16.6 C
Sobótka
sobota, 21 maja, 2022
Strona głównaNowePolska scena polityczna na początku 2022. Analiza i wnioski "Monitora Politycznego"

Polska scena polityczna na początku 2022. Analiza i wnioski “Monitora Politycznego”

Powiązane historie

Utarło się już powiedzenie, że zwykły szarak nie ma pojęcia o polityce, a jej meandry są na granicy tajemnicy Watykanu, KGB, CIA i Korei Północnej razem wziętymi. I o ile tak jest, to na nasze własne życzenie.

Polityka i jej stan wynikają głównie ze stanu państwa, a ten wynika z naszych wyborów i naszych granic, które określamy względem polityków. A te są w ostatnim czasie na wyjątkowo niskim poziomie. Oczekujemy jedynie wojny i zwalczania jednych drugimi, zemsty, a nie programów, ofert i przejrzystości w życiu publicznym. Pozwalając na to sami psujemy państwo i politykę, więc przestańmy biadolić na polityków.

W ostatnim czasie mam wrażenie, że polityki nie rozumie też klasa polityczna, ale wynika to z kilku rzeczy. Wielu ludzi jest przypadkowych i za pewne synekury lub czerwone dywany robią za tło. Część polityków zwyczajnie nie ogarnia tego intelektualnie, a pozostali są poza systemem decyzyjnym, który jest w rękach jednej osoby lub kilku, tych najbliższych, którzy mają dostęp do ucha guru. Choć i te kółeczka mają często jedynie złudne poczucie wiedzy i wpływu na decyzje partii.

Nie sposób pominąć tutaj Twitter’a, który jest najbardziej upolitycznionym medium społecznościowym, polem bitwy partii politycznych oraz kuźnią i treningiem partyjnych żołnierzy. Dla bardzo wielu użytkowników Twitter daje poczucie udziału w czymś wielkim i wpływu na politykę. Częściowo mają rację, ale mocno przeceniają swoją rolę i najczęściej przypominają wiejskich filozofów. Mało kto potrafi sformułować własne opinie, dokonać własnej analizy czy postawić diagnozę. Dla wielu jest to tablica ogłoszeń, kopiuj/wklej, ale też szansa na zarobek. W postaci potencjalnych synekur, czy zwyczajnie udziału w farmie trolli. Dla wielu chęć wymiany zdań z politykiem jest czymś, co doprowadza ich do orgazmu. Zapominają tylko, że są zwykłym narzędziem.

Analizowanie obecnej sceny politycznej jest wyjątkowo łatwe. A stawianie diagnoz jeszcze łatwiejsze. Szkoda, że mało kto potrafi to czynić i to widać gołym okiem. W polskiej polityce widoczna jest partyzantka i przedszkole. A wszelkie analizy i ich spełnianie mogą być głównie zaburzane przez zjawiska, których nie da się przewidzieć, pandemia, inflacja, ceny gazu, sytuacja na granicy. I głównie one mogą kształtować scenę polityczną.

Zwykły wyborca nie rozumie zależności wśród partii i ich wspólnych relacji, oficjalnych i tych nieoficjalnych. Wrogiem PiS wcale nie jest PO, jak wydawałoby się większości. Największym wrogiem PiS jest Konfederacja, o której flankę wciąż walczy PiS. Z tego wynika również obecna bezsilność wobec przeciwników szczepień i ogólnie tzw. foliarzy. Podobnie, jak obrona Konfederacji w sporze z Facebook. I nie chodzi tutaj o przychylność polityków Konfederacji, bo oni ostatecznie się podzielą. Jednej części bliżej do PiS, a drugiej do PO. Tutaj chodzi o przychylność wyborców Konfederacji. PiS skutecznie zdetronizował PSL, a jej obecny skład miota się pomiędzy PiS, a PO. W jedną stronę mentalnie, a w drugą towarzysko. Lewica nie stanowi dla PiS żadnego zagrożenia. Pod względem socjalnym PiS przejął cały elektorat lewicowy.

