Wszyscy wiemy, że historia Bożego Narodzenia to opowieść, w której głoszony jest pokój i radość, i to właśnie one przenikają nasze święta, spotkania rodzinne i dawanie prezentów. Niezliczone kartki świąteczne przedstawiają Świętą Rodzinę – rozgwieżdżoną, w urokliwej stajence, wygodnie ukrytą w sennej małej wiosce.
Tyle, że kolęda i wynikająca z niej historia to jedno, a rzeczywistość do której próbują dojść naukowcy, to drugie. Okazuje się że rzeczywistość pięknej kolędy jest nietrafiona w kontekście rzeczywistej sytuacji rodziny Jezuza w czasie jego narodzin.
Same ewangelie mówią o tych tych trudnych czasach. Na przykład „żłób” był w rzeczywistości cuchnącym korytem dla osłów. Noworodek położony w żłobie to ważny znak dany pasterzom, którzy strzegli nocą swoich stad przed niebezpiecznymi dzikimi zwierzętami (Łk 2,12).
Gdy rozłożymy te opowieści na czynniki pierwsze i umieścimy je w szerszym kontekście historycznym, zagrożenia staną się jeszcze bardziej oczywiste.
Weźmy na przykład króla Heroda. Pojawia się on na scenie w opowieściach o narodzeniu bez żadnego wstępu, by wszyscy od razu wiedzieli, że jest negatywnym bohaterem historii. Jednak cobyśmy nie powiedzieli, na stanowisko władcy Judei Herod został mianowany przez Rzymian w zaufaniu. Długo piastował swoje stanowisko, ponieważ Rzymianie uznali, że był po prostu świetnym zarządcą.
Czas strachu i buntu
Jeśli chodzi o stosunek Heroda do Betlejem, pamiętanego jako dom Dawida, sprawy stają się jeszcze bardziej niebezpieczne i skomplikowane.
Kiedy Herod po raz pierwszy objął władzę, został wygnany przez rywala, wspieranego przez Partów (wrogów Rzymu), którego wielbiło wielu miejscowych. Herod został zaatakowany przez tych ludzi tuż w pobliżu Betlejem.
On i jego wojska stawili opór i zmasakrowali atakujących. Kiedy Rzym pokonał rywala i sprowadził Heroda z powrotem, wzniósł on pomnik upamiętniający jego zwycięską masakrę w pobliskim miejscu, które nazwał Herodium, górującym nad Betlejem. Jak to wpłynęło na mieszkańców?
Betlejem nie była zapomnianą przez świat osadę, lecz znaczącym miastem. Na tyle znaczącym, że to tutaj budowa zdecydowano o budowie potężnego akweduktu. W obawie przed Herodem, rodzina Jezusa uciekła z domu, ale od samego początku byli po złej stronie Rzymu.
Nie byli osamotnieni w swoich obawach i stosunku do kolonizatorów. Wydarzenia, które miały miejsce, jak opowiada Józef Flawiusz, historyk z I wieku, ukazują naród w otwartym buncie przeciwko Rzymowi wkrótce po narodzinach Jezusa.
Po śmierci Heroda tysiące ludzi opanowało świątynię jerozolimską i domagało się jej wyzwolenia. Syn Heroda, Archelaos brutalnie spacyfikował protesty dokonując masakry. Kilku żydowskich rewolucjonistów, aspirujących królów i władców, przejęło kontrolę nad częściami kraju, w tym nad Galileą.
Właśnie w tym czasie, według Ewangelii Mateusza, Józef przyprowadził swoją rodzinę z powrotem ze schronienia w Egipcie do niezależnej Galilei i tamtejszej wioski, Nazaretu.
Jednak niepodległość Galilei nie trwała długo. Wojska rzymskie pod dowództwem generała Warusa nadciągnęły z Syrii wraz z siłami sojuszniczymi, zniszczyły pobliskie miasto Seforis, spaliły niezliczone wioski i ukrzyżowały ogromną liczbę żydowskich rebeliantów, ostatecznie tłumiąc bunty.
Archelaos – po oficjalnym objęciu władzy – kontynuował rządy terroru.
Pod wieloma względami prawdziwe narodziny nie są po prostu narodzinami pokoju i radości, lecz raczej narodzinami zmagań oraz nieokreślonej nadziei na lepszą przyszłość.



