Gdyby Lubin był krainą ze słynnych komiksów, to starówka pełniłaby rolę spokojnej osady, a osiedle Przylesie – gigantycznej, samowystarczalnej i niezdobytej twierdzy, w której tętni prawdziwe serce miedziowego grodu.
To tu trzepaki miały własne systemy rezerwacji, droga po bułki potrafiła zamienić się w sąsiedzką epopeję, a nawigacja bez znajomości układu blaszanych pawilonów graniczyła z cudem.
Czy możesz wesprzeć Miejski Magazyn 'Tu Lubin’?
Początek Wielkiej Płyty, czyli miedziowy boom lat 70.
Żeby zrozumieć skalę tego przedsięwzięcia, musimy cofnąć się do przełomu lat 60. i 70. XX wieku. Po odkryciu bogatych złóż miedzi przez Jana Wyżykowskiego do Lubina zaczęły ściągać dziesiątki tysięcy ludzi z całej Polski. Szybko stało się jasne, że urokliwe, ale kameralne stare miasto nie pomieści tysięcy górników, inżynierów i ich rodzin.
Terytorium i Granice: Gdzie zaczyna się i kończy to imperium?
- Od południa: granicę wyznacza ruchliwa ulica Piłsudskiego.
- Od zachodu: osiedle zamyka ulica Kombatantów.
- Od północy i wschodu: naturalną, zieloną barierą jest po prostu… las (oraz osiedle Polne i tereny rekreacyjne), który dał osiedlu jego dumne miano.
Samo osiedle (podzielone funkcjonalnie na mniejsze sektory, tzw. Przylesie I, II, III) wewnątrz tworzy tętniący życiem labirynt ulic. Znajdziemy tu m.in.: Sowią, Wyszyńskiego, Kruczą, Żurawią, Wronią, Leśną, Legnicką, Szpakową, , Jastrzębią, Orlą, Sokolią, Czyżykową.
Demografia: Od 28 tysięcy po dzisiejszy miks pokoleniowy
W czasach swojego największego szczytu demograficznego (na początku lat 80.) szacowano, że na samym Przylesie mieszkało ponad 28 tysięcy osób! Osiedle miało wówczas więcej mieszkańców niż niektóre całe dolnośląskie miasta powiatowe.
Osiedlowe Symbole, Sensacje i Legendy
1. „Kaczy Dołek”
Jeśli zapytasz rodowitego lubinianina o najważniejsze miejsce spotkań w rejonie ulicy Jastrzębiej i gen. Maczka, nie powie Ci o żadnym oficjalnym placu – od razu wskaże „Kaczy Dołek”.
2. Gigantyczna Świątynia: Kościół św. Maksymiliana Marii Kolbe
Kiedy na osiedlu z wielkiej płyty zaczęto stawiać kościół, nikt nie spodziewał się, że powstanie architektura tak monumentalna. Parafia została powołana w czerwcu 1981 roku, a pierwszą mszę odprawiono pod gołym niebem. Pod koniec 1981 roku teren poświęcił Prymas Polski, kardynał Józef Glemp.
3. Własny system edukacji: Szkoły Przylesia
4. Słynny „Kielich” – Najwyższa ścianka wspinaczkowa w Polsce
Na Przylesiu znajduje się też obiekt o ogólnokrajowej sławie sportowej – „Kielich”, czyli dawna, nieużywana wieża ciśnień o charakterystycznym kształcie, usytuowana przy ul. Pawiej (ponad 32 metry wysokości).
Jednak klasą samą w sobie są dwa miejsca grające we własnej lidze, a są to:
Klub Osiedlowy „U Walerka”
Gdyby osiedle Przylesie w Lubinie miało kiedykolwiek wyemitować własną walutę, na banknocie stuzłotowym nie byłoby orła, królów ani wielkich poetów. Byłby tam pan Walerek. W szczytowym okresie swojej świetności Klub Osiedlowy „U Walerka” przy ulicy Sportowej stanowił prawdziwe centrum wszechświata dla lokalnej młodzieży, mekkę gier planszowych i nieoficjalną ambasradę osiedlowej integracji.
