fbpx
piątek, 18 czerwca, 2021
18.7 C
Sobótka

Ten dzień w historii: inwazja na Normandię.

II wojna światowa była jednym z najbardziej okrutnych wydarzeń w dziejach świata. Pamięci nie starczyłoby, by zliczyć bitwy, w których ginęły niewyobrażalne ilości żołnierzy i cywilów. To wtedy swój szczytowy moment osiągnął organizowany przez państwo przemysł ludobójstwa.

Aliancki desant na plaże Normandii był jednym z takich wydarzeń. Co prawda w jego efekcie niemiecka linia obrony została przełamana i utworzono drugi front II wojny światowej, ale ze 150 tysięcy młodych chłopaków atakujących hitlerowskie umocnienia 2 500 z nich zginęło w bezpośrednim ataku, a 6 500 zostało rannych.

Operacja Overlord

Był ranek 6- ego czerwca 1944- ego roku, gdy pięć tysięcy okrętów przewożących trzydzieści tysięcy pojazdów i sto pięćdziesiąt tysięcy alianckich żołnierzy rozpoczęło szturm na normandzkie wybrzeże okupowanej Francji.

Aby pokonać Hitlera należało stworzyć drugi front. Mimo, iż wojna trwała piąty rok Niemcy wciąż panowali w Europie. Rosjanie dopiero rozpoczynali swój triumf, a Wielka Brytania i USA wciąż zastanawiały się co robić.

W końcu sojusz Amerykanie, Brytyjczycy i Kanadyjczycy zdecydowali się działać, jednak postanowienie o inwazji nie było najtrudniejsze: teraz trzeba było ją zaplanować, zorganizować i wprowadzić w życie, jak również wziąć odpowiedzialność za tysiące śmiertelnych ofiar amerykańskich, kanadyjskich i brytyjskich żołnierzy.

Rozpoczął się wyścig z czasem. Logistycy, propagandziści i stratedzy obu armii gorączkowo ruszyli do prac. Stawka była zbyt duża, by pozwolić sobie na niepowodzenie.

Należało odpowiedzieć sobie, gdzie otworzyć drugi front. Ze względu na położenie Wielkiej Brytanii, która stanowiła bazę wypadową, posiadała porty przeładunkowe oraz lotniska, północ Europy była oczywistym wyborem.

Wydawałoby się, że podobna zasada będzie obowiązywać przy wyborze miejsca inwazji, jednak alianccy sztabowcy zdawali sobie sprawę, że Niemcy również nie próżnują i rozpatrują różne scenariusze obrony przed atakiem.

W tym celu miejscem lądowania wybrano miejsca nie posiadające zaplecza technicznego, które mogłyby obsłużyć nacierającą armię. To wszystko trzeba było stworzyć od zera, o ile uda się przełamać hitlerowską linię obrony. A tymczasowy port mogą przecież już po wszystkim postawić wojska inżynieryjne.

Miejscem ataku wybrano francuskie plaże Normandii. Było ich pięć o umownej nazwie: Omaha, Utah, Pluton, Gold i Sword.

Alianci mieli świadomość, że linia brzegowa nie jest miejscem dziewiczym, jeśli chodzi o stanowiska obronne. Zdawali sobie sprawę, że Niemcy przygotowują się na starcie. Dlatego równolegle realizowali operację „Fortitude”, ale o niej powiemy troszkę później.

W 1942 roku Adolf Hitler podjął decyzję o budowie tzw. Wału Atlantyckiego, który miał być ochroną przed ewentualnym atakiem wojsk alianckich. Pozostałości tej konstrukcji widoczne są do dziś. Wiemy zatem, że nie jest to konstrukcja na wzór opasającego wybrzeże muru lecz sieć rozmaitych umocnień ciągnących się przez blisko pięć tysięcy kilometrów.

Rok później, znany jako „Lis Pustyni”, feldmarszałek Erwin Rommel zostaje odpowiedzialny za funkcjonalność Wału Atlantyckiego. Po dokonaniu inspekcji umocnień złapał się za głowę i uznał je za niewystarczające.

