Więcej

    “Mortal Kombat”. Rany jakie to jest głupie! Ale ogląda się świetnie.

    Nowy „Mortal Kombat” jest jak nasze czasy. Chaotyczny, sprawny technicznie, głupi i bezsensowny. Ale ogląda się bezboleśnie.

    Każda epoka musi mieć swoją wersję filmowych herosów. W latach 80- tych był to typ milczącego osiłka, od którego wzroku człowiek uciekał gdzie pieprz rośnie. Samym machnięciem ręki zabijał tuziny przeciwników, by ostatecznie zmiażdżyć ich krótką kwestią wypowiedzianą od niechcenia. Och, to było wspaniałe!

    Z czasem heros przestał być herosem, bo i zimna wojna się skończyła i technologia rozwinęła tak, że indiańskie umiejętności wykrycia wrogiej armii po zapachu znalezionych odchodów stały się zbędne. Cenny stał się spryt, słuchawka w uchu i współdziałanie.

    I tak to się toczy do tej pory. Czasy się zmieniają, a bohaterów jest coraz mniej. W zasadzie został nam już tylko Tom Cruise, który robi co może i trzeba powiedzieć, że wychodzi mu to całkiem dobrze.

    Potem świat podbiły marvelki, których fenomenu nie rozumiem i chyba nie chcę rozumieć, tak to jest dla mnie słabe.

    Jednak jak wspomniałem – każda epoka musi mieć własnego bohatera. Nie inaczej jest z ekranizacjami gier wideo. Przyznam, że nigdy nie rozumiałem ich fenomenu. Dla mnie dobra gra to jednoosobowa strzelanka na poziomie trudności typu „zaprowadź babcię na spacer”.

    Za to nigdy nie rozumiałem fenomenu komputerowych bijatyk. Zapewne wynikało to z tego, że nie odczuwałem przyjemności z uczenia się na pamięć klawiszologii bez odrywania oczu od monitora. Tak, to pewnie o to chodziło i w tym upatruje swojej niechęci do tego typu gier.

    Ale do brzego, bo trochę czasu nam minęło, a o tytułowym filmie napomknąłem na początku, by jak zwykle ruszyć w rejs.

    Pierwszą filmowa odsłonę „Mortal Kombat” oglądałem z kolegami w świeżo wyremontowanym kinie „Muza” w Lubinie i było to tak złe, że aż niesamowite. Z wypiekami na twarzy oglądaliśmy ci kolesie walczą w turnieju z siłami ciemności. Stawka była tak ogromna, jak nasza fascynacja tym filmem.

    Oczywiście na dyskotekach szaleliśmy przy tytułowym utworze z tego filmu, a soundtrack mieliśmy nagrany na pirackiej płycie, by przy każdej okazji wcisnąć ją djowi na każdej dyskotece. Działało to do momentu aż nas po prostu z tych dyskotek zaczęli wyrzucać.

    Samego filmu nie pamiętam, bo po co. Dawał nam świetną rozrywkę, a efekty specjalne były prawdopodobnie tanie, a więc beznadziejne. Aktorzy byli zapewnie beznadziejni, ale przecież nie po to występowali w filmie o napierdalaniu się i kombosach!

    Wiedzieliśmy, że to było tak złe, że aż piękne i nie obchodziło nas to. I tak samo będzie z „Mortal Kombat” roku 2021. Nieważne jak bardzo skrytykujemy ten film, jak bardzo polegnie w kinach, wróć! Jakich kinach, skoro mamy pandemię. Jak bardzo polegnie na streamingu, to i tak zostanie otoczony kultem, a kolejne części tylko to pokażą.

    Kiedy w internecie ukazało się pierwszych 7 minut filmu wiedzieliśmy, że jest dobrze. Zwłaszcza, że starli się przyszły Sub- Zero i przyszły Scorpion. To był dobry prognostyk na cały film.

    Jak ostatecznie wyszło? Powiem tak… Tłuką się opętani, jest brutalnie i ostro, a aktorzy są mili dla oka, Kano jest nawet nawet i może jakoś bym zawiesił swoją niewiarę, ale ludzie, jakie to jest głupie!

    Niestety film został połączony fabułą, która jak zwykle w tego typu filmach przypomina żart głupca, który myśli, że kolejny raz zachwyci tych samych ludzi tą samą opowiastką opowiadaną od lat, a uśmiechy politowania traktuje jako dowód na swoje wspaniałe umiejętności opowiadania historii. No nie.

    Nawet prosty, by nie powiedzieć prostacki „Predator” miał to coś, co sprawiło, że powstał jeden z najlepszych filmów akcji w historii.

