Więcej

    Sanockie niebo w gębie czyli z wizytą w “Proziakowni”.

    W Sanoku są trzy rzeczy, które koniecznie trzeba odwiedzić: Skansen, Muzeum Beksińskiego i… “Proziakownia”. Tak. Dopiero te trzy obiekty zestawione razem pokazują nam, czym był i czym jest dziś ten region.

    Powinieneś zobaczyć skansen przed ruszeniem na bezludne bieszczadzkie szlaki. Tak, byś miał wyobrażenie czym były dzikie dziś miejsca. A przecież był to region różnorodny, bogaty, skomunikowany i pełen życia.

    Muzeum Beksińskiego – to paradoksalnie zaglądnięcie do duszy tubylca. I choć jest to miejsce poświęcone jednemu z najwybitniejszych polskich Twórców, to umówmy się: jeśli odrzemy całą tę okrutną formę i obsesję śmierci, znajdziemy w Beksińskim i jego rodzinę typowego mieszkańca tych ziem. Człowieka jednocześnie surowego, ale ciepłego. Podszytego obawą, ale i życzliwego. Trochę zarozumiałego, ale doceniającego otaczający go świat. Żyjącego w cieniu śmierci, ale potrafiącego cieszyć się tym co ma. Osadzony w historii i tradycji, ale dążącego do rozwoju i nowoczesności.

    I wreszcie Proziakownia. Miejsce, które nie tylko nakarmi cię na sto sposobów, ale pozwoli zrozumieć kulturę zamieszkujących tu ludzi. I podobnie jak w przypadku Beksińskiego pokazuje w jaki, swego rodzaju niewidzialny sposób wpływa na stworzenie unikalnego dania.

    Każdy region ma swoje unikalne dania, a bieszczadzki proziak jest tego najlepszym przykładem. Nigdzie indziej nie znajdziecie tego dania. Ono pochodzi właśnie stąd i tylko tutaj przyrządza się najlepsze. I nie jest to klasyczne pieczywo, lecz jego niepowtarzalny w smaku zamiennik.

    A powstały one w połowie XIX- ego wieku, gdy w Bieszczady dotarła soda oczyszczona odkryta przez amerykańskich piekarzy. I tak, krok po kroku soda trafiła tutaj. Nazywana tutaj „prozą” przyczyniła się do powstania unikalnych chlebków produkowanych z mąki pszennej, sody i wody. I to był właśnie proziak.

    Z czasem wodę zastępowano maślanką lub śmietaną, a wyrobione w ten sposób placuszki rzucano na piec. Tam rosły kilkanaście minut. Podawano go z czym się da. Wszystko zależało od tego, co każde gospodarstwo miało pod ręką.

    Zwykle były to lokalne dobroci: czosnek niedźwiedzi, biały ser, pomidorek. Tak naprawdę nie ma jednolitego przepisu na proziaka. Jest wspomniana wcześniej baza oraz wypełnienie, które tak naprawdę zależy od waszej fantazji.

    A sanocka „Proziakownia” tę fantazję ma. Uwielbiamy jeść oryginalne dania pochodzące z miejsca, które odwiedzamy. Dlatego w sercach Bieszczad, czyli w Ustrzykach Górnych zajadaliśmy się kozim serem z czosnkiem niedźwiedzim oraz pierwotnymi pierogami ruskimi, które pozwoliły nam zrozumieć sens nie tylko przyrządzania tej potrawy, ale jej wygląd.

    Aż nadszedł czas na proziaki. Ale takie prawdziwe. I kiedy trafiliśmy do sanockiego rynku naszym oczom rzucił się oryginalny, wykorzystujące lokalne wzornictwo szyld: „Proziakownia”.

    Wystrój był skromny, ale efektowny i skupiał się na nowocześnie podanych tradycyjnych dekoracjach.

    Ania zamówiła oczywiście najprostszego proziaka, bo chciała spróbować czy ekipa da radę w ciągu jak najkrótszego czasu przygotować fajne, smaczne danie. Ja wybrałem bardziej wypasione, z ogóreczkiem, chwastami, mięskiem – no full wypas, ale też nie do końca. Generalnie kierowaliśmy się szybkością podania, choć tak naprawdę czas wcale nas nie gonił. Ale jako się wspomniało, chcieliśmy przekonać się co dobrego lokalsi robią w ciągu krótkiego czasu.

    I wiecie co? Udało im się!

    Pyszne, pulchne i duże płaskie bułeczki były świeże i ciepłe. A w środku same skarby i powiem wam, że chyba niezależnie od czego tam do środka podadzą będzie za każdym razem smaczne!

    Dania podano nam na gustownych deseczkach.

    Nie było drogo. Było pysznie i na pewno wrócimy tu nie raz.

    Przemek Saracen
    Wychowałem się w duchu Tony`ego Halika, małżeństwa Gucwińskich oraz komiksowych przygód Kajka i Kokosza i tarapatów, w jakie pakował się literacki wojak Szwejk. Lubię wszystko, co dobre i oryginalne. Czasem dobra rozmowa jest bardziej fascynująca, niż najbardziej wymyślny film.

    Jeśli uznasz, że nasze pisanie jest coś warte, wesprzyj SK 🙂 Dziękujemy!

    Udostępnij
    Tagi

    Najnowsze

    Sierpniowe pożary lasów biją rekordy emisji dwutlenku węgla i przebijają roczną “produkcję” Indii.

    Wszystko idzie ku „najlepszemu”: tylko w wakacje światowe pożary wyemitowały rekordową ilość dwutlenku węgla przekraczając roczną „produkcję” Indii. W zeszłym miesiącu świat ustanowił nowy przerażający...

    Niewidzialne staje się widzialne, czyli 47 edycja konkursu fotograficznego Nikona

    Uwielbiamy w „Srebrnym Kompasie” fotografie. Zdajemy sobie sprawę, że są momenty, których nie opowiedzą najbardziej wspaniałe słowa, opowieści, wiersze i reportaże. Czasem jedno zdjęcie...

    Polecamy

    Zobacz również

    ZOSTAW ODPOWIEDŹ

    Please enter your comment!
    Please enter your name here

    Hej, zauważyliśmy, że używasz blokera reklam

    Będziemy wdzięczni, jeśli wyłączysz swojego blokera reklam podczas korzystania ze "Srebrnego Kompasu".

    Staramy się, byś codziennie otrzymywał unikalne treści, których nie zobaczysz gdzie indziej.

    Serdecznie dziękujemy i życzymy fajnych wrażeń!