Niemcy błyskawicznie rozbudowali obiekty wzbogacając je o betonowe bunkry wyposażone w gniazda artyleryjskie i ciężkich karabinów maszynowych. Rozmieszczono miliony min na istniejących już polach minowych oraz pięćset tysięcy metalowych przeszkód mających za zadanie rozerwać poszycie w dnie łodzi desantowych. Były to zwykle wbite w dno paliki lub podobne konstrukcje uniemożliwiające operowanie pojazdami na plażach.

Pola leżące za plażami zostały „nadziane” drewnianymi palami, zalane wodą oraz zaminowane.

Biorąc to wszystko pod uwagę Rommel zdawał sobie sprawę, że przedsięwzięte środki były niewystarczające. Rozumiał, że powstanie drugi front, który osłabi siły niemieckiej armii, która od tej pory będzie rozdzielona na dwoje.

Dlatego też „Lis Pustyni” miał nadzieję nie na odparcie przeciwnika, co jego spowolnienie do momentu nadejścia posiłków.

Wróćmy do alianckich przygotowań do D- Day.

Kiedy już podjęto decyzję o lokalizacji, należało wybrać datę rozpoczęcia działań. I tu z pomocą przyszedł sztabowcom… księżyc. Nieoczekiwanym sprzymierzeńcem okazała się pogoda, ale w momencie podjęcia decyzji o ataku nikt o tym nie wiedział. Na swoje nieszczęście również Niemcy.

W materiale o uwolnieniu kontenerowca w Kanale Sueskim opisaliśmy sposób, w jaki księżyc wpłynął na akcję ratunkową.

Identyczna zasada pomogła aliantom w zaplanowaniu daty D- Day. Oczywiście znaczącym argumentem był czas potrzebny na zebranie sprzętu, uzupełnienie amunicji, serwisowanie samolotów, czy szkolenie żołnierzy. Po wybraniu lokalizacji następna była decyzja o dacie. Ale najważniejszym czynnikiem był odpływ i pełnia księżyca, co wprost prowadzi nas do 5- go czerwca 1944- ego roku.

I choć wspomnieliśmy o przygotowawczych działaniach niemieckiej armii to musimy mieć świadomość, że mimo gorączkowych działań uprzedzających, element zaskoczenia wciąż jest czynnikiem decydującym o powodzeniu.

Wiemy to choćby z czasów współczesnych, gdy islamscy terroryści dzięki pomysłowości i zaskoczeniu potrafią skutecznie zaatakować nowoczesne, doskonale uzbrojone i wyszkolone armie.

Nie inaczej było podczas planowania inwazji na Normandię. Sojusznicy wiedzieli, że Niemcy uzbrajają Wał Atlantycki. Powiedzmy wprost: operacja „Overlord” sama w sobie była wysłaniem młodych chłopaków na rzeź. Niezależnie od wszystkiego można było spodziewać się potwornych strat. Jak to wytłumaczyć rodzinom poległych, jak to wytłumaczyć ludziom?

Dlatego kurczowo trzymano się elementu zaskoczenia. Dzięki niemu może udałoby się ograniczyć straty ludzkie. Przecież gdyby Niemcy dowiedzieli się gdzie i kiedy rozpocznie się atak, plany aliantów skończyłyby się masakrą na skalę niespotykaną.

Operacja „Fortitude”

Należało oszukać Niemców. W tym celu wprowadzono równie skomplikowaną operację fałszywej inwazji. Nosiła ona nazwę „Fortitude”. Podobnie jak okupanci mieli świadomość, że nie zdołają odeprzeć ewentualnej konfrontacji a jedynie opóźnią przebijające się armie wroga, tak alianci wiedzieli, że Niemcy wiedzą. Chodziło o to, by nie wiedzieli, w którym miejscu nastąpi bitwa.

W ramach „Fortitude” wykorzystano podwójnych szpiegów. W eterze rozbrzmiewała fałszywa korespondencja radiowa. Powstały fałszywe armie oraz sztuczne uzbrojenie sugerujące olbrzymią przewagę wojsk alianckich. U wybrzeży Hiszpanii podrzucono trupa, który wyposażony w fałszywe niby ściśle tajne dokumenty uwiarygadniał mistyfikację.

