Gdyby ktoś w XIX wieku zapytał mieszkańca Holandii, co znajduje się w miejscu dzisiejszego lotniska Schiphol, z pewnością nie usłyszałby odpowiedzi o samolotach, odprawach celnych czy bezcłowych sklepach. Wskazałby po prostu palcem wzburzoną wodę i poradził mocno trzymać się brzegów. Dzisiejsze gigantyczne lotnisko powstało bowiem na samym dnie dawnego jeziora Haarlemmermeer!
Oto historia miejsca, gdzie zamiast pasa startowego dawniej pływały statki, a dziś miliony pasażerów rocznie próbują odnaleźć swoją bramkę.
Od zatopionych statków do wojskowego pasiska
Nazwa Schiphol nie wzięła się znikąd. W wolnym tłumaczeniu oznacza dosłownie „Głęboki Dół dla Statków” (lub „Port Statków”). Jezioro Haarlemmermeer słynęło z nagłych, gwałtownych sztormów, w których zatonęła niejedna jednostka morska.
Osuszanie giganta: W latach 1848–1852 Holendrzy postanowili zrobić to, co potrafią najlepiej – wypompować wodę. Do osuszenia dna jeziora użyli potężnych pomp parowych (co na ówczesne czasy było technologicznym majstersztykiem).
Pierwsze lądowanie: W 1916 roku na osuszonym terenie powstało niewielkie lotnisko wojskowe – zaledwie parę drewnianych baraków i trawiasty plac. Pierwsze cywilne samoloty pojawiły się tu w 1920 roku.
Technologia kontra muł i woda
Budowa potężnego, nowoczesnego portu lotniczego na terenie leżącym ponad 4 metry poniżej poziomu morza była koszmarem inżynieryjnym.
Przeszkody i inżynieria: Największym wrogiem budowniczych była miękka, gruntowo-wodna gleba. Zwykły wylewany beton po prostu by zatonął. Aby postawić terminale i pasy startowe, musiano wbić w dno tysiące betonowych pali stabilizujących oraz stworzyć niezwykle skomplikowany, nowoczesny system drenażowy i przepompowni, które non stop odsysają wodę.
Czas i koszty: Schiphol nigdy tak naprawdę nie zakończyło budowy – to wieczny plac budowy. Przekształcenie go z wojskowego lądowiska w nowoczesny port pasażerski po II wojnie światowej trwało dekady (kluczowy modernistyczny terminal otwarto w 1967 roku). Kolejne rozbudowy (w tym słynny pas Polderbaan w 2003 roku) kosztowały łącznie miliardy euro, a bieżące inwestycje w infrastrukturę idą w dziesiątki milionów rocznie.
Schiphol w liczbach: Prawdziwe miasto pod ziemią (i niebem)
Dzisiaj Schiphol to gigantyczny mechanizm, który pod względem liczby mieszkańców mógłby rywalizować z niejednym miastem:
Zatrudnienie: W samym kompleksie lotniskowym pracuje ponad 60 000 osób. Od kontrolerów lotów, przez mechaników i obsługę sklepów, aż po… osoby odpowiedzialne za straszenie ptaków z pasów startowych.
Ruch pasażerski: W szczytowych okresach lotnisko obsługuje od 60 do 70 milionów pasażerów rocznie oraz miliony ton cargo.
Główny węzeł: Jest to jeden z najważniejszych portów przesiadkowych w Europie i baza wypadowa holenderskich linii KLM, łącząca Amsterdamski węzeł z niemal każdym zakątkiem globu.
Garść ciekawostek (czyli czym zająć czas podczas opóźnionego lotu)
Możesz wziąć tu ślub: Schiphol oferuje oficjalną usługę ślubną. Możesz pobrać się w terminalu i prosto z dywanu ślubnego wejść do samolotu na podróż poślubną.
Kultura na pasie: Na terenie lotniska znajduje się filia słynnego muzeum Rijksmuseum. Jeśli masz długą przesiadkę, możesz podziwiać dzieła holenderskich mistrzów malarstwa całkowicie za darmo.
Polderbaan, czyli maraton przed lotem: Słynny szósty pas startowy (Polderbaan) leży tak daleko od głównego terminala, że kołowanie samolotu na ten pas trwa czasem… ponad 15 minut. Pasażerowie dostają w cenie biletów darmową wycieczkę krajoznawczą po holenderskich wsiach.
Zwierzęcy pomocnicy: Aby zapobiec zderzeniom samolotów z ptakami, w okolicach pasów startowych „zatrudniono” specjalne stadka świń, które zjadają resztki upraw i efektywnie odstraszają gęsi.
Schiphol to niesamowity dowód na to, że jeśli Holendrzy bardzo chcą gdzieś wybudować lotnisko, to brak stałego lądu jest dla nich jedynie drobną niedogodnością technologiczną!



