W nowym filmie Yanna Gozlana, „Guru” Pierre Niney gra trenera rozwoju osobistego, który przekracza granice. Choć nadużycia ruchu wellness zasługują na krytykę, coaching, pod pewnymi warunkami, pozostaje użytecznym narzędziem… pod warunkiem, że nie wymaga się od niego tego, czego nie potrafi. Prawdziwym zagrożeniem jest wiara we wszechmoc (siebie, trenera lub procesu coachingowego)!
„Jesteś tym, czego chcesz!” W filmie Guru ta mantra, powtarzana do znudzenia przez publiczność z inicjatywy „guru” (Pierre Niney) nie jest po prostu motywującym sloganem; jest symptomem ideologii, w której pogrążeni jesteśmy w naszych zachodnich społeczeństwach: ideologii, która głosi, że siła woli wystarczy do wszystkiego, że szczęście jest indywidualnym wyborem, że cierpienie wynika z osobistej skazy.
Film czyni z tego hipnotyczny refren, ukazując ciemną stronę tej wiary, która stała się dominująca: w rzeczywistości sprawia, że ludzie czują się winni, izoluje ich i unieważnia.
Guru: współczesna postać kontroli
Tradycyjnie termin „guru” odnosi się do mistrza duchowego (pierwotnie w religii bramińskiej). Jednak nauki społeczne wykazały ewolucję tego pojęcia w kierunku postaci bardziej niejednoznacznej: charyzmatycznej jednostki, która wywiera nieproporcjonalny wpływ na grupę, obiecując transformację, sens i osobiste zbawienie.
Prace Janet Jacobs i Benjamina Zablockiego na temat dynamiki sekt pokazują, że współczesny guru nie potrzebuje już religii: uwodzicielska i performatywna narracja to wszystko, czego potrzeba, aby zgromadzić wokół niego zżytą społeczność, społeczność, która wierzy w jego obietnicę pełnego sukcesu.
W filmie „Guru” postać tę uosabia guru samopomocy, który wymaga bezwzględnego przestrzegania swojego credo. Nie kieruje, lecz nakazuje. Nie sugeruje, lecz narzuca. A przede wszystkim sprowadza wszelkie cierpienie do braku silnej woli. Właśnie w tym miejscu film trafia w sedno: pokazuje, jak kontrolę można zbudować nie poprzez przymus, lecz poprzez obietnicę szczęścia.
Na LinkedInie kadra zarządzająca opisuje swoje wypalenie jako „inspirującą przygodę”.
Na Instagramie influencerzy twierdzą, że „choroba to wiadomość od Wszechświata”.
We wszystkich tych przypadkach cierpienie jest klasyfikowane jako deficyt mentalny , a rozwiązaniem jest powrót do formy, ale nie jesteśmy gumowymi piłkami!
Moim zdaniem to właśnie potępienie „toksycznej pozytywności” jest najciekawszą i najbardziej skłaniającą do refleksji częścią filmu.
Toksyczna pozytywność: norma społeczna, która unieważnia
Toksyczna pozytywność nie jest wymysłem scenarzystów. Psycholog Barbara Held już w 2002 roku mówiła o „tyranii pozytywnego nastawienia ”, subtelnej tyranii, która wymaga nieustannego optymizmu. Również w 2002 roku Whitney Goodman spopularyzowała termin „toksyczna pozytywność” , aby opisać ten nakaz zaprzeczania negatywnym emocjom. Sara Ahmed w swojej książce „The Promise of Happiness ” (2010) pokazuje, że szczęście stało się normą moralną: ci, którzy nie podporządkowują się, są postrzegani jako destrukcyjni.
Ta ideologia generuje centralny mechanizm: unieważnienie emocjonalne. Psychologowie używają terminu „ unieważnienie emocjonalne” do opisania tej dynamiki, w której komuś mówi się, że to, co czuje, jest „nieużyteczne”, „niekonstruktywne” lub „niewłaściwym sposobem postrzegania rzeczy”. W Guru to unieważnienie ma charakter systemowy: każda „niska” emocja jest natychmiast interpretowana jako brak silnej woli lub wada charakteru. Smutek staje się błędem, gniew – ułomnością moralną, a zmęczenie – brakiem ambicji.
To unieważnienie osłabia jednostki, odcina je od własnego doświadczenia i uzależnia od dyskursu, który rzekomo je zbawia, jednocześnie pozbawiając je ich realności. Film skutecznie ilustruje tę spiralę, ale jednocześnie wykorzystuje kontrowersje wokół coachingu, tak powszechne w mediach.
Nie wylewaj coachingu z kąpielą!
Coaching zajmuje dziś ambiwalentne stanowisko. Często łączy się toksyczną pozytywność z coachingiem. Zdaniem niektórych badaczy (można przytoczyć prace Rolanda Goriego czy Evy Illouz i Edgara Cabanasa w ich książce „Happycratie ” z 2018 roku), współczesny coaching, daleki od ograniczania się do profesjonalnego wsparcia, przekształcił się w branżę rozwoju osobistego. Według tych krytyków, coaching promuje indywidualistyczną wizję szczęścia: każda osoba ponosi odpowiedzialność za swój stan emocjonalny, niezależnie od uwarunkowań społecznych, ekonomicznych czy politycznych.
Coaching opierałby się zatem na logice ciągłego samodoskonalenia: stawania się najlepszą wersją siebie, korygowania swoich „blokad”, eliminowania „ograniczających myśli”. Ta retoryka, pozornie wyzwalająca, przynosi odwrotny skutek: przekształca trudności strukturalne w indywidualne problemy psychologiczne.
Osoba odpowiedzialna za całe zło? Naprawdę?
W Guru , mistrz- coach uosabia tę spiralę spadkową. Nigdy nie kwestionuje przyczyn cierpienia; oskarża jednostki o to, że „nie chcą wystarczająco”. Nie wyzwala; więzi je w cyklu, w którym każda wada staje się dowodem osobistej niedoskonałości.
Jednak sprowadzanie całego zawodu do tych nadużyć byłoby niesprawiedliwe. Coaching, praktykowany etycznie, oferuje przestrzeń do słuchania, wyjaśniania i autentycznego rozwoju. Liczne badania, szczególnie z zakresu psychologii pracy, pokazują, że dobrze przeprowadzony coaching może wzmocnić autonomię, wspierać podejmowanie decyzji i pomagać w radzeniu sobie ze złożonymi zmianami.
Problemem nie jest zatem sam coaching, ale jego wykorzystywanie przez ideologię „wszystko zależy od ciebie”. Guru podkreśla te nadużycia i wzmacnia i tak już dalece otwarte pojęcie wartości zawodu, który, praktykowany rygorystycznie, może naprawdę pomóc.
Co „Guru” mówi o naszym społeczeństwie
Film ukazuje niewidzialną przemoc, skrywaną pod płaszczykiem dobroci, ale głęboko normatywną. Przemoc, która mówi: „Nie masz prawa być smutnym”. Przemoc, która wymaga, by każdy był swoim własnym trenerem, swoim własnym terapeutą, ale także swoim własnym prześladowcą, narzucając sobie wyzwania, niekoniecznie mając zasoby, by im sprostać. Przemoc, która upraszcza świat, by uniknąć konfrontacji z tym, co jest nie tak.
Czas przypomnieć sobie oczywistość: smutek nie jest porażką, gniew nie jest wadą, a zwątpienie nie jest słabością. To ludzkie emocje, uzasadnione i konieczne. Guru wzywa nas do odrzucenia tyranii uśmiechu i odzyskania fundamentalnego prawa do bycia człowiekiem, a zatem… niedoskonałym.




