Zobacz również

„Rodzina Soprano”. Mafijna opowieść o morderstwie, chaosie i rodzinie, która stworzyła złotą erę telewizji

Dwadzieścia pięć lat po debiucie w HBO „Rodzina Soprano” niezmiennie zajmuje czołowe miejsca na listach najlepszych seriali wszechczasów .

Twórca serialu, David Chase, niezbyt miło producent i scenarzysta, którego znamy choćby z „Przystanku Alaska” nieco przypadkowo wspiął się na szczyty produkcji telewizyjnej, gdy przedstawił HBO niezwykły koncept serialu: szef mafii, gangster pogrążony w wewnętrznym konflikcie.

Przy stagnacji formatów i uogólnionej produkcji większość dyrektorów miała trudności ze znalezieniem hitu w tym zuchwałym świecie po latach 80. Jednak po odrzuceniu swojego niekonwencjonalnego pomysłu „złego faceta w roli głównego bohatera” i wielokrotnych odmowach, Chase w 1997 roku odszedł z HBO, podpisując umowę zarówno jako scenarzysta, jak i reżyser pilota.

Kiedy pierwsza seria dostała zielone światło, zabrał się za realizację swojej wizji, nie mając wielkich nadziei, że uda mu się wyjść poza jeden sezon. Biegły w podważaniu ówczesnych konwencji fabularnych, Chase miał produkt, który pasował do formatu, ale podniósł poziom pod względem rozwoju postaci, głębi, czarnego humoru i – co było wtedy rzadkością w przypadku telewizji – wizualnego języka właściwego w zasadzie dla kana. Rodzina Soprano od razu wyróżniała się jako coś odważnego i innowacyjnego.
Gandolfini:

Doskonały antybohater

Podobnie jak postać, którą miał zagrać, James Gandolfini również pochodził z New Jersey. Był aktorem charakterystycznym z głębią, ale HBO początkowo martwiło się o jego cechy głównego bohatera. Nawet Chase’a, któremu zależało na przyjacielu Bruce’a Springsteena, muzyku Stevenie van Zandcie (który później grał pomocnika Silvio), trzeba było przekonywać.

Ostatecznie ryzyko się opłaciło i uznano tę obsadę za ikoniczną – wiarygodność Gandolfiniego w roli człowieka rodzinnego i brutalnego mściciela była kluczowa dla sukcesu serialu, jak i postaci. Ten podobny do niedźwiedzia, agresywny twardziel miał wewnętrzne demony i serial miał zamiar się nimi z wami podzielić. A Gandolfini miał zamiar sprawić, że kibicujeszs Tony`emu Soprano.

Wcielając się w główną rolę Gandolfini wniósł do niej serce i empatię, podobnie jak Edie Falco wcielając się w jego cierpiącą małżonkę Carmelę, która pomogła jeszcze bardziej wzmocnić rodzinną dynamikę niezgody. W miarę upływu sezonów jej rola stawała się coraz bardziej niszczycielska i fascynująca.

Tony stał na czele nowej fali głównych bohaterów, którzy pozwalali kibicować diabłu. Oto publiczność, która chciała omylnych, możliwych do zidentyfikowania postaci, a nie tylko prostych bohaterów i twardzieli.

Wiarygodność jest kluczowym czynnikiem decydującym o statusie kultowego serialu i jego ponadczasowym uroku. Odzwierciedlono także rosnącą tendencję w USA polegającą na omawianiu problemów psychologicznych i zdrowia psychicznego w terapii. Rosnąca świadomość Tony’ego na temat własnych problemów ze zdrowiem psychicznym jest odkrywczym momentem rozpoczynającym serial: epizod omdlenia, którego nie można wytłumaczyć medycznie, powoduje, że przepisano mu sesję u psychiatry, doktor Melfi (Lorraine Bracco).

Stworzenie antybohatera w sercu mafijnej rodziny było błyskiem geniuszu. Konflikt zewnętrzny spotyka się z konfliktem wewnętrznym, gdy gangster manifestuje psychologiczne demony wywołane przez burzliwą relację z jego bezwzględną matką, niezłomną Liwią. Ta relacja była kluczowa dla Tony’ego i jego losu.

W pierwszym odcinku Chase ugruntował postać Tony’ego, każąc mu wypasać młode kaczki z basenu. Oto człowiek, który był dobry dla zwierząt, ale bezlitosny dla ludzi. Widzowie często byli zaskoczeni, obserwując, jak dokonuje makabrycznych morderstw, a następnie wraca do domu na kolację z rodziną.

Odcinkowo serial przechodził od brutalnej i krwawej akcji do małych scen rodzinnych, rezygnując z tradycyjnej liniowej struktury narracyjnej na rzecz ogromnych łuków emocjonalnych, które obejmowałyby całe sezony. Bez „historii dnia” żaden odcinek nie może mieć szczęśliwego zakończenia – tak jak chciał tego Chase.

Złoty wiek dramatu

Wraz z „Rodziną Soprano” HBO znalazło się na czele nowej złotej ery „telewizji kinowej”. Serial utorował drogę nowym światom i dzikiemu zachodowi platform, pełnym obietnic i nadziei. Wkrótce nowe głosy, takie jak Shonda Rhimes (Grey’s Anatomy, Scandal), Amy Sherman – Palladino (Gilmore Girls, Marvelous Mrs Maisel) i Lena Dunham (Girls) przebiją się przez zgiełk białych twórców płci męskiej, tworząc szerszą perspektywę i podnosząc na duchu odsunięte na bok historie kobiet, które istniały poza znajomym, patriarchalnym światem, w którym zamieszkiwał Tony.

Seriale przełamujące gatunki, takie jak „Transparent” , nie musiały chodzić na palcach wokół trudnych historii ze stale ewoluującymi, samolubnymi, osądzającymi, całkowicie wadliwymi, ale ujmującymi postaciami. Podobnie „Orange is the New Black” przedstawił nam empatyczne i wciągające historie więźniarek.

Katastrofalny los Waltera White’a w „Breaking Bad”, od spokojnego dobrego człowieka do narkotykowego króla, rozpoczął się niecałe sześć miesięcy po ostatnim ukłonie rodziny Soprano w lipcu 2007 r.

Ostatecznie nie da się wyobrazić sobie białej, uzależnionej od narkotyków pielęgniarki Jackie, seryjnego mordercy Dextera czy bohatera „Mad Men” Lothario Dona Drapera bez pełnego sprzeczności Tony’ego Soprano. I niewyobrażalne, że program telewizyjny może mieć taki sam wpływ na dzisiejszą panoramę streamingu, gdzie normą są niejednoznaczne postacie.

Jestem wdzięczny za jakość seriali telewizyjnych, które pojawiły się później, bo dla wielu właśnie to sprawia, że ​​„Rodzina Soprano” jest odwiecznym numerem jeden.

Jane Steventon. Wykładowca, licencjat z produkcji filmowej, Uniwersytet w Portsmouth

Autor

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Tego autora