Zobacz również

Jak premier Kanady obnażył prymitywną strategię Trumpa.

Spotkanie i miejsce były takie same, ale styl i ton dwóch najbardziej oczekiwanych przemówień otwierających Światowe Forum Ekonomiczne w szwajcarskim Davos nie mogły być bardziej różne. We wtorek, 20 stycznia, premier Kanady Mark Carney zwrócił się do zgromadzonych liderów politycznych i biznesowych jako jeden z nich: lider z głęboką wiedzą w dziedzinie finansów.

Mówił o „pęknięciu” porządku światowego i obowiązku narodów, by zjednoczyć się w odpowiednich koalicjach dla dobra wszystkich. Był to pean na cześć multilateralizmu, ale jednocześnie uznanie, że Stany Zjednoczone nie będą już spoiwem spajającym sojusze. Carney nigdy nie wymienił Stanów Zjednoczonych z nazwy w swoim przemówieniu, zamiast tego mówiąc o „wielkich mocarstwach” i „hegemonach”.

Ciche, wyważone i sugestywne argumenty Carneya pokazały, że potrafi być liderem, jakim chciałby być Emmanuel Macron z Francji, a Keir Starmer z Wielkiej Brytanii jest na to zbyt ostrożny. Był jasny, jednoznaczny i nie bał się tyrana za swoją południową granicą. Sprzeciwiając się prezydentowi USA, Donaldowi Trumpowi, okazał się mężem stanu.

Mark Carney wygłasza przemówienie w Davos, 21 stycznia 2026 r.

Dzień później na scenę wkroczył Donald Trump. Nie było w nim ani krzty samoświadomości Carneya, ani też próby zrozumienia publiczności, do której przemawiał. Rozpoczął tradycyjnie od „pełnego humoru” zwrotu, że przemawia do „przyjaciół i kilku wrogów”.

Szybko jednak przeszedł do swojego „best of the best” ostatniego miesiąca, czyli nowej, wspaniałej wersji Trumpa 2.0, z typowym dla siebie odchodzeniem od scenariusza w głąb króliczej nory jego rzekomej żądzy zemsty. Wiemy jedno: Joe Biden wciąż zajmuje Trumpowi zbyt dużo miejsca w głowie, ale kolejną godzinę można by podsumować następująco: „Trump świetny, wszyscy inni źli”.

Prezydent jest niesamowitym sprzedawcą swojej własnej wielkości, ale to gra o sumie zerowej. Aby wygrał, inni muszą przegrać, czy to Wielka Brytania, Macron, czy anonimowa premier Szwajcarii, którą wyśmiał za jej marne umiejętności negocjacyjne w sprawie ceł. Warto zauważyć, że Szwajcaria nie ma premiera, a jej obecnym prezydentem jest mężczyzna.

Podczas gdy Carney starał się nawiązać kontakt ze swoimi sojusznikami, Trump żył szczęśliwie we własnym świecie gdzie poparcie – i suwerenne terytorium – można kupić, a fałszywie pojmowana lojalność góruje nad wszystkim. Jak zawsze, Trump swobodnie operował faktami, nawijał makaron na uszy i skupił się na hymnie na swój temat.

W rzeczywistości powrócił do swojego scenariusza, aby uzasadnić zajęcie Grenlandii. Argument ten opiera się na hipotetycznej potrzebie „bezpieczeństwa narodowego i międzynarodowego”, podkreślonej przez wskazanie, że terytorium znajduje się „na naszej półkuli”. Jak twierdziło wielu komentatorów, bezpieczeństwo zbiorowe załatwi sprawę , a Trump upiera się, że tylko Stany Zjednoczone mogą to zapewnić – i nie będą wymagać od Danii oddania terytorium. Trump jednak coraz mniej brzmi jak racjonalny aktor.

Kontrastujące wizje

Nadchodzący rok będzie przełomowy dla prezydentury Trumpa. Jego Partia Republikańska może stracić kontrolę nad Izbą Reprezentantów, a być może także Senatem w listopadowych wyborach uzupełniających, co poważnie ograniczyłoby jego możliwość swobodnego narzucania swojej woli.

Trump skupia się na swoim dziedzictwie i domaga się, by dorównał byłym prezydentom USA Thomasowi Jeffersonowi , Jamesowi Monroe , Jamesowi Polkowi i Williamowi McKinleyowi , rozszerzając amerykańskie imperium i jego zasięg terytorialny. To może być krok za daleko, nawet jak na prezydenta o tak ogromnej potędze gospodarczej i militarnej.

Przemówienie Carneya zostało dobrze przyjęte zarówno w kraju, jak i na świecie. Jego słowa:

„Jeśli nie jesteśmy przy stole, jesteśmy w menu”

wyraźnie znalazły oddźwięk wśród jego zachodnich przywódców. Jego wizja, jak „siła legitymacji, uczciwości i zasad pozostanie silna, jeśli zdecydujemy się nimi wspólnie zarządzać”, również stanowiła pozytywną wizję w tych trudnych czasach.

Trump powiedział publiczności, że nie użyje „nadmiernej siły”, aby zdobyć Grenlandię. Jednak, jak na prawdziwego dewelopera przystało zażądał „praw, tytułu i własności” złowieszczą groźbą:

„Możecie powiedzieć nie – będziemy pamiętać”.

Kiedy Trump przedstawił swoją wielką wizję ochrony i troski o bogatych oraz zjednoczenia narodów, by wypełniały wolę Ameryki, stanowiło to jaskrawy kontrast z wizją Carneya. Hiperbola i autopromocja, obelgi i groźby oraz osobliwa wizja postrzegania świata wyłącznie przez pryzmat osobistego wpływu, jaki wywiera on na niego, wyróżniają prezydenta USA jako niezwykłego, wręcz wyjątkowego.

Ale czy to jest ta wyjątkowość, której pragną Stany Zjednoczone? Czy Ameryka to coś więcej niż polityka silnej ręki, oparta na przymusie gospodarczym i militarnym?

Natychmiastową reakcją w USA była ulga, a także potwierdzenie, że Trump nie zdobędzie Grenlandii siłą. Warto przeczytać ten komentarz, w którym kraj zastanawia się nad celem prezydenta, jakim jest podniesienie Ameryki w górę, pozornie poprzez pociągnięcie reszty świata w dół.

W tym tygodniu w Davos jeden z przywódców przywdział płaszcz męża stanu. Nie był to Donald Trump.

Autor

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Tego autora