16.6 C
Sobótka
sobota, 21 maja, 2022
Strona głównaNoweNa Ukrainę trzeba wkroczyć militarnie, ale z głową. Oto moja propozycja

Na Ukrainę trzeba wkroczyć militarnie, ale z głową. Oto moja propozycja

Powiązane historie

Straszenie Europy Rosją i szantażowanie pozostałej części kontynentu przestaje działać i widać, że w tej sprawie prezydentowi Ukrainy troszkę mięknie rura.  Można jednak sprytniej to rozegrać.

Powiem wam, że zrzucanie na Zachód odpowiedzialności za obronę Ukrainy już nawet mnie nie denerwuje, ale nuży. Bo niby w imię czego mamy wysyłać nasze wojska na wschód, do kraju, który nie potrafi uporządkować swojej polityki, stworzyć porządnej administracji, czy – i to chyba najważniejsze, nie jest w stanie ujednolicić wschodu i zachodu własnego państwa?

Tak, doceniam, że Ukraina też ma osiągnięcia. Na przykład produkcja zboża, program kosmiczny, do niedawna największy samolot świata, czy produkcję wojskową, której większość szła do… Rosji.

Naprawdę wolałbym, żeby zamiast kozaczenia na portalach społecznościowych władze Ukrainy, których nigdy nie widać, bo zamiast nich widzimy mera Lwowa, prezydenta kraju, czy jakiegoś komedianta spraw zagranicznych, ukraińscy politycy zrozumieli, że mają do dyspozycji materiały wywiadowcze na cholernie wysokim poziomie, wspaniałą obronę przeciwrakietową i przeciwlotniczą, która jest w stanie skutecznie związać wroga.

A byłoby jeszcze bardziej fajnie, gdyby chcieli zrozumieć, że otrzymają tylko od USA blisko CZTERNAŚCIE MILIARDÓW DOLARÓW przeznaczonych na pomoc wojskową i humanitarną.

Może wtedy ukraińscy politycy, których jest tak mało przestaliby namolnie namawiać europejskich polityków do wkroczenia militarnie na teren kozaczyzny. Bo naprawdę średnio chce mi się kolejny raz czytać o kolejnych pomysłach rozpętania III- ciej wojny światowej tylko po to, by zniszczyć Rosję. Ostatni raz pomysł taki chcieli zrealizować chłopcy Bandery. I wystarczy.

Natomiast inną sprawą jest takie militarne zaangażowanie się Zachodu, aby wilk był syty i owca cała.

Zacznijmy od początku. Od spraw, na które w szlachetnym porywie serca nie zwracamy uwagi, ale które stoją u zarania działalności polityków w każdym kraju.

To wybory i związana z nimi odpowiedzialność przed własnym narodem oraz zapewnienie bezpieczeństwa państwa i jego obywateli. Nie mam za złe rządom państw zachodnich, że za cel podstawowy biorą bezpieczeństwo własnych obywateli niezależnie od ich różnić społecznych, finansowych, obyczajowych, religijnych. Jakże różni się to od działań polskiego rządu i największej partii opozycyjnej, prawda?

Czy wyobrażamy sobie, jak wielki ciężar społeczny i polityczny dźwigałby rząd kraju, który weźmie udział w militarnej operacji na zewnętrznej arenie? I w imię czego? Ograniczenia swobód na terenie własnego państwa? Ograniczenia zarobków? Załamania rynku pracy? Śmierci współobywateli? Najazdu uchodźców z krajów objętych wojną?

No właśnie, a to część pytań, które należy sobie na początku zadać. I niezależnie od tego, jak bardzo szlachetne pobudki nami kierują, trzeba rozwiązać problem, którego niestety nie da się zaklajstrować.

Ale nawet odpowiadając sobie na te pytania, a w szczególności na to, jakim tematem przykryć informacje o transporcie zwłok własnych obywateli, którzy polegli w imię… no właśnie, czego? Myślę, że tłumaczenie się “wolnością naszą i waszą” to dziś zbyt mało.

My, Polacy wiemy, jak Rosja pokojowo współistnieje z sąsiadami, ale Francuzi? Anglicy? Hiszpanie?

