Zobacz również

Polska modli się o deszcz, a Arabowie wywołują go dronami [film]

Kiedy Polska wysycha nie widząc potrzeby rozwijania małej retencji, a w polskim parlamencie odmawia się modlitwy o deszcz, arabowie podporządkowują sobie naturę poprzez instrumenty naukowe. Właśnie wywołali ulewę tam, gdzie deszcz wydaje się niemożliwy. Posłuchajcie.

Dziękujemy, że nas czytasz! Będziemy ogromnie wdzięczni, jeśli zdecydujesz się wesprzeć Srebrny Kompas na Zrzutce! Dziękujemy! 

Coraz wyższe temperatury i wciąż opadający poziom wód gruntowych oraz wyjałowiona ziemia sprawiają, że życie na Bliskim Wschodzie zaczyna przypominać rzeczywistość rodem z Mad Maxa. Dość powiedzieć, że średni roczny poziom opadów w Zjednoczonych Emiratach Arabskich wynosi 10 centymetrów!

Zdając sobie z tego sprawę, szejkowie przeznaczyli 15 milionów USD na opracowanie metody… ściągającej deszcz! Choć wydaje się to nieprawdopodobne, Zjednoczone Emiraty Arabskie właśnie rozpoczęły test dronów, które wystrzeliwując w niebo ładunki elektryczne powodują opady deszczu.

Możemy się śmiać i zagryzać wargę oraz podnosić brew w niedowierzaniu oraz skwitować rzecz całą machnięciem ręki, jednak przypominam, że wokół Marsa krąży arabska sonda, a Zjednoczone Emiraty Arabskie biorą udział w kolonizacji „Czerwonej Planety”.

W tej sytuacji wszelkie śmichy – chichy cichną ustępują na rzecz rosnącej ciekawości, jak oni to zrobili?

Co najmniej od stu lat ludzkość używa rozmaitych technik wywoływania deszczu: dział przeciwlotniczych, jodku srebra, cząsteczek wstrzykiwanych w chmury przy pomocy samolotów wlatujących w chmurę, czy dynamit. Polska ma również niemałe zasługi na tym polu: parlamentarzyści modlący się o deszcz w gmachu Sejmu Rzeczypospolitej.

Biorąc pod uwagę, że prognozy przewidują dalsze pustynnienie regionu, wzrost temperatury oraz obniżanie się poziomu wód gruntowych, decyzja arabskich władz nabiera nowego wymiaru.

23 – ego lipca 2021 roku agencja meteorologiczna Zjednoczonych Emiratów Arabskich opublikowała na swoim Instagramie film, na którym widać ulewny deszcz. Deszcz jak deszcz. Coraz rzadsze zjawisko, ale jeszcze nie na tyle, by opowiadać o nim dzieciom, jako bajkę z cyklu „dawno, dawno temu…”

Tymczasem okazuje się, że nagranie to dokumentuje efekt pilotażowego testu dronów, które dzięki rozładowaniu energii elektrycznej powodują opady.

I choć wydaje się to niemożliwe, wystarczy siąść i nawet nie będąc naukowcem pomyśleć. Czym bowiem są chmury jeśli nie kropelkami wody przybierającymi inną formę? Ładunki elektryczne w chmurze mówią kropelkom „idź” i popychają je, które zderzając się zwiększają masę, by wrócić na ziemię w postaci deszczu. No bardziej przystępnie nie mogę wam tego wyjaśnić.

I wszystko było ok gdyby nie to, że na Bliskim Wschodzie jest tak gorąco, że taka kropla nawet jak ruszy w dół, po drodze wyparuje i znowu znajdzie się w chmurze. Trzeba więc tak opracować technikę ładunków elektrycznych, by nie tylko wywołać deszcz, ale sprawić, by dotarł na ziemię.

Zanim doszło do powstania tej technologii, najpierw trzeba było dokonać pewnych obliczeń. Stoją za nimi badacze z Uniwersytetu w Reading, którzy w ten sposób ugruntowali swoje cnoty niewieście, że najpierw przyjęli pewien model pogodowy, który następnie testowali za pomocą prób balonowych. Kiedy okazało się, że system działa, rozpoczęto testy dronami, a ich efekt widzimy na zaprezentowanym przez agencję meteo filmie.

Wywołanie deszczu za pomocą dronów to nie jedyne działania rządu ZEA. Od jakiegoś czasu kraj ten odsala 42% swojej wody, jednak jest to bardzo droga i energochłonna technologia, która nie pokrywa zapotrzebowania na wodę.

Eksperymenty związane z tzw. zasiewaniem chmur dotyczą nie tylko Bliskiego Wschodu; Chiny planują wykorzystać technologię w chmurach, które znajdują się na wysokości Himalajów. Korea Południowa wywołuje deszcz, by nie tylko nawodnić grunt, ale walczyć z zanieczyszczeniami.

Zmiany klimatyczne dają nam się coraz bardziej we znaki. Być może rządy Bliskiego Wschodu walczą z wiatrakami i nie chcą przyznać, że przyszłość jest ponura: emigracja klimatyczna.

Autor

  • Przemysław Saracen

    Dziennikarz, pisarz i człowiek pracy najemnej. Autor książki "Dzikie historie: Norwegia". Założyciel i wydawca magazynu "Srebrny Kompas". Autor w serwisie "Posty.pl" oraz współpracownik lokalnego magazynu "Tu Lubin". Finalista polskiej edycji międzynarodowego konkurs scenariuszowego Hartley - Merill utworzonego przez Roberta Redforda. Wychowałem się w duchu Tony`ego Halika, małżeństwa Gucwińskich oraz komiksowych przygód Kajka i Kokosza i tarapatów, w jakie pakował się literacki wojak Szwejk. Lubię wszystko, co dobre i oryginalne. Czasem dobra rozmowa jest bardziej fascynująca, niż najbardziej wymyślny film.

    View all posts
Przemysław Saracen
Przemysław Saracen
Dziennikarz, pisarz i człowiek pracy najemnej. Autor książki "Dzikie historie: Norwegia". Założyciel i wydawca magazynu "Srebrny Kompas". Autor w serwisie "Posty.pl" oraz współpracownik lokalnego magazynu "Tu Lubin". Finalista polskiej edycji międzynarodowego konkurs scenariuszowego Hartley - Merill utworzonego przez Roberta Redforda. Wychowałem się w duchu Tony`ego Halika, małżeństwa Gucwińskich oraz komiksowych przygód Kajka i Kokosza i tarapatów, w jakie pakował się literacki wojak Szwejk. Lubię wszystko, co dobre i oryginalne. Czasem dobra rozmowa jest bardziej fascynująca, niż najbardziej wymyślny film.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Tego autora