A w sensie światopoglądowym, to lewica jest potrzebna PiS jak powietrze. Każde osłabienie lewicy w tym względzie, to wzmocnienie PO, czego PiS nie chce. Podobnym powietrzem dla PiS jest PO, ale jedynie do momentu przekroczenia progu 30%. Do tego pułapu PO pozwala na dzielenie Polski na pół i jej podpalanie. Polaryzacja jest bardzo na rękę obu partiom. Pozwala utrwalać wrażenie, że po prawej stronie jest tylko PiS, a po lewej jedynie PO. Stąd, jak wiele razy mieliśmy możność obserwować, obie partie potrafią dobrze współpracować, kiedy jest to w ich interesie i pozwala na dzielenie tortu bez dodatkowych beneficjentów.

Na koniec Polska2050, wobec której stosunek PiS jest najbardziej ambiwalentny. Z jednej strony, tylko ta partia, obok Konfederacji, ma realne szanse na odebranie wyborców PiS, ale z drugiej strony walczy o podobnego wyborcę z PO i pozwala trzymać PO pod progiem 30%, co jest dla PiS priorytetem.

Zajmijmy się teraz PO i jej relacjami z innymi podmiotami. Relacje z PiS omówiłem wyżej i z perspektywy PO nie ma większych różnic. Największym politycznym sprzymierzeńcem PO, co może wydawać się szokujące, jest Konfederacja, bo głównie ona może sprawić, że PiS spadnie poniżej 30%. No przecież nie PO, której wiarygodność w oczach wyborców prawicowych jest żadna. Konfederacja, a raczej jedna z jej części, to potencjalny partner koalicyjny dla PO, co potwierdzają prowadzone rozmowy i kilku łączników pomiędzy tymi partiami.

PSL, to od zawsze potencjalny koalicjant. Od dawna odnoszę wrażenie, że prezes PSL jest w miłosnym uścisku szefa PO, choć ostatnio ten uścisk jest poluźniany na skutek 3 czynników. Dodatkowej persepktywy, bardziej wytłumaczalnej programowo, w postaci współpracy z Polska2050, piłowania katolików i części PSL, której bliżej do PiS, co ostatnio mocno podkreślają. PO ma dwóch największych przeciwników, lewicę i Polska2050. Lewicę już zdetronizowała, w dużej mierze na same życzenie Lewicy i w wyniku bylejakości tej formacji. W tym celu było opiłowywanie lewicy z jej polityków od kilku lat. W tym celu powstała nijaka Inicjatywa Polska, która miała sprawić wrażenie faktycznego bycia w PO, ale na papierze bycia niezależnym.

Nie bez znaczenia był kret, który od dawna rozpracowywał lewicę, a ostatnio doszło nawet do jej rozbicia, które przy właściwej retoryce mogłoby przynieść lewicy korzyść. Nie bez znaczenia są plotki o planach powstania nowej formacji liberalnej światopoglądowo, która miałaby odebrać lewicy dodatkowe procenty, ale ostatecznie trafić na listę PO. A ta partia nauczyła nas już takich sztuczek, budowania pozornych podmiotów, które miały jedynie za zadanie ogłupić wyborcę. Kiedy Lewica dojdzie w sondażach do poziomu 5%, wtedy jej politycy będą błagać o miejsca na liście PO, ale już tylko na warunkach PO, która chętnie przyjmie lewicę, ale jako paprotkę, którą będzie bardzo łatwo rozegrać po wyborach. Drugim największym przeciwnikiem PO i jedynym, który tak naprawę zagraża PO, a szczególnie w osiągnięciu sufitu 30% jest Polska2050, wobec której atak trwa od dawna, a ostatnie dni i tygodnie sprawiają wręcz wrażenie desperacji PO.

Z perspektywy PO, Polska2050 miała walczyć jedynie z PiS, odbierać im wyborców, którzy nigdy nie zagłosowaliby na PO, i na koniec przynieść ich pokornie na tacy w postaci wspólnej listy wyborczej, zbudowanej na zasadach określonych przez PO. W momencie, kiedy Polska2050 trzyma się na mocnej pozycji trzeciej siły i walczy nie tylko o wyborcę PiS, ale też PO, co bezsprzecznie wynika z badań socjologicznych i profilów obu partii, staje się zagrożeniem. Jedynym ratunkiem dla PO jest bezsilność Polska2050, która nie ma pomysłu na zagrożenie PO na pozycji lidera. PO liczyła na szczeniaczka, którego weźmie na smycz, a Polska2050 się nie daje, i to najbardziej irytuje PO.

