najnowsze

zobacz również

Miasto w mieście, czyli jak powstawało osiedle Przylesie

- Advertisement -

Gdyby Lubin był krainą ze słynnych komiksów, to starówka pełniłaby rolę spokojnej osady, a osiedle Przylesie – gigantycznej, samowystarczalnej i niezdobytej twierdzy, w której tętni prawdziwe serce miedziowego grodu.

To tu trzepaki miały własne systemy rezerwacji, droga po bułki potrafiła zamienić się w sąsiedzką epopeję, a nawigacja bez znajomości układu blaszanych pawilonów graniczyła z cudem.

Czy możesz wesprzeć Miejski Magazyn 'Tu Lubin’?

Oto opowieść o tym, jak na skraju lasu wyrosło betonowe imperium ze swoimi szkołami, monumentami i miejscami, o których krążą niesamowite opowieści.

Początek Wielkiej Płyty, czyli miedziowy boom lat 70.

Żeby zrozumieć skalę tego przedsięwzięcia, musimy cofnąć się do przełomu lat 60. i 70. XX wieku. Po odkryciu bogatych złóż miedzi przez Jana Wyżykowskiego do Lubina zaczęły ściągać dziesiątki tysięcy ludzi z całej Polski. Szybko stało się jasne, że urokliwe, ale kameralne stare miasto nie pomieści tysięcy górników, inżynierów i ich rodzin.

Symboliczny start wielkiej budowy Przylesia datuje się na lata 1970–1972. Projektanci dostali zadanie niemal jak z powieści science-fiction: stworzyć gigantyczne osiedle w technologii wielkiej płyty. Miejscy planiści uznali, że betonowe bloki stojące tuż obok lasu to idealna synteza nowoczesności i natury. W ten sposób natura dostała betonowych sąsiadów, a mieszkańcy – szybki dostęp do spacerów i osiedlowych eskapad.

Terytorium i Granice: Gdzie zaczyna się i kończy to imperium?

Przylesie to jedno z największych osiedli mieszkaniowych w całym subregionie. Jego granice tworzą wyrazistą ramę urbanistyczną:
  • Od południa: granicę wyznacza ruchliwa ulica Piłsudskiego.
  • Od zachodu: osiedle zamyka ulica Kombatantów.
  • Od północy i wschodu: naturalną, zieloną barierą jest po prostu… las (oraz osiedle Polne i tereny rekreacyjne), który dał osiedlu jego dumne miano.

Samo osiedle (podzielone funkcjonalnie na mniejsze sektory, tzw. Przylesie I, II, III) wewnątrz tworzy tętniący życiem labirynt ulic. Znajdziemy tu m.in.: Sowią, Wyszyńskiego, Kruczą, Żurawią, Wronią, Leśną, Legnicką, Szpakową, , Jastrzębią, Orlą, Sokolią, Czyżykową.

Układ ulic i numeracja budynków na Przylesiu to materiał na pracę naukową z teorii chaosu. Mówi się, że kurierzy testowali tu swoją cierpliwość na dekady przed wynalezieniem GPS-u – wejście w głąb osiedla bez znajomości topografii groziło wyjściem za trzy dni… i to przez przypadek na osiedlu Polnym.

Demografia: Od 28 tysięcy po dzisiejszy miks pokoleniowy

W czasach swojego największego szczytu demograficznego (na początku lat 80.) szacowano, że na samym Przylesie mieszkało ponad 28 tysięcy osób! Osiedle miało wówczas więcej mieszkańców niż niektóre całe dolnośląskie miasta powiatowe.

W samej Spółdzielni Mieszkaniowej „Przylesie” – która przejęła pod swoje skrzydła stusztukową flotę budynków – zameldowanych jest dziś ponad 11 tysięcy lokatorów, a doliczając wspólnoty mieszkaniowe oraz obszary przyległe, całe osiedle stanowi dom dla znacznej części populacji Lubina.

Osiedlowe Symbole, Sensacje i Legendy

1. „Kaczy Dołek”

Jeśli zapytasz rodowitego lubinianina o najważniejsze miejsce spotkań w rejonie ulicy Jastrzębiej i gen. Maczka, nie powie Ci o żadnym oficjalnym placu – od razu wskaże „Kaczy Dołek”.