Na szczęście wydaje się, że jest sposób na militarne zaangażowanie Zachodu na Ukrainie tak, by wilk był syty i owca cała.

Dotychczas były to operacje właściwe dla republik bananowych lub prywatnych państewek, ale widocznie przyszedł czas na naszą część Europy.

Rozwiązanie wymaga podjęcia decyzji w wąskim gronie, z wyłączeniem demokratycznego procesu podejmowania decyzji. Piszę to z naprawdę ciężkim sercem, ale nawet pacyfizm ma swój kres. Niestety, aby być pacyfistą, trzeba czasem użyć środków drastycznie odwrotnych do wyznawanych wartości.

Wiem, zawsze będą tacy, którzy powiedzą, że nasze cele zostały osiągnięte za pomocą narzędzi, którymi brzydzimy się. Ale wtedy pojawia się pytanie: co zaproponujesz w zamian?

Otóż uważam, że w tym momencie sztaby wojskowe Nato powinny w zamkniętym gronie wytypować newralgiczne cele: ośrodki wojskowe, polityczne, miejsca “święte” dla Rosjan nawet w ich granicach geograficznych, które zostaną zniszczone, a w przypadku np. elektrowni atomowych oraz silosów z bronią nuklearną przejęte i zabezpieczone.

Szereg grup uderzeniowych, oczywiście jak najmniejszych, z wykorzystaniem lokalnego ruchu oporu i w porozumieniu z lokalnymi przywódcami powinny opanować wybrane ośrodki, wszcząć rozruchy, wojnę partyzancką.

Równocześnie kilka oddziałów powinno ruszyć na Kreml i tam dokonać widowiskowych operacji bojowych celem odwrócenia uwagi.

Oczywiście równolegle służby dyplomatyczne i wywiadowcze uświadamiają władze bandyckich rządów, a może nawet i rosyjskiej mafii, że nadchodzi zmiana warty i albo chcą utrzymać się na powierzchni i dołączyć do zmian, albo muszą odejść ze starym reżimem.

I dopiero wtedy, gdy na wskutek akcji służb specjalnych, nie wiem czy to amerykańskich, brytyjskich, niemieckich, izraelskich, czy legii cudzoziemskich wspomaganych cyber armią, partyzantką i prowadzoną intensywną aktywnością dyplomacji i wywiadu, może dojść do takiej wisienki na torcie – powietrznej ofensywy na wybrane przez rządy oraz przygotowane przez grupy specjalne obiekty.

Czy ta rodem z “Homeland” oraz “Modern Warfare” myśl jest naprawdę niemożliwa, jak na pierwszy rzut oka wygląda? Może, nie jestem ani politologiem, ani dyplomatą, ani specem od wojskowości.

Ale wiem doskonale, że buksowanie w miejscu i strach przez elektoratem nie przybliża nas na milimetr do rozwiązania tego problemu. Próbujemy załatwić tę sprawę jak zwykle, przez zesranie się ze strachu, przeczekanie oraz obłaskawienie opinii publicznej. Tyle, że już się nie da.

Jesteśmy w takim momencie, że nie ma dobrego wyjścia. Dlatego wolę, gdy rządy pobrudzą sobie odrobinę ręce. Wolę, gdy zdecydują się na takie błyskawiczne, skoordynowane w czasie operacje oraz demonstracyjne naloty w momencie, gdy marines i koledzy pozamiatają wroga, niż wysyłanie mięsa armatniego na wojnę, która zdemoluje nas na lata.

Przyznacie, że w sytuacji, w której praktycznie każdy zna się na wojnie w Ukrainie, ta propozycja ma sens? W końcu żyjemy w rzeczywistości po bin Ladenie.

Przemek Saracen
Przemek Saracen
Wychowałem się w duchu Tony`ego Halika, małżeństwa Gucwińskich oraz komiksowych przygód Kajka i Kokosza i tarapatów, w jakie pakował się literacki wojak Szwejk. Lubię wszystko, co dobre i oryginalne. Czasem dobra rozmowa jest bardziej fascynująca, niż najbardziej wymyślny film.

Nowe historie

Top 7 dni

ZOSTAW ODPOWIEDŹ