More

    „Wikingowie” z 1958 roku. Superprodukcja, która wprowadziła nordyckich wojowników do salonu popkultury

    Epoka Wikingów wciąż nas fascynuje, a serial “Wikingowie” oraz inne widowiska poświęconym synom Skandynawii święcą triumfy i trafiają do panteonu popkultury.

    Tymczasem w 1958 roku, w czasach tzw. Złotej Ery Hollywood powstaje epickie widowisko z niezapomnianym Kirkiem Douglasem, który nie tylko wystąpił w nim, ale je wyprodukował.

    W ten sposób spełnił swoje marzenie z dzieciństwa, kiedy to chciał choć przez chwilę być wikingiem.

    Ze względu na tematykę oraz ogromny sukces kasowy „Wikingowie”, bo o tym filmie mowa stał się bodajże pierwszym filmem rozpoczynającym masową fascynację Wikingami wśród ogółu publiczności. Przy budżecie szacowanym na 5 milionów dolarów film zarobił oszałamiające w tamtych czasach 7,6 miliona dolarów.

    „Wikingowie” byli superwidowiskiem w każdym calu. Zrealizowany w Technicolorze, z udziałem Kirka Douglasa, Tony’ego Curtisa, Janet Leigh i Ernesta Borgnine, wyreżyserowanym przez Richarda Fleischera, a rolę narratora pełnił sam Orson Welles!

    Do dziś uważa się, że tamten film był wyjątkowo epicki; w sumie to chyba jeden z najlepszych filmów akcji, jakie powstały. Bitwy, najazdy wikingów, ataki na zamek z klifu i walkę między Curtisem a Douglasem, która sprawia, że ​​pojedynek w takim „Princess Bride” wydaje się popierdółką.

    W swoim czasie film zawierał sceny o zaskakującej przemocy – wyłupienie oka, odcinanie ręki, wrzucenie żywego człowieka do dołu z wilkami. Na szczęście te mocne sceny równoważono humorem oraz ujęciami wspaniałych krajobrazów.

    Fabuła, jak na tamte czasy była prosta; przyrodni bracia Einar (Kirk Douglas) i Eric (Tony Curtis) walczą o tron ​​w Northumbrii w Wielkiej Brytanii. Bracia nie znają prawdziwej tożsamości drugiego i rywalizują o zwycięstwo, jednocześnie rywalizując o piękną księżniczkę Morgani (Janet Leigh).

    W tym obrazie mamy wszystko: bitwy, kulturę, humor, oryginalne skandynawskie lokacje i… charakterystyczną dla tego czasu (czasu, w jakim realizowano film) umowność realizacyjną i rzecz jasna masa realizacyjnych błędów. Jak choćby pojawiające się w kadrze mikrofony, czy ślady motorówki ciągnącej drakkar, ale umówmy się – jest to na tyle urocze, że machamy na to ręką i chłoniemy tę produkcję 🙂

    Oglądanie tego filmu dziś w wielu miejscach powoduje uśmiech pobłażania oraz taką rodzicielską wyrozumiałość wobec wielu błędów historycznych, jednak powiedzmy sobie szczerze – dziś ten „antyczny” film generalnie jest bardziej prawdopodobny, niż uwielbiany serial „Wikingowie”.

    „Wikingowie” Douglasa są w większości filmowani w majestatycznym Maurangerfjord – 7,5 milowej odnodze Hardangerfjord w gminie Kvinnherad w zachodniej Norwegii. Wielu mieszkańców nadal pamięta „kiedy Hollywood pojawił się w Kvinnherad”, a wielu statystów to lokalni mieszkańcy.

    Drakkary wikingów zostały odwzorowane na bazie tych, które widzimy w muzeum wikingów w Norwegii. Dacie wiarę, że trzy statki, które zostały zrekonstruowane na potrzeby filmu trzeba było przerabiać? Okazało się, że repliki były zbyt dokładne! Historyczni wikingowie okazali się niżsi, od swych aktorskich odpowiedników i w związku z tym trzeba było dokonywać poprawek.

    Najlepiej było to widać na przykładzie otworów na wiosła. Niektóre z nich musiały być pozatykane; aktorzy i statyści nie mogli bowiem wykonać pełnego obrotu wiosłem – najzwyczajniej w świecie zabrakło im miejsca na tę czynność!

    W jakimś sensie zachowanie Kirka Douglasa przypomina mi to, co robi dziś Tom Cruise; Kirk Douglas zaoferował wszystkim członkom obsady nagrodę za najlepszą brodę. Kiedy wszyscy pojawili się na planie z ogromnymi brodami, zaskoczeni ujrzeli idealnie ogolonego gwiazdora.

    W ramach przygotowań do filmu, reżyser Richard Fleischer spędził dwa lata badając cywilizację nordycką.

    Uwaga, spoiler alert! Gdy Tony Curtis zabił Kirka Douglasa, aktorzy uzgodnili, że w następnym filmie, czyli w „Spartakusie” to Douglas zabije Curtisa w Spartakusie (1960).

    Kolejny spoiler alert! W końcowej bitwie Einar stracił oko, a Eric rękę. W mitologii nordyckiej Odyn jest jednooki, a Týr jednoręki. Obaj są bogami wojny.

    A tak przy okazji; serial History Channel oraz produkcję Douglasa łączy nie tylko tytuł, lecz materiał źródłowy, na którym oparto historię. W obu przypadkach inspiracją stały się sagi o Ragnarze Lothbroku i jego synach.

    Jeśli macie czas i ochotę sięgnijcie po tę – co by nie gadać – ramotkę i być może zauważycie szereg odniesień, jakie dzisiejsze kino akcji zawdzięcza „Wikingom” Kirka Douglasa.

    A następnie obejrzyjcie Thora, czy coś z Gwiezdnych Wojen, by sprawdzić, jak Hollywood czerpie z dziedzictwa przeszłości.

    Miłego oglądania i niech Odyn będzie z wami!

    Przemek Saracen

    Najnowsze Wpisy

    Dziś Międzynarodowy Dzień Tajemniczego Ducha Gór. Pomóż go ratować.

    Choć w polskich ogrodach zoologicznych jest stosunkowo popularna, to w naturze żyje ich niespełna cztery tysiące. Dostojna, majestatyczna, niezwykle ubarwiona i... puchowa. Pantera Śnieżna....

    Rząd chce wydłużyć okres oczekiwania na zasiłek dla bezrobotnych

    Propozycja wydłużenia okresu oczekiwania na zasiłek dla bezrobotnych przedstawiona przedstawiona w budżecie państwa na rok 2021. Minister pracy i spraw społecznych Henrik Asheim (partia Høyre)...

    Zobacz świetne graffiti wkomponowane w otoczenie. Niezwykła galeria.

    Zacząłem doceniać graffiti dopiero po wyjeździe do Norwegii. To tam zobaczyłem pomysłowe aranżacje, niezwykłe połączenia gotowych elementów środowiska i malunków tworzących nową, odżywczą całość....

    Powiązane Wpisy

    3 Comments

    Leave A Reply

    Please enter your comment!
    Please enter your name here

    Stay on op - Ge the daily news in your inbox