    Rozumiem, że materiał nie pozwala na wiele. Stąd turniej ziemskich mistrzów z mistrzami świata nadprzyrodzonego. Stąd znamię smoka przynależne ziemskim mistrzom, którzy muszą nauczyć się razem walczyć. Ok, rozumiem. Zmiana tych reguł gry sprawiłaby, że „Mortal Kombat” przestałby mieć cokolwiek wspólnego z oryginałem.

    Nieważne, że ten film nie ma nic wspólnego z kinem przygodowym, bohaterskim – nazwijcie jak chcecie. Tego typu kino zawsze było silne bohaterami. Nie musieli być skomplikowanymi postaciami, byśmy pokochali ich, a ich gesty, grepsy, elementy ubioru czy nazwiska stawały się wyznacznikami gatunku.

    Natomiast w „Mortal Kombat” mamy doskonały technicznie teatrzyk wyciętych z papieru postaci. Oczywiście są tam malutkie momenty pokazujące czym mógł być ten film, ale umówmy się – to wszystko jest wyrachowane jak algorytmy Netflixa.

    Jest to typowa taśma produkcyjna. Wcześniej zaplanowana, odpowiednio wyprodukowana i zmontowana. Za duże pieniądze. Tak by przyniosła założony zysk, przygotowała grunt pod następne części oraz przyniosła kasę ze streamingu i gadżetów.

    Bądźmy szczerzy: nie po to Simon McQoid został zatrudniony na stanowisku reżysera, by rozważać granice ludzkiego umysłu i rozterki bohatera. Ma być wyraziście, efektownie i kolorowo. I z tego zadania Mr Simon wywiązał się w stu procentach.

    Postacie są dźgane, rąbane, duszone, kopane, uderzane, okaleczane, wypatroszone, przecinane na pół, palone żywcem i tak dalej. To nieskrępowany brutalny film, który zmienił się w grę wideo pełną płaskich dialogów.

    Narzekam na ten film, ale przecież i tak obejrzę go jeszcze ze trzy razy. Tam gdzie trzeba przynudzają przewinę, tam gdzie walki są efektowne cofnę, by zobaczyć je ponownie.

    Czy chcemy czy nie, kino ma nas bawić. Przenieść nas w świat fantazji i przynieść rozrywkę. W tym przypadku głupią, ale co z tego.

    Chcesz obudzić w sobie śpiącego od lat gówniarza, który z wypiekami na twarzy próbował kopniakiem złamać drzewo i lał się z wyimaginowanymi wrogami z zaświatów? O tym właśnie jest „Mortal Kombat”.

    I nieważne, że jest to chyba najlepsza ekranizacja gier wideo. To po prostu super odmóżdżający film. Tyleż głupi co efektowny, krwawy, ze świetnie wyglądającymi ciosami kończącymi walkę. Jest co oglądać, a przecież o to chodzi.

    Wspaniałe guilty pleasure.

    Reżyseria:
    • Simon McQuoid
    Scenariusz: Greg Russo, Dave Callaham, Oren Uziel
    Obsada:
    • Jessica McNamee ,
    • Hiroyuki Sanada ,
    • Tadanobu Asano
    Premiera: Piątek, 23 kwietnia 2021 r
    Długość: 110 minut
    Produkcja: New Line Cinema
    Gatunek: Akcja / Przygoda, Sci-Fi / Fantasy

     

    OCENIAM

    Głupota tego filmu równa jest jego efektowności.
    Przemek Saracen
    Wychowałem się w duchu Tony`ego Halika, małżeństwa Gucwińskich oraz komiksowych przygód Kajka i Kokosza i tarapatów, w jakie pakował się literacki wojak Szwejk. Lubię wszystko, co dobre i oryginalne. Czasem dobra rozmowa jest bardziej fascynująca, niż najbardziej wymyślny film.

    Jeśli uznasz, że nasze pisanie jest coś warte, wesprzyj SK :-) Dziękujemy!

    Udostępnij
    Tagi

    Najnowsze

    Norweski budżet na 2022. W górę tytoń, paliwo i alkohol.

    W przedłożonym projekcie budżetu państwa na 2022 rok norweski rząd planuje zmiany w podatkach. Wyglądają one następująco: Podatki od alkoholu wzrastają o około 1,3 proc. Dodatkowo,...

    Teleskop Hubble`a uchwycił przepiękne kosmiczne potwory!

    Teleskop Hubble`a wciąż zadziwia kosmicznymi fotografiami. Tym razem otrzymaliśmy niesamowicie plastycznie wyglądającą masę gazu i pyłu. Jest to pozostałość po supernowej, oznaczonej jako N63A. Supernowa...

    Polecamy

    Zobacz również

    ZOSTAW ODPOWIEDŹ

    Please enter your comment!
    Please enter your name here