieje się to dlatego, że twórcy „Dziennej zmiany” skorzystali z artystów baletu znanych choćby z legendarnego „Cirque de Soleil”. Rozumiecie? Choćby dlatego ten film musi oglądać się obłędnie.
No dobrze, bo zaraz wrzucę ten film o kilka pięter wyżej niż na to zasługuje. A tak nie jest.
„Dzienna zmiana” jest naprawdę fajną filmową rzeźnią z fajnymi bohaterami, super choreografią walk, świetnymi scenami śmierci, odrobiną nonszalancji i swego rodzaju dystansem, który sprawia, że film ogląda się lekko, przyjemnie. Odpalcie sobie Netflixa, którego tak nie lubicie i natychmiast wrzućcie to wampirobranie.