Polska2050 nie ma żadnego interesu walki z PSL. Profile wyborców nie są spójne, a PSL wydaje się najlepszym koalicjantem dla Polska2050. Nie mogę pojąć, dlaczego obie partie nie ogłosiły jeszcze wspólnego bloku, co natychmiast doprowadziłoby do przekroczenia przez ten blok 20% i zbliżenie się lub nawet w dalszej perspektywnie przeskoczenie PO. W Polska2050 jest bardzo dużo lewicowych wyborców, choć PO chce wykreować obraz Polska2050 jako partii kościółkowej, czemu przeczą ostatnie sondaże, które potwierdzają, że najbliżej ołtarza jest PiS, PSL i PO. Wyborcy Polska2050, to wyborcy zdesperowani w szukaniu zmiany i rozwalenia obecnego układu POPiS.

Wielu lewicowych wyborców woli wspierać otwartego kaznodzieję, jak próbuje kreować szefa Polska2050 armia PO, a nie lewicę czy PO, które wiele mówią na temat spraw światopoglądowych, ale nie zrobili nic w tym względzie. Do dziś nie mamy ani związków partnerskich, ani prawa do aborcji na zachodnim poziomie, ani rozdziału państwa od kościoła, a to wszystko z winy PO i Lewicy. Wyborcy Polska2050 wolą wróbla w garści niż kanarka na dachu. Wolą zmian ewolucyjnych, a nie rewolucyjnych, które i tak pozostają w sferze haseł konkurencji Polska2050. Jakakolwiek koalicja wyborcza z PO skutkowałaby końcem Polska2050 i szefostwa obu partii to wiedzą. Polska2050 próbuje od kilku tygodni walczyć z narracją, że taka koalicja musi powstać, co skutecznie buduje PO, która jest wyjątkowo cyniczna w tym względzie. Za argument przychylności, a wręcz miłości, PO do Polska2050 mają świadczyć protekcjonalne słowa szefa PO wobec jego odpowiednika w Polska2050. Inteligentny obserwator tego nie kupi i wie czemu to ma służyć. Sprawić wrażenie, że to ja noszę spodnie, a ten poklepywany po plecach czy czuprynie, to chłopiec w krótkich gaciach.

Polska2050 jako jedyna ma szanse na odebranie wyborców PiS, ale robi to bardzo nieudolnie. Zamiast przedstawić wyborcom PiS konkretną ofertę, m.in. dla seniorów i osób niepełnosprawnych, to walczy z PiS inflacją, co głównie wzmacnia PO. Przykro patrzeć, kiedy partia o największym potencjale posiada poparcie na obecnym, miernym poziomie. I w tym szczęście PiS i PO.

Lewica jest Polsce i Polakom potrzebna, ale tak naprawdę Polska nie miała jeszcze lewicy od 1989. Jedyną lewicą wydaje się partia Razem, która jest kolejnym rozczarowaniem na scenie politycznej. Przykrym jest, że są na poziomie promilów, ale ponownie – jest to na własne życzenie. Razem jest partią ekstremistyczną, socjalnie, gospodarczo i światopoglądowo. Sprawia wrażenie desperacji i licytowania się w tym względzie z innymi partiami, ale przecież takiej konkurencji w rzeczywistości nie ma. Szczególnie pod względem wiarygodności.