Wszystko wskazywało na to, że plan udał się i można ruszyć na Normandię. Załadowanie sprzętu przebiegło nadzwyczaj sprawnie, a żołnierze już czekali na pokładach statków. Niestety nieoczekiwanie rozpętała się potężna burza, która opóźniła operację, ale tylko o dobę.

I to był ten dodatkowy czynnik, który nieoczekiwanie wsparł aliantów. Niemcy, których również dotknęła burza święcie wierzyli, że w takich warunkach inwazja jest niemożliwa. W końcu siła wiatru sięgała 72 km na godzinę. Sam Rommel nie wierzył, że wróg zdecyduje się atakować w takich warunkach i piątego czerwca pojechał na pięćdziesiątkę swojej żony. Jak pokazała przyszłość, miał czego żałować.

W powszechnej świadomości D- Day znany jest z desantu ogromny sił piechoty. Znakomity film Stevena Spielberga z porażającymi zdjęciami Janusza Kamińskiego „Szeregowiec Ryan” utrwalił w naszej świadomości ten pogląd. Tyle, że rzeczywistość jest troszkę inna.

Było jeszcze ciemno, gdy Wielką Brytanię opuściły pierwsze bombowce ciągnące sześć szybowców, w których znajdowało się 180 spadochroniarzy. Po pomyślnym lądowaniu na terytorium wroga zajęli mosty na rzece Orne oraz nad kanałem Caen. Zadanie to było bardzo ważne ze względu na opanowanie szlaków, którymi ruszą Amerykanie i Brytyjczycy po tym, jak już przełamią niemieckie linie obrony.

To nie koniec wyczynów spadochroniarzy, bowiem chwilę później z angielskich pasów startowych poderwało 900 samolotów C- 47. Niestety Niemcy zauważyli nadlatującą armadę i uruchomili baterie przeciwlotnicze. W efekcie lecące zwartym szykiem C- 47 rozproszyły się, a spadochroniarze musieli skakać „jak leci”.

Prowadziło to do wielu tragedii, gdyż nie tylko, że żołnierze nie byli w stanie wylądować we wcześniej zaplanowanych miejscach.  Atak artylerii przeciwlotniczej sprawiał, że trzeba było czym prędzej wyskakiwać z samolotów. W ten sposób spadochroniarze ginęli uderzając w ziemię, zastrzeleni przez snajperów. Niektórzy z nich lądowali na drzewach, po czym byli wyłapywani i zabijani na miejscu. Inni tonęli w zalanych polach – ciężki wyposażenie ciągnęło ich na dno. Mimo strat osiągnęli wyznaczony cel: zajęli wieś Mere Eglise, która była ważnym strategicznym celem.

Można powiedzieć, że atak spadochroniarzy był w jakimś sensie kontynuacją operacji „Fortitude” i zmylił Niemców, którzy nie zdawali sobie sprawy z tego, że w ich kierunku zmierza inwazja rzygających ze strachu, ale i żądnych zwycięstwa aliantów.

Około 2- ej w nocy amerykańsko angielska flota zajęła pozycje u wybrzeży Francji. Fale rzucały wszystkim, co tylko się dało, a podatni na chorobę morską żołnierze umierali ze strachu.

Zaczęło się.

Powietrzem targnął huk dział floty skierowanych na wybrzeże, a dwa tysiące zjednoczonych samolotów bombardowały hitlerowskie umocnienia.

Równolegle z ostrzałem do walki ruszyły łodzie desantowe liczące po trzydzieści miejsc każda. Już samo wejście na nią było obarczone ryzykiem. Łódź tańczyła na półtorametrowych falach, a drabiny po których żołnierze schodzili były bardzo śliskie. Na dodatek każdy z nich miał na sobie 40 kilogramów sprzętu. Trzeba było uważać, by nie stracić równowagi i nie runąć w otchłań, z której nie było już możliwości wypłynięcia. Niestety takie przypadki nie były rzadkością.

Oczywiście Niemcy nie czekali bezczynnie i odpowiadali ogniem.

Kiedy łodzie desantowe były już zapełnione, zbierały się w wyznaczonym punkcie, który znajdował się poza zasięgiem artylerii wroga. Miejsce to nazwane „Piccadilly Circus” i to w nim gromadziły się łodzie desantowe, zanim nie nadszedł rozkaz ataku.

