Bardzo lubię port w Stavanger, bo wchodzi on niemal do centrum miasta. Zresztą teren w pewnym momencie tak się obniża, jakby to jęzor lodowca zanurzał się we fjordzie. Port jest niewielki, stosunkowo wąski, a w sezonie letnim zatłoczony i aż dziw, że te wszystkie statki nie obijają się od siebie.
Dziękujemy, że nas czytasz! Będziemy ogromnie wdzięczni, jeśli zdecydujesz się wesprzeć Srebrny Kompas na Zrzutce! Dziękujemy!
Stoją tu zacumowane jachty, bez których Norwegowie żyć nie mogą, a na nabrzeżach stoją zacumowane statki weterani. Mają po sto lat, a pływają dziarsko po wodach Lysefjordu na przykład. Niedaleko za nimi lubi sobie przycumować statek inżynieryjny z wysoko zamontowaną platformą dla helikopterów na dziobie, a po drugiej stronie czają się kutry.
I w całym tym bałaganie jednego dnia wbijają do portu dwa transatlantyki wielkie jak góra. I nic nikomu się nie dzieje. Zwłaszcza, że między nimi pływają sobie jachty, motorówki, katamarany wycieczkowe.
Dzisiejszym zdjęciem dnia jest historyczny statek „Rogaland” statek pasażerski z 1929 roku, długi na 57 i szeroki na 10 metrów. Jest piękny i wygląda jak na pocztówce. Przekonajcie się o tym sami:




