Zobacz również

Jak rząd USA próbuje memizować wojnę z Iranem

Miliony ludzi obejrzało niedawno powyższy film opublikowany przez Biały Dom, pokazujący amerykańskie ataki na cele irańskie. Klip nie tylko przypominał Call of Duty: zawierał połączenie prawdziwych scen ataku z ujęciami z samej gry, a także animacje „serii zabójstw”, mające nagradzać skuteczność i symulować osiągnięcia.

Rządy coraz częściej komunikują wojnę za pomocą wizualnego języka gier wideo i internetowych memów. W ten sposób nie tylko trywializują przemoc, ale także utrudniają przeżywanie żałoby po ofiarach przemocy, znieczulając nasze reakcje na cierpienie.

To taktyka, która kształtuje sposób w jaki interpretujemy przemoc, i która po cichu decyduje, czyje zgony w ogóle uznajemy za zgony.

Wojna jako memy i treści wirusowe

Sekretarz obrony Stanów Zjednoczonych Pete Hegseth publicznie świętował ataki i szerszą kampanię wojskową, nazwaną Operacją Epic Fury – zmniejszając dystans między rzecznikiem prasowym sił zbrojnych a entuzjastą walki.

Nagranie z Białego Domu nie jest odosobnionym przypadkiem. W mediach społecznościowych filmy z nagraniami wojskowymi krążą jak klipy z gier lub memy: ataki dronów z celownikiem, eksplozje z pulsującą muzyką. Jeden z filmów Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego (DHS) przedstawiający naloty ICE został zilustrowany motywem przewodnim Pokémonów .

Ale te same cechy, które sprawiają, że materiał staje się viralem, spłycają również rzeczywistość kryjącą się za nagraniem. Ważny kontekst znika. Kto był celem ataku? Czy ucierpieli cywile? Czy atak był legalny ? Te pytania rzadko pojawiają się w 20-sekundowym klipie.

Język wizualny wojny nigdy nie jest niewinny. Zawiera instrukcje dotyczące tego, jak się czuć. Ogromny problem pojawia się, gdy rządy celowo przyjmują język wizualny gier, aby przedstawić rzeczywiste operacje wojskowe. Język ten nie niesie jednak konsekwencji.

Kultura memów to potęguje. Ironia i humor są strukturalnie anty- żałobne. Ich główną funkcją jest tworzenie dystansu. Kiedy przemoc krąży jako żart lub fragment filmu, trudno dotrzeć do jej emocjonalnej rzeczywistości.

Wojnę nadal widać, ale nie odczuwa się jej już w ten sam sposób.

Od CNN do Call of Duty

Tak zwany „ efekt CNN ”, związany z relacjami telewizyjnymi z konfliktów od Wietnamu po Somalię, opierał się na bliskości. Ujęcia cierpienia przenosiły odległe wojny do salonów i wywierały presję moralną na rządy.

Choć niedoskonałe i wybiórcze, logika leżąca u podstaw tego wszystkiego była taka, że ​​„widzenie” rodziło „czucie”, a czucie rodziło odpowiedzialność. Kamera zatrzymała się. Korespondent wymieniał nazwiska zmarłych. Widzowie mieli czas na zarejestrowanie tego, czego byli świadkami.

Ten model rozpadał się już przed pojawieniem się mediów społecznościowych. Wojna w Zatoce Perskiej w 1991 roku wprowadziła nową estetykę: precyzyjne uderzenia filmowane z góry, w których cele były przedstawiane jako abstrakcyjne geometrie na ekranach o zielonkawym odcieniu.

Ludzkie ciało zniknęło z kadru, zastąpione uwodzicielską obietnicą technologicznej precyzji: „inteligentnej” bomby lub „chirurgicznego” uderzenia. Amerykańska krytyk Susan Sontag zauważyła, jak ten efekt sprawił, że widzowie zaczęli dostrzegać technologię wojskową, a nie jej konsekwencje.

Filozofka Judith Butler pisała o „smutności” jako o stanie, który sprawia, że ​​niektóre życia uznaje się za godne żałoby. Nie wszystkie śmierci są opłakiwane w równym stopniu. Niektóre ciała są, przez kulturę i politykę, spychane poza ramy moralnego zainteresowania.

Gramatyka wizualna stosowana przez Biały Dom przedstawia ludzi jako awatary gier. A awatary gier, z definicji, nie są obiektami żałoby. Są celami – zabójstwami, które należy celebrować.

28 lutego w amerykańskim ataku lotniczym na szkołę podstawową Shajareh Tayyebeh w Minab zginęło ponad 160 dziewcząt, większość poniżej 12. roku życia. W ogóle nie pojawiły się one w materiałach Białego Domu.

Przyciśnięty prezydent Trump zasugerował, że Iran mógł zaatakować samą szkołę rakietą Tomahawk, po czym powiedział:

„Po prostu za mało o tym wiem. Cokolwiek pokaże raport, jestem gotów się z tym pogodzić”.

Tymczasem Hegseth rozwiązał już misję ochrony ludności cywilnej Pentagonu i zwolnił prawników wojskowych odpowiedzialnych za przestrzeganie prawa międzynarodowego w trakcie operacji, nazywając ich „barierami”.

Demokratyczna ocena wojny opiera się nie tylko na informacjach, ale także na reakcji moralnej: zdolności odczuwania, że ​​to, co się dzieje, ma znaczenie.

Memy będą nadal krążyć. Rządy będą nadal konkurować o uwagę w zatłoczonych przestrzeniach cyfrowych.

Ale punktem wyjścia jest rozpoznanie, o co tak naprawdę toczy się gra. Problem nie polega tylko na tym, że viralowe klipy nie mają kontekstu (choć mają). Chodzi o to, że stosowana przez nie gramatyka wizualna skutecznie blokuje reakcje emocjonalne, których wymaga poważna debata publiczna.

Wes J. Bryant, były amerykański specjalista ds. namierzania (pracujący nad zapobieganiem szkodom wyrządzanym cywilom), wyraża to jasno :

Odchodzimy od zasad i norm, które staraliśmy się ustanowić jako globalna społeczność co najmniej od II wojny światowej. Nie ma żadnej odpowiedzialności.

Widzowie również mogą nauczyć się pauzować. Nie tylko po to, by zapytać, co się wydarzyło, ale także, jakie uczucia uniemożliwia im format, w którym się znajdują, i w odniesieniu do kogo. To pytanie, potraktowane poważnie, jest początkiem odpowiedzialności.

Wojna to nie film. To strata, niepewność, żal i nieodwracalne zniszczenie. Przywrócenie tego zrozumienia nie jest problemem edukacji medialnej. Jest problemem moralnym.

Daniel Baldino. Starszy wykładowca nauk politycznych i stosunków międzynarodowych, Uniwersytet Notre Dame w Australii

Autor

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Tego autora