Przy zejściu z ekstremalnych haseł, promowaniu świetnych młodych polityków, szczególnie kobiet, partia ta ma szanse na dominację na lewicy. Obawiam się, że jednak tak się nie stanie. Podam przykład praw LGBT, które są głównym hasłem pewnej partii, której szefowie traktują te prawa w sposób cyniczny, a partię i władzę jako własny business i biuro podróży. Największym zagrożeniem dla lewicy w Polsce jest PiS, którego trudno przelicytować w sprawach socjalnych, oraz PO i Polska2050, gdzie uciekają wyborcy lewicowi. Najmniejszym przeciwnikiem lewicy jest Konfederacja, która powinna karmić lewicę, ale obecna lewica nie potrafi tego wykorzystać.

PSL jako partia obrotowa, chadecka, chłopska jest potencjalnym partnerem dla każdego. PSL ma tylko jednego wroga, PiS, który zdetronizował PSL na wsi i zmiana tego stanu może nastąpić jedynie na skutek jakiejś katastrofy na wsi czy w rolnictwie i braku reakcji na to ze strony PiS, co wydaje się mało prawdopodobne, bo PiS pokazał wiele razy, że potrafi wsłuchiwać się w trendy, dobrze profiluje wyborców i idealnie gasi pożary. Najlepszym wyjściem dla PSL, czego nie rozumie szofostwo tej partii, byłaby koalicja z PiS. Wejście do rządu PiS, na zasadach przejęcia odpowiedzialności za wieś i rolnictwo, pozwoliłoby odbudować PSL w terenie, rozdzielać stanowiska wygłodniałym działaczom i co najważniejsze – stworzenie wrażenia, że PSL wciąż reprezentuje wieś i rolników. Ale musiałoby to być obwarowane wieloma warunkami.

Pozwolę sobie zignorować Konfederację, w sposób i w zakresie, na który mogę sobie na to pozwolić. Czasami trzeba ich wspomnieć, ale ogólnie powinna być cisza nad tę trumną. Uznaję tę partię za największych szkodników na polskiej scenie politycznej. Mam wątpliwości, co do ich relacji z Rosją, ale też nie podaje się ręki i uwagi tym, co w sposób cyniczny wykorzystują pandemię i słabość Polaków. I powiem może coś szokującego, ale jako ogromny zwolennik szczepień i masek oraz wierzący w naukę, a nie gusła, rozumiem PiS, które jest ostrożne w obostrzeniach pandemicznych. Każde dodatkowe obostrzenia spowodują pompowanie Konfederacji, a na to polska racja stanu nie może sobie pozwolić.

Żałuję, że opozycja, a przynajmniej jej część, cynicznie wykorzystuje ten temat i nie rozumie zagrożenia jakim jest Konfederacja. A ta zapewne by nie powstała gdyby nie reanimowana przez byłego MEN Młodzież Wszechpolska i powstanie LPR, które obudziły w Polakach najgorsze cechy, które przez dekady były w uśpieniu i w zderzeniu ze zmianami cywilizacyjnymi i zachodnimi standardami miały szanse być wyeliminowane z naszego społeczeństwa.

Wiele razy, publicznie i w prywatnych rozmowach i korespondencji, z każdej partii politycznej, jestem pytany, co bym zrobił gdybym miał wpływ na funkcjonowanie poszczególnych partii. Uważam, na stole politycznym są trzy główne scenariusze. PiS wciąż ma szanse na wygraną i utrzymanie obecnego stanu posiadania, ale obserwując ich ostatnią politykę moje wątpliwości się nawarstwiają. Najbardziej pogrzebać ich mogą ceny gazu, benzyny i ogólnie inflacja. Opozycja próbuje utrwalać wrażenie, że jedynym winnym powyższych zjawisk jest PiS, co jest nieprawdą. Uważam, również jako osoba o ekonomicznym wykształceniu i analitycznym umyśle, że PiS ponosi, a raczej może ponosić odpowiedzialność w stopniu na poziomie 10-20%. I przykre dla uszu, rozumu uczciwego obserwatora i ekonomisty są opinie „wybitnych ekonomistów”, którzy budują obraz jedynej winy PiS. A partii rządzącej nie wychodzi obrona w tym względzie, co może doprowadzić do ich końca. Z jednej strony mamy partię, która głównie podnosiła podatki, nie miała pieniędzy na żadne programy socjalne, kreowała powszechny imposybilizm, nie miała odpowiednich guzików, a jej głównym motto były słowa „pieniędzy nie ma i nie będzie.

Z drugiej strony mamy partię, która dała Polakom więcej niż jakikolwiek inny wcześniejszy i przyszły rząd. Potrafią czytać Polaków i reagować na ich potrzeby, często zbyt rozbuchane, co może być jednym z największych zarzutów wobec obecnie rządzących. Wiem, że zaraz padnie zarzut, że PiS zadłuża państwo i przyjdzie za to płacić kolejnym pokoleniom. Prawda, ale czy większość Polaków to interesuje? Oni żyją michą, tu i teraz, a po nas nawet potop. Nie mówiąc o tym, że podstawy ekonomii to dla nich rzecz nie do ogarnięcia i to w stopniu podstawowym. A nawet osoby, które deklarują wiedzę czy wykształcenie ekonomiczne nie mają o tej ekonomii pojęcia. Jedną z największych przereklamowanych polityczek, która ma szanse zostać ministrem finansów w nowym rozdaniu, mógłby intelektualnie rozjechać przeciętny student ekonomii czy finansów. A użytkownik TT, który deklaruje wykształcenie ekonomiczne oraz bycie byłym „banksterem” nie ma pojęcia o podstawach ekonomii, używa argumentów w postaci guseł, a nie teorii ekonomicznych. Nie wie o tym, że bankster, to raczej pejoratywne pojęcie, którego powinien wystrzegać się ktoś z politycznymi aspiracjami, szczególnie kiedy deklaruje poglądy lewicowe.

Podsumowując położenie PiS, uważam, iż przede wszystkim powinni skuteczniej reagować na podwyżki cen, które w pewnej mierze są wynikiem manipulacji politycznej lub zwykłych cenowych spekulantów, czytaj hien. Ponadto, uważam, że PiS musi odsiermiężyć TVP, w czym zgadzam się z P. Kukiz, który obok Anny Marii Żukowskiej  jest najbardziej hejtowanym politykiem. I o ile częściowo na to oboje zasługują i się podkładają, to zdecydowanie nie zasługują na hejt, który się na nich wylewa. Uważam też tę dwójkę za polityków o jednym z największych potencjałów, które marnują w sposób bardzo bolesny. Można osiągać swoje cele polityczne i używać jako propagandę bez cech, które odstraszają wielu widzów, między innymi osoby, których rażą kolejne msze. Podobnie z widzami, którzy zgadzają się z obecnie rządzącymi, w pełni lub w jakimś stopniu, ale pewne przekazy TVP obrażają ich inteligencję. Będąc szefem PiS poważnie wziąłbym pod uwagę wykluczenie Solidarnej Polski z układu rządzącego lub przynajmniej mocne ich utemperowanie. Ich miejsce mógłby zająć np. PSL. Wziąłbym pod uwagę również zmianę na stanowisku MS.

PiS potrzebuje kogoś, kto wprowadzi skuteczne zmiany w wymiarze sprawiedliwości, bez jego burzenia. PiS potrzebuje kogoś, kto poprowadzi pewne sprawy do przodu, bo wiele dotychczasowych śledztw kompromituje PiS. Potrzebują również kroku w tył w obecnych „reformach”, które pozwolą na poprawę stosunków z UE i odsuną groźbę utraty pieniędzy z UE. Dlaczego PiS nie podejmie się np. najłatwiejszej reformy w wymiarze sprawiedliwości, w dziedzinie ksiąg wieczystych, sądowych wydziałów ksiąg wieczystych. Takie zmiany można zrobić w sposób najmniej bolejny, a efekty byłyby widoczne gołym okiem. Idealne dowód na zmiany w wymiarze sprawiedliwości. Dziś czeka się miesiące, a nawet lata na wpis do KW, co dotyka wielu Polaków. Dwa pozostałe scenariusze ze wspomnianych wyżej trzech jest wygrana opozycji pod sztandarem i pod butem PO, co w moim przekonaniu będzie skutkowało szybkimi wyborami przedterminowymi i jeszcze szybszym powrotem PiS. Trzecim scanariuszem jest wzięcie się opozycji do roboty, liczenie na pogarszanie się sytuacji ekonomicznej kraju i poszczególnych Polaków i wygranie opozycji bez dominacji PO, a wręcz bloku pod auspicjami Polska2050 i PSL. Taki scenariusz byłby najskuteczniejszy. PO i DT posiadają zbyt negatywny elektorat, który nigdy nie pozwoli na zdecydowaną wygraną i stabilne rządy. Szczególnie, że na stanowisku prezydenta będzie polityk nieprzychylny. Bawią mnie politycy i sympatycy PO, którzy obiecują rozliczenie PiS do samych ości. Do tego jest konieczna większość konstytucyjna, przychylny prezydent i spójność, a tego nie ma. Nie wspomnę o wiarygodności, bo rozliczenia PO znamy, w tym stawianie polityków PiS przed Trybunałem Stanu.

