Więcej

    Szwajcaria Czeska. Mroczna tajemnica Zamku Šaunštejn, mała Pravcicka Brana i szlak do Jetrichovic

    "Srebrny Kompas" jest ambasadorem marki Magnum, której dziękujemy za zapewnienie wygodnych i ciepłych ubrań na czas naszej podróży.

    Piękna pogoda, pyszne jedzenie, przystępne ceny i krajobrazy jak z bajki. Wracamy do Szwajcarii Czeskiej i Szwajcarii Saksońskiej – legendarnych krain malarzy, gdzie Karol May oraz Hans Christian Andersen czerpali natchnienie do swych nieśmiertelnych dzieł.

     

    A zatem wróciliśmy! Podobnie jak ostatnio naszą bazę wypadową stanowił Intercamp Mosquito w Jetrichovicach. Wybór był prosty, jak poprzednio: miła obsługa, karczma, niskie ceny, ogrodzony teren. Rzecz jasna nie było jakichś luksusów, ale też nie z tą myślą tu przyjechaliśmy.

    Szybko rozpakowaliśmy się i rozłożyliśmy namiot, by odziać się w nasze Magnumy i nacieszyć się zmierzchem przy wspólnej kawie.

    Musicie wiedzieć, że zostaliśmy ambasadorem marki Magnum!

    Nasz kilkudniowy wypad zabezpieczył właściciel tej marki zapewniając parę fajnych rzeczy, bez których podróżowanie jest takie sobie.

    Ranek był piękny i o to chodziło. Ruszamy w drogę. W ramach odpoczynku od zgiełku wielkich miast oraz dla rozruchu ogólnego wyszliśmy w pieszy rajd dookoła Jetrichovic.

    Wspaniała pogoda oraz wszechogarniający spokój – mimo sporego obłożenia ludzi w tym regionie – napędzały nas do energicznego marszu szosą, wzdłuż której rosły rzędy starych jabłoni. Na marginesie przyznam Wam, że powiedzenie „smaczne jak kiedyś” niekoniecznie sprawdza się w przypadku owoców, a konkretnie jabłek. Choć wyglądały przeuroczo, to jednak były niesamowicie kwaśne, twarde, praktycznie niejadalne. No nie dało się przełknąć.

    Odległość z kampingu do Vysokiej Lipy, gdzie znajdują się pensjonaty, duży parking oraz coś w rodzaju punktu turystycznego i początek szlaku dookoła Jetrichovic pokonaliśmy dosyć szybko, może w ciągu dwudziestu, dwudziestu pięciu minut.

    SZWAJCARIA CZESKA. SPŁYW SŁYNNYM WĄWOZEM EDMUNDA. PRZECZYTAJ RELACJĘ I ZOBACZ MNÓSTWO PIĘKNYCH ZDJĘĆ!

    Spytacie gdzie w tym wszystkim słynna Pravcicka Brana. Ponieważ mamy już za sobą wizytę w tym przepięknym miejscu, gdzie dotarł Disney ze swoimi „Opowieściami z Narnii”, postanowiliśmy zobaczyć Pravcicką Branę w miniaturze. O samej Pravcickiej Branie możecie poczytać tutaj oraz zobaczyć galerię zdjęć pobytu w tym fantastycznym schronisku natury.

    Póki co lecimy przed siebie, a drogowskazy ładnie prowadzą nas do celu. Jeśli miałbym wam coś sugerować, zanim ruszycie przed siebie do postarajcie się o:

                    • elektroniczne mapy, które pobierzcie przed wyruszeniem w trasę; przydadzą się offline, gdy pojawią się problemy z zasięgiem
                    • woda pitna, najlepiej ze 3 litry na głowę
                    • jakieś przekąski w formie energetycznego batona przekąszanego na dowolnie wybranym etapie wycieczki; my zjedliśmy przed wyruszeniem z kampingu pożywne śniadanie, ale na wodę i batony znalazło się miejsce
                    • naładujcie telefony, a jeśli macie power banki upewnijcie się, że są naładowane
                    • zabierzcie ubrania na różne warianty, w końcu do czegoś ten plecak służy
                    • weźcie jakieś czapy na wypadek mocno grzejącego słońca, po co cierpieć, skoro przyjechaliście tu odpocząć, a nie cierpieć od udaru

    No, to chyba takie najważniejsze przykazania, których chciałem wam udzielić. Ja tam miałem zarąbistą magnumową czapeczkę, ale dla mnie wszystko, co robi Magnum jest zarąbiste. Zobaczcie tutaj, to się przekonacie. Ale spokojnie, nie ma obowiązku się ze mną zgadzać.