Nazwa wzięła się od naturalnego zagłębienia terenu, w którym po większych deszczach zbierała się woda, tworząc malowniczą kałużę – raj dla ptactwa i zmorę dla rodziców. Z czasem wyrosło tu kultowe centrum rekreacyjno-handlowe, legendarny klub muzyczny „Pepe”, a z czasem wypożyczalnia kaset video ze wszystkimi filmami, jakie mogłeś sobie wyobrazić.

2. Gigantyczna Świątynia: Kościół św. Maksymiliana Marii Kolbe

Kiedy na osiedlu z wielkiej płyty zaczęto stawiać kościół, nikt nie spodziewał się, że powstanie architektura tak monumentalna. Parafia została powołana w czerwcu 1981 roku, a pierwszą mszę odprawiono pod gołym niebem. Pod koniec 1981 roku teren poświęcił Prymas Polski, kardynał Józef Glemp.

Budowa ruszyła w 1982 roku. Kamień węgielny przywieziono z Niepokalanowa, a poświęcił go papież Jan Paweł II podczas wizyty we Wrocławiu w 1983 roku. Oficjalnej konsekracji tej olbrzymiej budowli dokonano w 1999 roku, a w 2023 roku uzyskała ona rangę Sanktuarium. Z kubaturą sięgającą niemal 49 tysięcy metrów sześciennych i charakterystyczną żelbetową dzwonnicą, świątynia jest najważniejszym punktem orientacyjnym na osiedlu.

3. Własny system edukacji: Szkoły Przylesia

Tak wielkie osiedle potrzebowało własnego zaplecza edukacyjnego. W wyścigu po wiedzę dzieciaki z Przylesia trafiały do słynnych osiedlowych placówek: Szkoły Podstawowej nr 12 (przy ul. Szpakowej), Szkoły Podstawowej nr 14 (przy ul. Norwida) czy Szkoły Podstawowej nr 3 (dawnego Zespołu Szkół nr 3 przy ul. Norwida). To na tutejszych boiskach rozstrzygały się najważniejsze mecze w regionie, a korytarze pamiętają tysiące osiedlowych historii.

4. Słynny „Kielich” – Najwyższa ścianka wspinaczkowa w Polsce

Na Przylesiu znajduje się też obiekt o ogólnokrajowej sławie sportowej – „Kielich”, czyli dawna, nieużywana wieża ciśnień o charakterystycznym kształcie, usytuowana przy ul. Pawiej (ponad 32 metry wysokości).

Jednak klasą samą w sobie są dwa miejsca grające we własnej lidze, a są to:

Klub Osiedlowy „U Walerka”

Gdyby osiedle Przylesie w Lubinie miało kiedykolwiek wyemitować własną walutę, na banknocie stuzłotowym nie byłoby orła, królów ani wielkich poetów. Byłby tam pan Walerek. W szczytowym okresie swojej świetności Klub Osiedlowy „U Walerka” przy ulicy Sportowej stanowił prawdziwe centrum wszechświata dla lokalnej młodzieży, mekkę gier planszowych i nieoficjalną ambasradę osiedlowej integracji.

Kim był legendarny Walerek?

Mówienie o panu Walerku wyłącznie jako o „pracowniku lubińskiej spółdzielni mieszkaniowej” to jak nazwanie Szekspira „facetem od pisania scenariuszy”. Pan Walerian był postacią-instytucją. Prawdziwym animatorem kultury z powołania, który posiadł rzadką umiejętność: potrafił odciągnąć dzieciaki od trzepaka, szwendania się po klatkach czy – w późniejszych latach – od pierwszych komputerów.

Klub pod jego wodzą był miejscem, gdzie czas płynął inaczej. Pan Walerek organizował turnieje warcabowe, wideo- seanse, rozgrywki w tenisa stołowego i zajęcia plastyczne. Miał niesamowitą cierpliwość i podejście do młodzieży – potrafił utrzymać porządek bez używania podniesionego głosu, a autorytet budował życzliwością, a nie zakazami. Dla wielu wychowanków z Przylesia był kimś w rodzaju osiedlowego wujka, który zawsze miał czas, dobre słowo i planszówkę pod ręką.

Co się stało z klubem?

Czas nie stoi w miejscu, a osiedla zmieniają swoje oblicze. Wraz z upływem lat, zmianami pokoleniowymi oraz odejściem pana Waleriana na zasłużoną emeryturę (i z czasem do wieczności), kultowa placówka na końcu ulicy Sportowej zakończyła swoją działalność. Budynek dawnego klubu przestał tętnić życiem, a wkrótce potem uległ rozbiórce.

Dla wielu mieszkańców Przylesia, którzy dorastali w latach 80. i 90., zniknięcie klubu było symbolem końca pewnej epoki — czasu, kiedy społeczność osiedlowa budowała się w jednym, wspólnym pokoju pełnym gier i hałaśliwej młodzieży.

Jak upamiętniono osiedlową legendę?

Mieszkańcy Lubina nie pozwolili jednak, by pamięć o panu Walerku zarosła trawnikiem. Dokładnie w miejscu, gdzie przez lata funkcjonował klub przy ul. Sportowej, powstał nowoczesny Skwer Walerka.

To nie jest zwykły fragment chodnika z ławką. Miejsce zaprojektowano tak, by nawiązywało do ducha patrona:

  • Pomnik Walerka: Na skwerze stanęła rzeźba przedstawiająca pana Waleriana siedzącego przy stoliku do gry w szachy/warcaby. Wygląda dokładnie tak, jak zapamiętali go wychowankowie – gotowy do kolejnej partii i rozmowy.

  • Zegar słoneczny: Wybudowano tam wyjątkowy, analematyczny zegar słoneczny, w którym wskazówką (gnomonem) staje się człowiek stający na odpowiednim miesiącu.

  • Plac zabaw i strefa gier: Powstał nowoczesny ogródek jordanowski oraz plenerowe stoliki do gier planszowych i szachów – tak, aby dzieciaki i dorośli nadal mogli robić to, do czego przez lata zachęcał ich pan Walerek.

Dziś Skwer Walerka to dowód na to, że prawdziwe autorytety nie muszą nosić garniturów i przemawiać z trybun. Czasem wystarczy mały klub osiedlowy, zestaw warcabów i serce otwarte dla dzieciaków z blokowiska.

Legendarny „Ave Cezar”

W historii każdego miasta istnieją miejsca, które w papierach figurują po prostu jako lokale gastronomiczno-handlowe, ale w rzeczywistości pełnią funkcję osiedlowych akceleratorów cząstek kulturalnych. Dla Lubina – a w szczególności dla tętniącego życiem Przylesia – takim miejscem był bez wątpienia Ave Cezar. Miejsce, w którym zapach pizzy mieszał się z potężnym brzmieniem gitar, a prosta knajpka stała się wylęgarnią talentów formatu światowego.

Pizza, piwo i… przewrót kulturalny

Gdyby ktoś w latach 90. wszedł do „Ave Cezara” na szybką pizzę, mógłby się mocno zdziwić. Zamiast cichego tła do konsumpcji placka z serem, trafiał w sam środek lokalnego bohemy-undergroundu. „Ave Cezar” szybko przestał być wyłącznie osiedlową pizzerią i pubem — stał się nieformalnym domem kultury dla każdego, kto zamiast disko wolał przesterowane gitary, autorski humor i twórczy zamęt.

To tutaj przy stolikach rodziły się najbardziej zwariowane pomysły, dyskutowano o sztuce do późnych godzin nocnych, a zaplecze i mała scenka widziały więcej scenicznej energii niż niejeden miejski amfiteatr. Lokalne zespoły miały tu swój azyl, a publiczność — pewność, że w piątkowy wieczór w „Cezarze” nie będzie nudy.

Wylęgarnia osiedlowych gwiazd: Od Świnki Halinki po Wiedźmina

Największym fenomenem „Ave Cezara” był fakt, że ten kameralny lokal na Przylesiu działał jak magnes na wyjątkowe osobowości. To tam skupiało się środowisko, z którego wyrosły formacje kojarzone dziś w całej Polsce (i nie tylko!):

  • Świnka Halinka i Beluch: To właśnie w tym klimacie i w kręgu przylesko-lubińskich muzyków kształtował się specyficzny, zdystansowany i pełen energii styl Świnki Halinki. Zespół, w którym kluczową rolę odgrywał m.in. charyzmatyczny Beluch, porywał publiczność absolutnym brakiem sztampy, dowcipem i piosenkami, które do dziś są hymnem tamtych lat dla mieszkańców miasta.

  • Mikołaj Rybacki i narodziny Percivala: Wśród bywalców i muzyków związanych z tamtą sceną dorastał również Mikołaj Rybacki. Kto by wówczas przypuszczał, że gość szarpiący struny w lubińskim pubie kilkanaście lat później stworzy folk-metalową potęgę Percival Schuttenbach oraz zespół Percival? Dziś Mikołaj to współautor ścieżki dźwiękowej do kultowej gry Wiedźmin 3: Dziki Gon (The Witcher 3), której utwory nucą miliony graczy na całym świecie — od Tokio po Nowy Jork. A wszystko zaczynało się od osiedlowego grania na Przylesiu!

Legiony wspamień z Przylesia

Dziś, choć czas płynie nieubłaganie, a osiedlowa mapa gastronomiczna wygląda zupełnie inaczej, „Ave Cezar” pozostaje w pamięci mieszkańców jako symbol niezależności, bezpretensjonalności i genialnej zabawy.

Legenda lokalu pokazuje prostą prawdę: nie trzeba wielkich filharmonii ani wielomilionowych budżetów, by stworzyć prawdziwą kulturę. Czasem wystarczy mały lokal na blokowisku, grupa zapaleńców, kawałek sceny i klimatyczne „Ave!” rzucone na powitanie przy barze.

W 1996 roku grupa zapaleńców ze Stowarzyszenia Miłośników Gór przekształciła nieczynny betonowy kolos w najwyższą w Polsce sztuczną ściankę wspinaczkową! Poprowadzono na jej zewnętrznych ścianach ekstremalne drogi wspinaczkowe, a widok ludzi zdobywających pionowy beton tuż obok wieżowców stał się wizytówką tej części miasta.

Osiedle Przylesie w Lubinie to nie po prostu zbiór bloków z wielkiej płyty. To tętniąca życiem ikona urbanistyki lat 70., symbol rozkwitu miedziowego grodu i przede wszystkim kopalnia niesamowitych historii.

Od wielkich murów Sanktuarium, przez wspinaczkowy „Kielich”, po gwarny „Kaczy Dołek” jego miejską legendą lądujących samolotów i tej o tajemniczej księżniczce – to miejsce stworzyło własną, unikalną tożsamość, do której zawsze wraca się z uśmiechem.
- Advertisement -
Przemysław Saracen
Przemysław Saracen
Publicysta, pisarczyk i człowiek pracy najemnej. Autor książki "Dzikie historie: Norwegia". Założyciel i wydawca magazynu "Srebrny Kompas".  Finalista polskiej edycji międzynarodowego konkurs scenariuszowego Hartley - Merill utworzonego przez Roberta Redforda. Wychowałem się w duchu Tony`ego Halika, małżeństwa Gucwińskich oraz komiksowych przygód Kajka i Kokosza i tarapatów, w jakie pakował się literacki wojak Szwejk. Lubię wszystko, co dobre i oryginalne. Czasem dobra rozmowa jest bardziej fascynująca, niż najbardziej wymyślny film.

1 KOMENTARZ

  1. Proponuję na przyszłość jednak minimum zaangażowania i chociaż przeczytanie bzdur, które wypluło AI przed wrzuceniem ich na stronę. Nie ma nawet co udawać, że było inaczej – nikomu z Lubina, kto przeczytał ten tekst nie umknęłoby, że SP14 i SP3 nie są na Przylesiu, a na drugim końcu miasta. Nie są też na tej samej ulicy.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

od tego autora