Kim był legendarny Walerek?
Mówienie o panu Walerku wyłącznie jako o „pracowniku lubińskiej spółdzielni mieszkaniowej” to jak nazwanie Szekspira „facetem od pisania scenariuszy”. Pan Walerian był postacią-instytucją. Prawdziwym animatorem kultury z powołania, który posiadł rzadką umiejętność: potrafił odciągnąć dzieciaki od trzepaka, szwendania się po klatkach czy – w późniejszych latach – od pierwszych komputerów.
Klub pod jego wodzą był miejscem, gdzie czas płynął inaczej. Pan Walerek organizował turnieje warcabowe, wideo- seanse, rozgrywki w tenisa stołowego i zajęcia plastyczne. Miał niesamowitą cierpliwość i podejście do młodzieży – potrafił utrzymać porządek bez używania podniesionego głosu, a autorytet budował życzliwością, a nie zakazami. Dla wielu wychowanków z Przylesia był kimś w rodzaju osiedlowego wujka, który zawsze miał czas, dobre słowo i planszówkę pod ręką.
Co się stało z klubem?
Czas nie stoi w miejscu, a osiedla zmieniają swoje oblicze. Wraz z upływem lat, zmianami pokoleniowymi oraz odejściem pana Waleriana na zasłużoną emeryturę (i z czasem do wieczności), kultowa placówka na końcu ulicy Sportowej zakończyła swoją działalność. Budynek dawnego klubu przestał tętnić życiem, a wkrótce potem uległ rozbiórce.
Dla wielu mieszkańców Przylesia, którzy dorastali w latach 80. i 90., zniknięcie klubu było symbolem końca pewnej epoki — czasu, kiedy społeczność osiedlowa budowała się w jednym, wspólnym pokoju pełnym gier i hałaśliwej młodzieży.
Jak upamiętniono osiedlową legendę?
Mieszkańcy Lubina nie pozwolili jednak, by pamięć o panu Walerku zarosła trawnikiem. Dokładnie w miejscu, gdzie przez lata funkcjonował klub przy ul. Sportowej, powstał nowoczesny Skwer Walerka.
To nie jest zwykły fragment chodnika z ławką. Miejsce zaprojektowano tak, by nawiązywało do ducha patrona:
Pomnik Walerka: Na skwerze stanęła rzeźba przedstawiająca pana Waleriana siedzącego przy stoliku do gry w szachy/warcaby. Wygląda dokładnie tak, jak zapamiętali go wychowankowie – gotowy do kolejnej partii i rozmowy.
Zegar słoneczny: Wybudowano tam wyjątkowy, analematyczny zegar słoneczny, w którym wskazówką (gnomonem) staje się człowiek stający na odpowiednim miesiącu.
Plac zabaw i strefa gier: Powstał nowoczesny ogródek jordanowski oraz plenerowe stoliki do gier planszowych i szachów – tak, aby dzieciaki i dorośli nadal mogli robić to, do czego przez lata zachęcał ich pan Walerek.
Dziś Skwer Walerka to dowód na to, że prawdziwe autorytety nie muszą nosić garniturów i przemawiać z trybun. Czasem wystarczy mały klub osiedlowy, zestaw warcabów i serce otwarte dla dzieciaków z blokowiska.
Legendarny „Ave Cezar”
W historii każdego miasta istnieją miejsca, które w papierach figurują po prostu jako lokale gastronomiczno-handlowe, ale w rzeczywistości pełnią funkcję osiedlowych akceleratorów cząstek kulturalnych. Dla Lubina – a w szczególności dla tętniącego życiem Przylesia – takim miejscem był bez wątpienia Ave Cezar. Miejsce, w którym zapach pizzy mieszał się z potężnym brzmieniem gitar, a prosta knajpka stała się wylęgarnią talentów formatu światowego.