    Powiem wam tylko, że jestem zbyt leniwy, by chodzić w rzeczach niewartych tego. Dlatego możecie być pewni, że jeśli robię jakiś wypad, czy to w góry, czy nad morze, kajak lub do muzeum to zawsze w czymś magnumopodobnym. Po prostu jak już korzystać z czegoś, to niech to będzie dobre, tak?

    No dobrze, wchodzimy w ten szlak. Kiedy dojdziesz na rozstaj dróg, a dojdziesz szybko i nie idzie zabłądzić masz dwie opcje – w prawo zwiedzisz ruiny zamku Šaunštejn oraz tzw. Małą Pravcicką Branę, spod której możesz dojść do właściwej Pravcickiej Brany, ale to prawie dziesięć kilometrów marszu. Ufff, całe szczęście, że my największą atrakcję Szwajcarii Czeskiej mamy już za sobą.

    SZWAJCARIA CZESKA I JEJ PERŁA: PRAVCICKA BRAMA. MIEJSCE JAK Z BAJKI!

    Co prawda po zobaczeniu Małej Pravcickiej Brany musimy wrócić do rozstaju dróg, by pokonać fajny, lekki w marszu szlak, podczas którego zobaczymy nie tylko miejsca, w których kiedyś działa się historia, ale obejrzymy skały o wyglądzie… no powiedzmy, że nietypowym. A to w kształcie odwróconych lejków, maszkaronów, groźnych trollowych profili…

    Póki co ruszamy w stronę ruin. W sumie ciężko to nawet nazwać ruinami, bo jest to raczej zespół skał, na których znajdował się zamek. Teraz tam nie ma nic. Są jedynie pozostałości w formie wnęk skalnych, które pokazywały gdzie znajdowały się poszczególne pomieszczenia kompleksu. Oprócz tego wykute schodki.

    W zasadzie powinniśmy mówić o kompleksie kamiennych słupów połączonych mostkami. Pamiętajcie jednak, że nie jest to żaden zamek. Zresztą stał on tu raczej krótko: od czternastego do szesnastego wieku. Z względu na położenie (340 metrów nad poziomem morza), dzięki któremu właściciele zamku mieli baczenie na ciągnące się niżej szlaki handlowe.

    Wykorzystali naturalne ukształtowanie terenu, przyciosali kamień to tu, to tam, położyli drewniane belki i na nim postawili budowle nazwane zamkiem. Ot i tak to wyglądało. Mimo lekkiego materiału, zamek był niemal niezniszczalny, kilka razy oblegany, raz nawet próbowało zdobyć go 9 tysięcy najeźdźców. Z czasem zamek podupadł i został nazwany Zamkiem Rozbójniczym, bo przeszedł we władanie bandziorów i rabusiów.

    Zresztą z zamkiem tym wiąże się pewna legenda.

    W czasie wypraw krzyżowych do Vysokiej Lípy przybył chory rycerz z zagranicy. Miesiącami leżał chory na jednej z okolicznych farm. Kiedy wyzdrowiał, postanowił pozostać w regionie, który z czasem pokochał do tego stopnia, że zbudował zamek na skale. Każdej nocy chodził po długich, ciemnych cyplach wokół zamku, nieustannie wzdychając i jęcząc, jakby czegoś szukał. Był pełnym tajemnic bogaczem o nieczystym sumieniu. Gdy kilka lat później zmarł, zamek popadł w ruinę. Rycerz nie doczekał się potomków, a postronni bali się wejść do zamku, którego duch właściciela nawiedzał go co noc.

    Tyle legenda, a my skupmy się na widokach. I jak one wyglądają? Na jak to w górach, ładnie a w porywach bardzo ładnie, jednak umówmy się – rewelacji nie ma. Ruszamy dalej, bo nas tak naprawdę interesuje Mała Pravcicka Brana.

