Więcej

    Pobiliśmy kolejny rekord! Poziom dwutlenku węgla w atmosferze wysoki jak nigdy. Witaj katastrofo.

    Kolejny rekord został pobity i jesteśmy bliżej katastrofy, niż kiedykolwiek. Naukowcy udowodnili że poziom dwutlenku węgla w atmosferze osiągnął rekordowe wartości. A zatem wszelkie wysiłki ludzkości polegające na strajkach klimatycznych, skandowaniu haseł, szalonym postowaniu w socmediach nic nie dały. Jesteśmy jak lemingi zmierzające ku przepaści.

    Czas się na nowo przemyśleć bo to, co opublikowali uczeni z hawajskiego obserwatorium Mauna Loa nie napawa optymizmem. Stężenie atmosferycznego dwutlenku węgla przekroczyło właśnie 420,21 pp – tego wcześniej nie było!

    Chociaż jeśli spojrzeć wstecz, do czasów których nie sposób linkować, może okazać się, że mieliśmy do czynienia z podobnym zatruciem potwierza. Ale najpierw uwaga ogólna.

    Było do przewidzenia, że cała dyskusja o powstrzymaniu negatywnych zmian klimatycznych jest gówno warto. Jedyną jej wartością są reklamy apelujące do nas o zastosowaniu korzystnych dla natury rozwiązań. Zrzucono na nas wybory, które tak naprawdę nic nie dają.

    Wciąż powstają prowadzące gospodarkę rabunkową kopalnie zasysające wody gruntowe w okolicy. Coraz większa ilość samochodów elektrycznych wiąże się z rabunkową eksploatacją afrykańskich złóż kobaltu. Segregacja plastiku to jakaś farsa, a morza przypominają dziś jeden wielki śmietnik. Zwiększająca się masowa hodowla bydła to również degradacja gruntów oraz zwiększona produkcja metanu. Przemysł przetwórczy dziennie wyrzuca miliony ton tworzyw sztucznych, których tak naprawdę nie potrzebuję.

    Można tak w nieskończoność. Sami robi syf i udajemy, że dbamy o planetę. Ale jak? Oglądając kolejny film o zatruciu środowiska? Lajkując posty? Apelując o zmiany w nawykach konsumenckich, by za chwilę przynieść ze sklepu masę wyrzuconego za chwilę plastiku? Wychodząc na pseudoprotesty, z których pokazujemy lajwy w socmediach okraszając je emotkami? Żenada, naprawdę.

    Myślę, że jest już za późno i jedyne co możemy zrobić to przystosować się do zmian, które nie tyle co nadejdą, ile już mają miejsce.

    Tylko podczas pisania tego tekstu dowiaduję się, że jedna z największych i najbardziej znanych gór lodowych oznaczonych jako A68 roztopiła się. Góry, która w roku 2017 roku oderwała się od antarktydzkiego szelfu Larsen C miała 5801.57 km kwadratowych i ważyła jakieś bilion ton. Już jej nie ma! Dalej będziemy pisać o tym na socmediach i drzeć się na szkolnych wagarach, dla niepoznaki oznaczonych jako młodzieżowy strajk klimatyczny?

     

    W 2014 roku „zmarł” pierwszy lodowiec, który znamy pod nazwą OK. Uwierzcie mi, to nie jest ok. Bardzo nie jest ok. Na poniższym zdjęciu widzicie wykonane przez NASA zdjęcia. Fotka po lewej pochodzi z 1986 roku, ta po prawej z 2019 roku.

    Takich lodowców jest coraz więcej, ale to nie wszystko. Coraz częściej mamy do czynienia z zalewaniem przybrzeżnych miast, z których ludzie zaczynają uciekać. Doszło do tego, że Amerykanie zastanawiają się nad emigracją klimatyczną w głąb kontynentu. Zadowoleni?

    Ginące gatunki to w ogóle inna kwestia. Na naszych oczach praktycznie wyginęły przepiękne nosorożce północne. Zostały ledwo żywe dwie nieustannie monitorowane samice, a naukowcy gorączkowo zapewniają nas, że gatunek ten uda się przywrócić za pomocą inżynierii genetycznej. Są aż tak głupi, czy ściemniają, by zyskać ekstra granty na dalszą zabawę?

    Miałem szczęście widzieć nosorożca północnego. Pół roku później przeczytałem o jego śmierci.

    Można tak pisać w nieskończoność, ale po co? Wolimy tworzyć własne wyobrażenia kogoś lepszego tylko dlatego, że w bawełnianej siatce nosimy masę opakowanego w plastik nikomu niepotrzebnego jedzenia. Ale mamy tę siateczkę, co podkreślimy zdjęciem na Insta.

    Co oznacza wspomniane na początku stężenie dwutlenku węgla? Od czasu wprowadzenie pierwszych pomiarów, czyli w latach pięćdziesiątych, wartość wynosiła jakoś 315 ppm. Dziś mamy przeszło 420 ppm.

    Zmierzamy raźnie do czasów, w których na Ziemi było cieplej o osiem stopni Celsjusza, co jest superwiadomością dla wszystkich z was, którzy uwielbiacie dawać rady życiowe podczas lajwów z Zanzibaru, albo Malediwów.

    Wszyscy tzw. influencerzy, czyli pierdolone nieroby zawsze będą mogli pojechać na wakacje na Arktykę. Tak, to są te powierzchnie leżące na północ od koła polarnego. Będzie dobrze, nie bójcie się – lodu już tam nie powinno być. Badania wykazały, że teren ten był zalesiony, wprost idealny dla waszych transmisji na żywo. To oczywiście chwyt retoryczny mający wam pokazać, co nam grozi, jeśli nadal zamiast działać będziemy apelować.

    Skąd o tym wiadomo? A z badania rdzeni lodowych. Ci z was, którzy tak radośnie na swoich soszalach pisali „420” niech wpiszą również hasło „pliocen”. Niestety nie będzie to związane z marihuaną. Lecz okresem do którego zmierzamy. Oczywiście zwierzęta, które kryją się za hasłem wyginęły, ale przecież wasz ujarany idol Elon Musk chce klonować dinozaury, więc czemu nie mamuty, tygrysy szablozębne, bo takie wtedy występowały.

    Możecie również poszukać hasła „eocen”, bo to również może nas czekać. Zresztą patrząc na tempo ocieplania się Ziemi należały wykreślić słowo „może”.

    Oczywiście wszystko rozłożone jest w czasie i raczej za naszego życia nie dojdzie do jakichś załamań typu aligator na Grenlandii, ale widzicie – kilkadziesiąt lat lat temu też mówiliśmy, że będzie super. Covid19 też miał się nie zdarzyć. A jednak.

    Nie mam zamiaru bić na alarm i rozpaczać, bo mam świadomość, że politycy  oraz globalne korporacje tak naprawdę nie interesują się losem Ziemi. Podobnie media, które zajmują się ochroną środowiska w kontekście premiery kolejnego filmu Davida Attenbourgh lub pod wpływem Ikei, która dumna z produkcji roślinnych pulpecików rozsyła zestawy prasowe nt. ten wiekopomnej inicjatywy.

     

    Sam nie jestem bez winy, w końcu za godzinę wsiądę do mojego napędzanego dieslem suva i ruszę do jednego z marketów na zakupy.

    Krótko mówiąc – sami wystrzeliliśmy się w kierunku zagłady i wizja prawnuczka płacącego za litr czystej wody równowartość samochodu nie napawa optymizmem. Ale przynajmniej będzie mógł zrobić z tego lajwa na insta, czy innym korporacyjnym socbadziewiu.

    Przemek Saracen
    Wychowałem się w duchu Tony`ego Halika, małżeństwa Gucwińskich oraz komiksowych przygód Kajka i Kokosza i tarapatów, w jakie pakował się literacki wojak Szwejk. Lubię wszystko, co dobre i oryginalne. Czasem dobra rozmowa jest bardziej fascynująca, niż najbardziej wymyślny film.

    Jeśli uznasz, że nasze pisanie jest coś warte, wesprzyj SK 🙂 Dziękujemy!

    Udostępnij
    Tagi

    Najnowsze

    Sierpniowe pożary lasów biją rekordy emisji dwutlenku węgla i przebijają roczną “produkcję” Indii.

    Wszystko idzie ku „najlepszemu”: tylko w wakacje światowe pożary wyemitowały rekordową ilość dwutlenku węgla przekraczając roczną „produkcję” Indii. W zeszłym miesiącu świat ustanowił nowy przerażający...

    Niewidzialne staje się widzialne, czyli 47 edycja konkursu fotograficznego Nikona

    Uwielbiamy w „Srebrnym Kompasie” fotografie. Zdajemy sobie sprawę, że są momenty, których nie opowiedzą najbardziej wspaniałe słowa, opowieści, wiersze i reportaże. Czasem jedno zdjęcie...

    Polecamy

    Zobacz również

    ZOSTAW ODPOWIEDŹ

    Please enter your comment!
    Please enter your name here

    Hej, zauważyliśmy, że używasz blokera reklam

    Będziemy wdzięczni, jeśli wyłączysz swojego blokera reklam podczas korzystania ze "Srebrnego Kompasu".

    Staramy się, byś codziennie otrzymywał unikalne treści, których nie zobaczysz gdzie indziej.

    Serdecznie dziękujemy i życzymy fajnych wrażeń!