Kiedy Robiś wcisnął mi płytę grupy White Zombie „Astro Creep 2000…” odleciałem, jeno kaputki poprute zostały. Teraz, gdy lider grupy, wypatroszył ją był i sam rzęzi w rytm krwawych muzycznych gotów, nie jest co prawda równie wybitnie, ale równie ciekawie.
Dziękujemy, że nas czytasz! Będziemy ogromnie wdzięczni, jeśli zdecydujesz się wesprzeć Srebrny Kompas na Zrzutce! Dziękujemy!
Do tej pory nie usłyszałem tak dobrze zapodanego metalu, ale może to dlatego, że ja w ogóle nie jestem na bieżąco z tym co się w popkulturze dzieje. I może dlatego takie płyty, jak „Hellbilly Deluxe 2” są dla mnie takimi osiągnięciami. No nieważne. Dla mnie jest to dopieszczona produkcja, w której pomysł gonił pomysł, ścieżka ścieżkę, a makabra miesza się ze wszystkimi odcieniami.
Kariera Zombiego jest przykładem na to jak produkcja, realizacja nagrań nobilituje artystę. W sumie można go postawić w jednym rzędzie z Burtonem Timem, takim panem, którego nikt nie widział, ale każdy o nim wie. I widzisz, obydwaj wciągają cię w swój świat.
Ale ja nie o tym, bo zacząłem o produkcji, a gdzieś tam pobłądziłem. Produkcja. Właśnie. Przecież każde dziecko wie, że Rob Zombie nie umie śpiewać. Ale potrafi uczynić z tego cnotę. Przetwarza te swoje darcie japy tak, że powstaje z tego jakby instrument i bawi się nim. Mamrocze, bulgocze, skanduje, chrypi, dyszy, jęczy, rzęzi. Dorzuca do tego jęki cmentarne, zgrzyt piłowanych kości, odgłosy wilkołaczek Hitlera, tupot diablich kopyt służących do mszy. Wyskanduje ci w ucho „Jesus Frankenstein”, opowie o dziewiczej wiedźmie. Nie muszę dodawać, że nad wszystkim unosi się zapach gnijących korpusów?
A wszystko okrasi mocnym brzmieniem gitar, zapoda rytmicznie tak, że powiesz kobiecie swej, albo chłopcu, że jest „Sick Bubblegum”. Poczujesz się jak kibol, który rytmicznie krzyczy i wpada w bojowy szał.
Widzisz, to jest jak mecz z piekła rodem, przy czym chyba na nowo musimy zdefiniować piekło. Wyobraź sobie, że na trybunach siedzi sto tysięcy zombie, a na płycie grają z sobą czyste, cud dziewice kontra pozszywani kolesie z piłami motorowymi zamiast rąk. A sędzią jest koszmarny, rudy klaun. Piłka? Jaka piłka, to głowa jest, gadająca do tego!
I to jest właśnie Rob Zombie. „Hellbilly Deluxe 2”. Do zobaczeniu na cmentarzu. Nie zapomnij flachy krwi. Zośka weźmie na popitę spermę nietoperza. JacAr pewnie kupi na Allegro członek smoka.






Bez przesady. Jest parę fajnych numerów, ale reszta to typowe robirzężenie. Powinien dać sobie spokój z graniem.