    Na szczęście jest blisko, droga dosyć fajna, rośnie parę grzybków, brusznice i jagody. No całkiem miłe dla oka skałki, ale lecimy dalej.

    Aż w końcu docieramy. Jest sporo osób, a Mała Pravcicka Brama okazuje się… mała. Ale naprawdę mała. Jest to w zasadzie piaskowy łuk skalny wysoki na maksymalnie dwa i pół metra, długi może na trzy metry, z niewielkim piaskowym przedłużeniem stanowiącym platformę widokową.

    Wchodzimy na nią stalowymi schodami, ale trzeba uważać, bo stopnie są okrągłe i wyślizgane. Tak, że trzymajcie się poręczy. Platforma nie jest duża, ale też nie jest jakaś mała, spokojnie wejdzie tam piętnaście osób.

     

     

     

     

     

     

     

    No dobrze, popatrzyliśmy, zrobiliśmy zdjęcia, lecimy dalej. W końcu dzisiejszy dzień ma być rozruchem, a nie wyjątkowym przeżyciem artystycznym.

    Wcześniej wspomniałem, że można stąd dojść na właściwą Pravcicką Branę. Kto chce, zapraszam. My wracamy do rozwidlenia dróg i ruszamy energicznie przed siebie. Widać, że to często uczęszczany szlak, choć turystów dziś jak na lekarstwo. Trasa wyłożona asfaltem, a więc rowerowa. I super.

    Po drodze umieszczone historyczne stanowiska, które pokazują co tu się działo i kto mieszkał. A zatem ludzkie schronienia, małe zakłady rzemieślnicze, miejsca występowania dzikich zwierząt, a nawet szlaki celne.

    Choć szlak prowadził nas do Zadnich Jetrichovic zdecydowaliśmy się pójść skrótem. Raz, że to w cieniu, dwa – chcieliśmy już wracać do kampingu, zjeść coś i skorzystać z reszty dnia. A trzy, przy okazji odkryliśmy skały rodem z obrazów Beksińskiego i zebraliśmy parę dorodnych prawdziwków mimo, że było gorąco i sucho.

    Po drodze minęliśmy świeżo postawiony parking, z którego można dotrzeć do Dolskiego Mlyna, a który odwiedziliśmy dwa lata temu. W tym miejscu możecie przeczytać naszą relację w tym miejscu oraz obejrzeć ładne zdjęcia.

    Całość zajęła nam 7 – 8 godzin marszu. Jak mówiłem wcześniej – nie była to klasyczna wycieczka krajoznawcza, w trakcie której wyszukiwaliśmy perełki natury, lecz trasa rozruchowa. W sam raz na odpoczynek po pracy, ale też przygotowanie przed najbliższymi dniami. A te uwierzcie mi – będą intensywne.

    Podczas wypadu korzystałem z przyjemnej w dotyku bluzy oraz czapki, dzięki której nie zlasował mi się mózg 😉

    Przemek Saracen
    Wychowałem się w duchu Tony`ego Halika, małżeństwa Gucwińskich oraz komiksowych przygód Kajka i Kokosza i tarapatów, w jakie pakował się literacki wojak Szwejk. Lubię wszystko, co dobre i oryginalne. Czasem dobra rozmowa jest bardziej fascynująca, niż najbardziej wymyślny film.

    Jeśli uznasz, że nasze pisanie jest coś warte, wesprzyj SK :-) Dziękujemy!

    Udostępnij
    Tagi

    Najnowsze

    Norweski budżet na 2022. W górę tytoń, paliwo i alkohol.

    W przedłożonym projekcie budżetu państwa na 2022 rok norweski rząd planuje zmiany w podatkach. Wyglądają one następująco: Podatki od alkoholu wzrastają o około 1,3 proc. Dodatkowo,...

    Teleskop Hubble`a uchwycił przepiękne kosmiczne potwory!

    Teleskop Hubble`a wciąż zadziwia kosmicznymi fotografiami. Tym razem otrzymaliśmy niesamowicie plastycznie wyglądającą masę gazu i pyłu. Jest to pozostałość po supernowej, oznaczonej jako N63A. Supernowa...

    Polecamy

    Zobacz również

    ZOSTAW ODPOWIEDŹ

    Please enter your comment!
    Please enter your name here