Zobacz również

Pierwsza część trylogii „The Naked Gun” to symbol i perełka lat 80.

Trudno mi obiektywnie oceniać „Nagą broń”, gdyż to jeden z filmów mojego dzieciństwa, oglądany dziesiątki razy ze świętej pamięci tatą, w telewizji lub z wysłużonej kasety VHS.

To jeden z tych obrazów, który ukształtował moje dzisiejsze poczucie humoru (co wiele wyjaśnia), skłonność do wygłupów, gust filmowy i za każdym razem otwiera wrota czasu i przenosi do tej szczęśliwszej przeszłości. No ale koniec prywaty. Jak hit tria Zucker&Abrahamas&Zucker wypada w 2025 roku?

Zaskakująco dobrze, bo chociaż wiele scen w „Nagiej broni” to powtórka z serialowego pierwowzoru, jakim był „Police Squad” – czasem jotka w jotkę, a czasem w nieco zmodyfikowanej wersji – to wszystko jest nadal po prostu niesamowicie śmieszne, nawet dzisiaj. Niemal każde ujęcie naszpikowane jest gagami, a większość trafia w punkt. To niesamowite jak mało tu niewypałów – o wiele częściej zrywamy boki ze śmiechu.

Aktorsko mamy najwyższy poziom, Leslie Nielsen jest tu po prostu królem, który rozbawia już kiedy się na niego tylko spojrzy, do tego towarzyszy mu piękna i powabna Priscilla Presley, świetny komediowo George Kennedy czy cudownie gamoniowaty O.J Simpson. Ja wiem, że katował swoją żonę, był podejrzany o dwa zabójstwa i siedział za włamanie, napad i porwanie, ale aktorem był niezłym.

Wiele żartów z pierwszej „Nagiej broni” cały czas się (nomen omen) broni, a niektóre teksty stały się kultowe i są powtarzane do dzisiaj, nieraz nawet w codziennych rozmowach. Absurd goni tu absurd, ale nie wszystkie żarty są…”głośne”. Niektóre kryją się w błyszczących dialogach, albo spokojnie stoją, leżą lub wiszą sobie na drugim planie, ciesząc spostrzegawcze oczy.

Pierwsza część trylogii „The Naked Gun” to symbol i perełka lat 80. i nic tego nie zmieni. Frank Drebin to już postać kultowa, Nielsen odgrywa ją z pełną powagą na twarzy i robi to w mistrzowskim stylu, a pełnometrażowa wersja tej opowieści jest bardziej spójna, zabawniejsza, ostrzejsza, nie uznaje żadnych świętości, ale w granicach dobrego humoru. Jasne, że to głupkowaty humor. Ale każdy żart wybrzmiewa szczerością, bo był pisany, przygotowywany i odgrywany z sercem. Dlatego nie ma się wrażenia, że coś jest tu wymuszone.

To rola życia nieżyjącego już 15 lat (!) Nielsena, który miał na koncie ponad ćwierć tysiąca ról, a zaczynał przecież w 1950 (!!) roku w sensacjach, dramatach i filmach obyczajowych (!!!). Ale to za „Nagą broń” jest pamiętany, szanowany i nostalgicznie wspominany. No bo jak nie kochać człowieka, który zrywając ze swoją kobietą na odchodne rzuca „wszystkie orgazmy udawałem”?

Autor

  • Wicenaczelny serwisu popkulturalnego "Movies Room" oraz szeryf serwisu "Recenzje Pocztara". Tłumacz oraz wieloletni przyjaciel kultowego pisarza Grahama Mastertona oraz twórca i szef poświęconego słynnemu pisarzowi polskiej strony internetowej.

    View all posts
Piotr Pocztarek
Piotr Pocztarek
Wicenaczelny serwisu popkulturalnego "Movies Room" oraz szeryf serwisu "Recenzje Pocztara". Tłumacz oraz wieloletni przyjaciel kultowego pisarza Grahama Mastertona oraz twórca i szef poświęconego słynnemu pisarzowi polskiej strony internetowej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Tego autora