Ojej, jakie to słabe. W sumie ta fotka już wiele zapowiada (w sensie, że nudno i mdło), ale człowiek zawsze ma nadzieję. Tym bardziej, że w obsadzie aktorzy, których lubię, szanuję i którzy rzadko tak źle wybierają filmy. Ale tu dali się nabrać. Straszliwie.
Oto polska wariacja na taką nowoczesną Agathę Christie (czyli oczywiście „Na noże” i ostatnie filmy Branagha). Tyle, że napisaną na granicy grafomanii, a potem jeszcze znacznie, znacznie gorzej wyreżyserowaną. Każdy zwrot akcji jest oczywisty, ale i podkreślany kilka razy i tłumaczony, żeby nikt nie przegapił. Postacie miały być chyba wyraziste, a wyszły po prostu antypatyczne. A happy end wprost szufelką zaczerpnięty z Hallmarku.
Do tego, co jest z tym pomysłem, że ściąga się rodzinę na pogrzeb, a potem okazuje, że to żart (wiem, spojleruję, ale to tu naprawdę porażająco oczywiste i słabo opowiedziane. I to dopiero pierwsze minuty z tych porażająco nudnych dziewięćdziesięciu). Przecież ten patent dopiero co był na tym samym Netfliksie w tej wiejskiej komedii romantycznej, której tytuł udało mi się już zapomnieć. Tam udawała zmarłą Seniuk, tu Peszek. Co jest? Polscy szefowie Netfliksa tak lubią ten motyw, że będą go wsadzać do co drugiego filmu?
No, nie jest dobrze. I nie pomaga ani szarża Stuhra, ani Muskała, która kopie w jaja, ani landrynki z serum prawdy, czy kuloodporny podkoszulek. Oj, mógłbym tak długo wymieniać, ale wam podaruję. Upał jest, więc wolę oszczędzać siły na opisywanie czegoś fajniejszego.