Pizza, piwo i… przewrót kulturalny
Gdyby ktoś w latach 90. wszedł do „Ave Cezara” na szybką pizzę, mógłby się mocno zdziwić. Zamiast cichego tła do konsumpcji placka z serem, trafiał w sam środek lokalnego bohemy-undergroundu. „Ave Cezar” szybko przestał być wyłącznie osiedlową pizzerią i pubem — stał się nieformalnym domem kultury dla każdego, kto zamiast disko wolał przesterowane gitary, autorski humor i twórczy zamęt.
To tutaj przy stolikach rodziły się najbardziej zwariowane pomysły, dyskutowano o sztuce do późnych godzin nocnych, a zaplecze i mała scenka widziały więcej scenicznej energii niż niejeden miejski amfiteatr. Lokalne zespoły miały tu swój azyl, a publiczność — pewność, że w piątkowy wieczór w „Cezarze” nie będzie nudy.
Wylęgarnia osiedlowych gwiazd: Od Świnki Halinki po Wiedźmina
Największym fenomenem „Ave Cezara” był fakt, że ten kameralny lokal na Przylesiu działał jak magnes na wyjątkowe osobowości. To tam skupiało się środowisko, z którego wyrosły formacje kojarzone dziś w całej Polsce (i nie tylko!):
Świnka Halinka i Beluch: To właśnie w tym klimacie i w kręgu przylesko-lubińskich muzyków kształtował się specyficzny, zdystansowany i pełen energii styl Świnki Halinki. Zespół, w którym kluczową rolę odgrywał m.in. charyzmatyczny Beluch, porywał publiczność absolutnym brakiem sztampy, dowcipem i piosenkami, które do dziś są hymnem tamtych lat dla mieszkańców miasta.
Mikołaj Rybacki i narodziny Percivala: Wśród bywalców i muzyków związanych z tamtą sceną dorastał również Mikołaj Rybacki. Kto by wówczas przypuszczał, że gość szarpiący struny w lubińskim pubie kilkanaście lat później stworzy folk-metalową potęgę Percival Schuttenbach oraz zespół Percival? Dziś Mikołaj to współautor ścieżki dźwiękowej do kultowej gry Wiedźmin 3: Dziki Gon (The Witcher 3), której utwory nucą miliony graczy na całym świecie — od Tokio po Nowy Jork. A wszystko zaczynało się od osiedlowego grania na Przylesiu!
Legiony wspamień z Przylesia
Dziś, choć czas płynie nieubłaganie, a osiedlowa mapa gastronomiczna wygląda zupełnie inaczej, „Ave Cezar” pozostaje w pamięci mieszkańców jako symbol niezależności, bezpretensjonalności i genialnej zabawy.
Legenda lokalu pokazuje prostą prawdę: nie trzeba wielkich filharmonii ani wielomilionowych budżetów, by stworzyć prawdziwą kulturę. Czasem wystarczy mały lokal na blokowisku, grupa zapaleńców, kawałek sceny i klimatyczne „Ave!” rzucone na powitanie przy barze.
W 1996 roku grupa zapaleńców ze Stowarzyszenia Miłośników Gór przekształciła nieczynny betonowy kolos w najwyższą w Polsce sztuczną ściankę wspinaczkową! Poprowadzono na jej zewnętrznych ścianach ekstremalne drogi wspinaczkowe, a widok ludzi zdobywających pionowy beton tuż obok wieżowców stał się wizytówką tej części miasta.
Osiedle Przylesie w Lubinie to nie po prostu zbiór bloków z wielkiej płyty. To tętniąca życiem ikona urbanistyki lat 70., symbol rozkwitu miedziowego grodu i przede wszystkim kopalnia niesamowitych historii.



Proponuję na przyszłość jednak minimum zaangażowania i chociaż przeczytanie bzdur, które wypluło AI przed wrzuceniem ich na stronę. Nie ma nawet co udawać, że było inaczej – nikomu z Lubina, kto przeczytał ten tekst nie umknęłoby, że SP14 i SP3 nie są na Przylesiu, a na drugim końcu miasta. Nie są też na tej samej ulicy.