Ten nastąpił o godzinie 6.30, gdy aliancki ostrzał ustał. Inwazja przeszła do kolejnej fazy. Amerykańskie oddziały ruszyły na plaże Utah i Omaha. Brytyjczycy zaatakowali Gold oraz Sword. Z kolei Kanadyjczycy mieli opanować Juno.

Ruszyli.

Ciężko opisywać, z czym ci młodzi ludzie mieli do czynienia. Zalani deszczem, ogłuszeni hukiem fal i eksplodującymi łodziami ich towarzyszy, przerażeni nieustannym ogniem ciężkich karabinów maszynowych, którymi dosłownie koszeni byli ci z żołnierzy, którym udało opuścić się łodzie desantowe.

Plaże szybko pokryły się trupami i spłynęła krwią i flakami. Woda zmieniła kolor na czerwony. Żołnierze, którzy wpadli do wody już niej nie wypłynęli obciążeni sprzętem.

To była hekatomba, która przerosła wyobrażenia dowódców planujących tę inwazję. Na szczęście w miarę napływania kolejnych fal łodzi desantowych udawało przedostać w jednym kawałku pod niemieckie stanowiska obrony.

Pomogły w tym specjalnie zaprojektowane pojazdy, między innymi czołgi. W ten sposób zadebiutował czołg Duplex Drive, którego podstawę stanowił czołg Sherman mogący unosić się na wodzie, dzięki czemuś w rodzaju specjalnego pasa.

Wykorzystano również czołgi z zamontowanym z przodu kręcącym się wałem, do którego przymocowano metalowe łańcuchy, co pomagało nie tylko usunąć zasieki, ale oczyszczać plaże z min.

Alianci wydzierali sobie plaże kawałek po kawałeczku, ale wszystko szło z planem. Niestety nie na każdej plaży. Problemy mieli Kanadyjczycy, których łodzie zostały zepchnięte z kursu przez prądy morskie. W wyniku tego atak został opóźniony o pół godziny, a w tym czasie doszło do przypływu, w wyniku którego miny i zasieki Rommla schowały się pod lustro wody. Co prawda Kanadyjczycy ostatecznie opanowali sytuację, ale kosztem przeszło tysiąca żołnierzy.

Tymczasem na plaży Omaha doszło do rzezi. Okazało się, że atakujący Amerykanie stanęli przed bunkrami nienaruszonymi przez ostrzał artyleryjski. Niemiecka linia obronna była praktycznie nienaruszona.  Bunkry stały na klifie znajdującym się ponad 30 metrów ponad linią plaży, przez co alianccy żołnierze stanowili cel najłatwiejszy z możliwych.

Spytacie, co z czołgami? Przecież oddziały atakujące Omahę musiały mieć ich wsparcie. I miały. Tyle, że potonęły.

Pomiędzy plażami Omaha i Utah Niemcy postawili niezwykle silny punkt artyleryjski, który mógł kontrolować obydwie plaże. Tylko głupi by nie zauważył, że zniszczenie tego miejsca pomoże aliantom najzwyczajniej w świecie uratować skórę.

W tym celu wysłano specjalną jednostkę Rangersów, którzy mieli zniszczyć punkt nazwany „Pointe du Hoc”.

Żołnierze dotarli do celu nie bez przeszkód, bo przypływ zniósł ich łódź. Po opóźnieniu wynoszącym pół godziny rozpoczęli atak. Dzięki odpalonym na szczyt klifu hakom wspięli się górę. Spełnili są powinność urządzając hitlerowcom piekło na ziemi: dzięki granatom termitowym zniszczyli i działa i bunkry.

Nazajutrz po inwazji rozpoczęto montaż tymczasowych „portów”, których elementy były ciągnione przez holowniki.

D- Day, mimo ogromnych ofiar zakończył się powodzeniem. Aliantom udało się zmylić przeciwnika, pogoda działała na ich korzyść. Nawet „Lis Pustyni” Rommel, a raczej jego pycha pomogły wojskom brytyjsko – amerykańsko- kanadyjskim.

