Więcej

    Rzuca kałem w publiczność, sika na nią i rozpryskuje tyłkiem farbę. Czy to jest jeszcze sztuka, którą powinno finansować państwo?

    Dyskusją nad rolą artystów we współczesnej kulturze w Polsce staje się coraz głośniejsza, a pandemia sprawiła, że coraz wyraźniej mówi się o finansowanie twórców przez państwo. I sam nie wiem, co o tym wszystkim myśleć. Trochę jestem za, ale głównie przeciw.

    Z jednej strony mamy wybitnych artystów, którzy poświęcając czas i środki tworzą wybitne dzieła sztuki, które funkcjonują poza obiegiem popkultury i mediów. Zwykle są to projekty wpływające na ludzi oraz inspirujące ich do tworzenia wartości szlachetnych, wzbogacających nas duchowo. Takich, które nie tylko rozwijają nas, ale i świat dookoła.

    I ok. Rozumiem. Tacy twórcy, czy artyści powinni być w jakiś sposób wspierani przez państwo, jednak powinno być to połączone ze swego rodzaju haraczem. Przykładowo państwo mówi – super, masz swoje pasje i tworzyć coś, co wpływa na ludzi dookoła i chętnie dofinansujemy takie działania. Ale coś za coś. W zamian za to stworzysz coś fajnego, użytkowego dla ludzi, którzy niekoniecznie rozumieją twoją sztukę. I niech to będzie stworzenie ciekawego projektu – imprezy festynowej. Albo broszury reklamowej miasta, wsi, czy kraju. Albo wyprodukowanie promującego Kozikowo Dolne na przykład. Rozumiecie?

    Krótko mówiąc: dostaniesz sporą kasę na swoją twórczość, ale w zamian za to musisz zrobić coś dla ludzi. Po prostu.

    Myślę, że musimy ustalić jakieś zasady, według których będziemy honorować ludzi, którzy są artystami lub takimi się nazwą. W przeciwnym wypadku dojdziemy absurdu, jaki ma miejsce na przykład w Norwegii.

    W 2019 roku w lokalnych mediach ukazała się informacja o ekstremalnym artyście, Vegardzie Vingem, który przez 12 lat swej działalności otrzymywał z budżetu państwa 3 miliony koron dotacji rocznie.

    Vinge oraz jego partnerka Ida Muller są artystami totalnymi. Podczas swoich występów m.in. sika na publiczność, wsadza pędzel w odbyt i maluje nim podłogi. Czasem rzuca w widzów kałem oraz rozpryskuje tyłkiem farbę tworząc wiekopomne malunki. Był to element długiego, 12- godzinnego spektaklu teatralnego, bo z takich Vinge jest znany.  

    Norweska Rada Kultury, która przyznaje dofinansowania zdecydowała o przyznaniu Vingemu środków w wysokości 3,4 miliona koron w bieżącym i przyszłym roku. Jak informuje instytucja, decyzja oparta jest na bazie “wielkich planów artystycznych zarówno w Norwegii, jak i w Europie”.

    Norweska gazeta Nettavisen spytało ówczesną minister kultury Trinę Skreim, czy ta uważa, że dofinansowanie tych akurat artystów jest właściwe. W odpowiedzi pani minister odpowiedziała:

    – Przez cały czas mojej pracy na stanowisku ministra kultury starałam się zachować odpowiedni dystans decyzyjny przy ocenie dokonań artystycznych. Oczywiście dotyczy to także działalności Rady Kultury, która dokonuje oceny artystów bez ingerencji ani nacisków z zewnątrz.

    Z kolei przedstawiciel Rady Kultury: Thomas Hansen ocenił dofinansowanie defekującego artysty w ten sposób:

    Rada Kultury nie rozpatruje wniosków opierając się na ocenie poszczególnych środków wyrazu użytych w spektaklu. W ramach programu dotacji przyznaje się dofinansowanie na rozwój artystyczny w dłuższej perspektywie. Oczywistym jest, że zastosowanie przez artystę tego typu środków wyrazu może generować różne reakcje. Często właśnie ta reakcja jest motywacją działania artysty.

    Sam artysta nie ustosunkował się do pytań zadanych przez redakcję “Nettavisen”, ale umówmy się – sranie na ludzi, nawet jako element przedstawienie to chyba nie jest to, o co chodzi w sztuce. Bo w takim przypadku do rangi artyzmu wypadałoby zaliczyć wygłupy Jackass oraz to, co widzieliśmy w filmie “Zły Dziadek”.

    I to jest właśnie problem, który obecnie przesypiamy albo kompletnie nie wiemy jak zabrać się do niego. Jak znam życie ulegniemy szantażowi prawdziwym niszczycielom polskiej kultury, czyli paniom Łepkowskiej, czy Terentiew, a mainstreamowe media w obawie przed publicznym linczem poprą wszystko, co wspomniane panie zaproponują.

    Tylko, że parę miliardów złotych później będziemy musieli się z tym problemem zmierzyć. Póki co zakrzyczymy rzeczywistość, jak całe minione trzydzieści lat transformacji. Ale trzeba będzie to rozwiązać.

    Tylko zastanawiam się dlaczego moim kosztem.

    Przemek Saracen
    Wychowałem się w duchu Tony`ego Halika, małżeństwa Gucwińskich oraz komiksowych przygód Kajka i Kokosza i tarapatów, w jakie pakował się literacki wojak Szwejk. Lubię wszystko, co dobre i oryginalne. Czasem dobra rozmowa jest bardziej fascynująca, niż najbardziej wymyślny film.

    Jeśli uznasz, że nasze pisanie jest coś warte, wesprzyj SK 🙂 Dziękujemy!

    Udostępnij
    Tagi

    Najnowsze

    Sierpniowe pożary lasów biją rekordy emisji dwutlenku węgla i przebijają roczną “produkcję” Indii.

    Wszystko idzie ku „najlepszemu”: tylko w wakacje światowe pożary wyemitowały rekordową ilość dwutlenku węgla przekraczając roczną „produkcję” Indii. W zeszłym miesiącu świat ustanowił nowy przerażający...

    Niewidzialne staje się widzialne, czyli 47 edycja konkursu fotograficznego Nikona

    Uwielbiamy w „Srebrnym Kompasie” fotografie. Zdajemy sobie sprawę, że są momenty, których nie opowiedzą najbardziej wspaniałe słowa, opowieści, wiersze i reportaże. Czasem jedno zdjęcie...

    Polecamy

    Zobacz również

    ZOSTAW ODPOWIEDŹ

    Please enter your comment!
    Please enter your name here

    Hej, zauważyliśmy, że używasz blokera reklam

    Będziemy wdzięczni, jeśli wyłączysz swojego blokera reklam podczas korzystania ze "Srebrnego Kompasu".

    Staramy się, byś codziennie otrzymywał unikalne treści, których nie zobaczysz gdzie indziej.

    Serdecznie dziękujemy i życzymy fajnych wrażeń!