Osiemdziesiąt pięć kilometrów od Trondheim, trochę na północ leży wyspa Tautra. Ta wysepka połączona lądem groblą przechodzącą w niewielki most i znów stająca się nią jest siedzibą zakonnic oraz ptaków. Jest to również ostoja dzikiej, surowej przyrody, która potrafi zaskakiwać o każdej porze roku.

Aby dojechać do Tautry, musisz ruszyć z Trondheim drogą nr 6 kierując się na Narvik. Tak, tak. Już jakieś 900 kilometrów przed tym miastem widzisz drogowskaz wskazujący, którędy jechać.

Po drodze mijasz Stjordal, miasto słynące głównie z lotniska znanego nam jako lotnisko Trondheim, choć te miasta dzieli przeszło 30 kilometrów.

Pas startowy lotniska jest sam w sobie ciekawostką, bo wychodzi w fiord niczym molo w Świnoujściu. Widok jest niesamowity zwłaszcza, gdy samolot ląduje. Pasażerowie mają wrażenie, że za moment znajdą się w wodzie. Jeszcze większe wrażenie jest gdy jadąc na Tautrę znajdujecie się akurat w momencie lądowania samolotu, bo musisz wiedzieć, że droga przebiega częściowo pod pasem, na którym startują i lądują samoloty.

Stjordal to prawie wiocha,w której tuż obok szamb znajdują się osiedla zamieszkałe przez emigrantów. Smród wydobywający się na zewnątrz jest niemiłosierny, może dlatego władze właśnie w tym miejscu upychają cudzoziemców.

No dobrze, jedziemy dalej. Oczywiście, jak to w Norwegii jedziemy głównie dolinami, bądź wzdłuż cieków wodnych lub wzdłuż linii brzegowej podziwiając cud surowej natury, w której człowiek stawia swoje budowle bez przesadnego ingerowania w przyrodę.

Sama droga trwa godzinę dwadzieścia pięć i jest to spowodowane głównie zwyczajowymi w tym kraju ograniczeniami prędkości.

Dla posiadczy Tesli, która jest w Norwegii masowo kupowana, nie jest to dobra wiadomość – nie ma się gdzie rozpędzić. No ale cóż, Norwegowie to urodzeni gadżeciarze, liczy się fakt posiadania, nie użyteczności.

Drogi są wąskie, praktycznie bez poboczy, a nawierzchnia rozwarstwia się – to efekt działających sił natury, które potrafią ze strumyczka stworzyć rwącą rzekę porywającą całe kontenery.

Zbliżając się do Tautry drogą pełną zakrętów mijasz coraz częstsze pola kempingowe, farmy, na których uprawiane są groch, ziemniaki, ogórki, sałata, cebula, zboża. Wiesz, że jesteś na Froście. Frosta to półwysep, o którym mówi się, że jest spichlerzem Trondheim. To bodajże jedno z ostatnich miejsc, w których można uprawiać płody rolne, bo potem ziemia jest bardzo uboga, a natura nie pozwala na zbiory.

Oczywiście nasi tu pracują, o czym świadczy choćby umieszczony na oknie długiego, białego piętrowego, drewnianego domu talerz Polsatu Cyfrowego.

Jadąc dalej natkniesz się na stojący na wzgórzu po prawej stronie obelisk. To Frostatinget, blisko 1000- letnie miejsce, w którym narodziła się lokalna demokracja, a dziesięć okolicznych gmin zawiązało porozumienie i ustaliło jedno prawo dla wszystkich. To tu odbywały się sądy, rozwiązywano spory. Obelisk otoczony jest przez 10 mniejszych kamieni połączonych łańcuchem. Każdy kamień to odpowiednik gminy należącej do porozumienia, a łańcuch to świadectwa połączenia wszystkich gmin w jeden prawny organizm.

Aż nadchodzi ten moment, gdy drogowskaz kieruje cię właśnie na Tautrę. Zanim skręcisz w wąską dróżkę zatrzymaj się na pobliskim parkingu i zeskocz z wzniesienia w lasek. Znajdziesz tam, obok jagód, brusznicy, grzybów i poziomek naskalne malunki, kolejne świadectwo przeszłości.

Swoją drogą to dziwne, jak bardzo Norwegowie nie potrafią wykorzystać marketingowo takich miejsc. Oczywiście, jest tablica informująca o tym, ale jeśli sam nie zmusisz się do dotarcia w to miejsce, za chiny nie trafiłbyś. Zero oznakowania, ścieżek, jakiejś pamiątki. No nic.

No dobrze, zbliżasz się wreszcie do tej Tautry i co. No chce ci się siku, tak? Widzisz stojącą na kolejnym parkingu, tuż przez wjazdem na groblę, budkę. To umywalnio- sikalnia. I po co to mówię. Z prostego powodu – tak czystego, ciepłego, zadbanego miejsca nie widziałem i nie zobaczę w Polsce, kraju mym nad Wisłą.

Nie możesz sobie ot tak wjechać na wyspę, o nie. Dróżka jest wąska, na szczęście stworzone zatoczki uniemożliwiają zatory. Zatrzymujesz się przed bramą, która automatycznie otwiera się, a zielony sygnał upewnia cię, że możesz wjechać.

I znajdujesz się poza światem, w którym bogactwo ptaków powala, onieśmiela i zachwyca. Gromady czapli, dosłownie chmury mew, o ile jest to sezon lęgowy robi niesamowite wrażenie. Jeśli zdecydujesz się na spacer dookoła wyspy sam zobaczysz, co to znaczy oddać się naturze.

Oczywiście po wszystkim możesz wynająć nocleg, bądź odwiedzić sklepik prowadzony przez zakonnice. Kupisz tam same lokalne dobra. Zresztą to zadziwiające, jak bardzo Norwegowie przywiązują wagę do sprzedaży lokalnych produktów spożywczych. Kupisz więc suszone mięso z Frosty, piwo warzone na Tautrze, soki sporządzanie przez zakonnice, dżem gruszkowo – buraczany, czy przepyszny miód z siekanymi orzechami. Tak tak, nie jest to tanie, ale pyszne i co ważne – zostaje w pamięci.

Przemek Saracen

 

Skomentuj używając swojego konta na Disqus, Facebooku, G+ lub korzystając z tradycyjnego systemu komentarzy

Dodaj komentarz