Najnowsze

Zobacz również

Czy pomaganie pomaga? Niekoniecznie.

Pomaganie poprawia nastrój, zmniejsza lęk, nadaje poczucie sensu, rozwiewa samotność, podtrzymuje siły i zdrowie fizyczne i psychiczne. Pozwala przetrwać…

ALE…

Czasem pomaganie staje się dysfunkcyjną formą radzenia sobie z własnymi problemami psychicznymi. Na przykład:

Pomaganie jako poświęcenie.

Bywa podszyte nadzieją, że jak ja dam całego siebie, to druga osoba z wzajemności spełni wszystkie moje potrzeby, zespoli się w jedność. Bywa też zbudowane na myleniu miłości i bycia potrzebnym, na przekonaniu, że nikt mnie nie może pokochać, że sam w sobie nie jestem nic wart, dlatego muszę wybierać sobie osoby wymagające ratowania, bo może nie odejdą, jeśli będą potrzebować pomocy. Zwykle takie osoby wikłają się w tragiczne związki, ratując z pominięciem swoich potrzeb, a potem doświadczając porzucenia, albo też wikłają uratowanych, zamykają ich w złotej klatce utkanej z poczucia wdzięczności i winy.

Pomaganie jako święta misja.

Misja jest ważniejsza od ludzi, pozwala skanalizować złość i agresję i zamienić je w coś chlubnego. W końcu ratuję, a nie niszczę, prawda? Taka postawa doprowadza do fanatyzmu, pozwala uzasadnić każdy akt agresji, każdą krzywdę. Często spotyka się ja u ludzi, którzy sami zostali potwornie poturbowani przez bliskich, a teraz identyfikują się z ludzkimi i zwierzęcymi ofiarami ludzkiego okrucieństwa i w ich obronie zostawiają na swojej drodze zgliszcza.

Pomaganie narcystyczne, mające stanowić dowód na własną doskonałość.

To ostatnie zwykle najtrudniej rozpoznać. Przykładem może być znana mi sytuacja właściciela wielu zwierzaków, którego wspierała sąsiadka – wspierała tyle, na ile mogła, czyli żeby zwierzaki nie umarły z głodu. Na dobre życie, weta, szczepienia, odrobaczanie już nie starczało, wiec czasem umierały i tak, z chorób i wycieńczenia. Nie szkodzi, niewysterylizowane się mnożyły bez kontroli, często wsobnie. Sam właściciel żył w odchodach, pasożytach i syfie. Można było wezwać organizacje prozwierzęce, inspektorat weterynaryjny, MOPS, skorzystać z gminnych programów, ale nie, pomoc podtrzymywała patologię, a sąsiadka pławiła się w poczuciu, że jest dobrym, pomocnym człowiekiem, że jest taka potrzebna, że ratuje, zupełnie nie widząc cierpienia, jakiego jest sprawczynią…

Nie chodzi o to, żebyś nie pomagał, tylko żebyś był świadomy swoich motywacji i hierarchii wartości, wreszcie żebyś dawał odejść już uratowanym.
Beata Rajba
Beata Rajba
Psycholożka, nauczycielka, terapeutka EMDR, dr nauk humanistycznych. Adiunkt - Badawczo - Dydaktyczny w: w: Wyższa Szkoła Kształcenia Zawodowego we Wrocławiu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

inne tego autora