Zobacz również

„33 zdjęcia z getta” Recenzja wstrząsającego filmu dokumentalnego.

Ostatnio coraz częściej zdarza mi się oglądać filmy dokumentalne. Jeden z nich wjechał pod koniec stycznia na HBO Max, jeśli więc interesujecie się historią II wojny światowej, a w szczególności jej polskim epizodem, to być może zechcecie rzucić okiem na „33 zdjęcia z getta”.

Jeśli myśleliście, że o getcie warszawskim wiecie już wszystko, z pewnością w 2022 roku byliście równie wstrząśnięci co grono historyków, badaczy i varsavianistów, nie tylko w kraju, ale również na świecie. To właśnie wtedy Maciej Grzywaczewski, polski producent filmowy, przedsiębiorca, działacz opozycji demokratycznej w okresie PRL oraz były dyrektor TVP1, odnalazł w rodzinnych zbiorach negatyw zawierający 33 zdjęcia potajemnie zrobione przez jego ojca – Zbigniewa Leszka Grzywaczewskiego.

W okresie funkcjonowania getta warszawskiego 23-letni wówczas Grzywaczewski pracował w straży pożarnej. Chociaż jej członkowie często działali konspiracyjnie, zmuszani byli do współpracy z nazistami przy kontrolowaniu wzniecanych specjalnie pożarów mających dziesiątkować ludność żydowską oraz ich dobytek. Ci, którzy uciekli z łapanki i nie zostali zapakowani do pociągów śmierci zmierzających do Treblinki, ukrywali się gdzie popadnie. Często padali wtedy ofiarami ognia lub tracili życie skacząc z balkonów płonących kamienic. Zadaniem strażaków – w tym Grzywaczewskiego – było upewnianie się, że ogień nie rozprzestrzenił się na aryjską stronę, poza mury getta.

Grzywaczewski – być może zupełnym przypadkiem – spełnił jeszcze jedną rolę. Stał się kronikarzem z aparatem fotograficznym. Być może jedynym, który raz legalnie, a raz po kryjomu pstrykał fotki temu, co działo się wewnątrz getta. Większość zdjęć z tamtego okresu wysyłała bowiem w świat niemiecka propaganda. Zdjęcia Grzywaczewskiego stanowią niezwykle prawdziwe i osobiste świadectwo tego, jaki los spotykał zamkniętą w getcie społeczność.

O odnalezieniu tych fotografii rozpisywały się media na całym świecie. Teraz, dzięki filmowi Jana Czarlewskiego, możemy nie tylko zapoznać się z nimi, ale też dostajemy rzadką okazję zerknięcia gdzie dokładnie zostały zrobione. Poznamy też bliżej losy dwóch rodzin, które złączył koszmarny los, wraz ze wstrząsającymi wspomnieniami ludzi, którzy przeżyli rzeź. Ludzi, którzy widzieli tylko śmierć i to patrząc oczami dziecka. Którzy słyszeli dobiegający zewsząd kadisz, słyszeli krzyk, płacz i do ostatnich swoich chwil będą bali się odgłosu kroków na schodach.

„33 zdjęcia z getta” to film intymny, uzupełniony o komentarz Leszka Grzywaczewskiego prosto z kart jego odnalezionego wraz z negatywami pamiętnika. Nie spodziewajcie się fajerwerków ani nadmiernego dramatyzmu – to raczej wyważony dokument do obejrzenia jeden raz, szczególnie, że materiału na pełny metraż raczej tutaj nie ma, całość więc sprawia wrażenie nieco rozciągniętej. Nie sposób jednak nie docenić, że nowe materiały wciąż wychodzą na światło dzienne. Oby stanowiły przestrogę.

Autor

  • Wicenaczelny serwisu popkulturalnego "Movies Room" oraz szeryf serwisu "Recenzje Pocztara". Tłumacz oraz wieloletni przyjaciel kultowego pisarza Grahama Mastertona oraz twórca i szef poświęconego słynnemu pisarzowi polskiej strony internetowej.

    View all posts
Piotr Pocztarek
Piotr Pocztarek
Wicenaczelny serwisu popkulturalnego "Movies Room" oraz szeryf serwisu "Recenzje Pocztara". Tłumacz oraz wieloletni przyjaciel kultowego pisarza Grahama Mastertona oraz twórca i szef poświęconego słynnemu pisarzowi polskiej strony internetowej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Tego autora