Potęga armii niemieckiej załamała się. Drugi front stał się faktem. Alianci weszli do Francji, czego ciekawym dla nas, Polaków efektem było między innymi zestrzelenie hitlerowskiego samolotu, w obsadzie którego był znany nam Tony Halik.

Sukces D-Day był początkiem końca nazistowskich Niemiec. Jedenaście miesięcy później polscy radzieccy żołnierze zatknęli swoje sztandary na ruinach Reichstagu pieczętując koniec najstraszliwszej wojny w dziejach.

Przemek Saracen
Wychowałem się w duchu Tony`ego Halika, małżeństwa Gucwińskich oraz komiksowych przygód Kajka i Kokosza i tarapatów, w jakie pakował się literacki wojak Szwejk. Lubię wszystko, co dobre i oryginalne. Czasem dobra rozmowa jest bardziej fascynująca, niż najbardziej wymyślny film.

KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Zobacz również

“Polacy i polaczki”. Nie lubią się, pierwsi nie lubią drugich, bo się za nich wstydzą, a polaczki nie lubią Polaków, bo nie lubią nikogo.

Polacy za granicą dzielą się na dwie, zasadnicze grupy: Grupa A – Polacy, Grupa B – polaczki. Grupa A, to...

“Festiwal Czarownic”. Stulecie Mirmiłowa, nowy wróg i dużo magii.

Mirmiłowo obchodzi setną rocznicę założenia grodu, a w ramach wielkiej fety odbywa się festiwal czarownic. Zbójcerze zawiązują...

TOP 5 atrakcji w Sobótce i okolicach

Oddalona ledwie pół godziny od Wrocławia Sobótka stanowi idealne miejsce na rodzinny weekendowy wypad. Mroczna, tajemnicza słowiańska...

Skarby wrocławskiego ZOO: “Wilcza Ostoja”.

Wilk, choć wydaje się dosyć pospolity jest zwierzęciem niezwykłym. Towarzyszą mu legendy, upiorne opowieści, tajemnicze zdarzenia i...

Metallica. “Hardwired… To Self-Destruct”. Kawał dobrej muzyki, o której zapomnimy zaraz po jej wysłuchaniu.

Powiem tak: nie mam wobec Metalliki jakichś szczególnych wymagań dotyczących jej twórczości. Wystarczy mi, że wyniosła ciężkie granie...
Sobótka
bezchmurnie
18.7 ° C
21 °
16 °
80 %
2.7kmh
1 %
pt
29 °
sob
30 °
nie
29 °
pon
26 °
wt
20 °

Podróżujemy

Czerwone jak cegła, czyli skąd się bierze skandynawski szał na domki w kolorze Falu...

Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów skandynawskiego krajobrazu są pomalowane na czerwono budynki. Nie jest to klasyczna czerwień, jaką widzimy wokół siebie. To czerwień faluńska,...

“Srający Chłopek” pod Świdnicą. Pomnik czy prowokacja sięgająca 1935 roku?

Różne pomniki widziałem, ale coś takiego ujrzałem pierwszy raz w życiu. Kiedy po drodze do Świdnicy zaparkowaliśmy na poboczu drogi leżącej przy świdnickiej oczyszczalni...

Murem za Hitlerem, czyli co się stało pod Lubinem w 1932 roku?

Dziś to już jedynie historyczna ciekawostka. Ale także świadectwo trudnych kolei losu jakie są udziałem tej ziemi. Nadal odkrywamy tajemnice Dolnego Śląska i Ziemi...

Przygotuj miejsce na paszport szczepionkowy. Bez niego zapomnij o swobodnym podrożowaniu.

Branża turystyczna jest jedną z najbardziej dotkniętych przez pandemię nie dziwi więc fakt, że poszukiwane są w niej rozwiązania mające ożywić ten sektor gospodarki....

Już za dwa lata wejdziemy na odtworzoną arenę rzymskiego Kolosseum. Włosi prezentują ambitny projekt.

Włosi szykują nową atrakcję dla turystów odwiedzających słynne rzymskie Koloseum. Już za dwa lata będziemy znaleźć się w samym centrum areny, na której odbywały...