Gdybym był szefem PO, to nie robiłbym niczego innego niż obecnie robi ta partia i jej szefostwo. Ogólnie ujmując, najlepsze jest nierobienie nic, straszenie i czekanie. Czas działa na korzyść tej partii i wbrew temu, co niektórzy mówią – przedterminowe wybory byłyby katastrofą dla PO, co szefostwo PO wydaje się rozumieć, kiedy dokładanie poddamy analizie ich obecną politykę. Partia, która chce wygrać wybory z PiS i opozycją, nie ma żadnej oferty, która mogłaby przekonać Polaków. Liczy głównie na amnezję, której stężenie rośnie z upływem czasu. Liczy na słabość opozycji.

Partia, której hasło SILNI RAZEM jest cyniczną grą z pozostałymi partiami opozycyjnymi i dziełem PR, jest silna nie sobą i swoimi działaniami, a słabością PiS, a szczególnie słabością opozycji i jej strachem przeciwstawieniu się hasłu SILNI RAZEM. Jak widać, wystarczy wrzucić kilka wpisów na TT, spuścić ze smyczy swoją armię czarnego PR, a samemu można leniuchować.

Z punktu widzenia PSL, zapomniałbym o PO. Po „piłowaniu katolików” koalicja wyborcza z PO byłaby dla PSL zabójcze. Nie mogą też dłużej stać w rozkroku. Powinni wybrać pomiędzy koalicją rządową z PiS lub postawienie na blok z Polska2050. I powinni zrozbić to natychmiast, póki PO nie osiągnęła bezpiecznego poziomu 30%, bo wtedy wybicie się z blokiem z Polska2050 będzie bardzo trudne, a w układzie z PO będą tylko lokajami. Szkoda, że PSL nie potrafi przedstawić pomysłów na swoją politykę społeczną. Głównie skierowaną wobec seniorów i osób niepełnosprawnych, gdzie obok rolnictwa byliby najbardziej wiarygodni.

Co do Lewicy, to ona wymaga rewolucji, na którą liczę. Jej liderzy, na chwilę obecną, są za mocno przyspawani do stołków i tytulatury. Nie działają w interesie partii, jej członków i sympatyków. Największą szansę dla lewicy widzę w sile polityków partii Razem, ale nie w obecnej formie. Gdyby politycy tej partii zechcieli postawić w pierwszym rzędzie kobiety, zrezygnować z ekstremalnych haseł i powołać twór na obraz Polska2050, ruchu społecznego, który finansuje się z datków sympatyków. W Polsce jest bardzo dużo osób, które wsparłyby taki projekt lewicowy, ale w nowej, świeżej i wolontariackiej postaci. A gdyby do tego udało się jeszcze wciągnąć Zielonych, których obecności w PO/KO w ogóle nie rozumiem, to taki projekt miałby ogromną szansę na sukces. Kosztem prawie każdej partii politycznej, a szczególnie Lewicy, Polska2050 i PO.

Na sam koniec pozostawiłem Polska2050, bo ta formacja jest dla mnie jednocześnie największą nadzieją i największym rozczarowaniem. Organizacja, która jako jedyna ma pełne prawo krytyki PiS i punktowania PO, która próbuje ich detronizować, jest na poziomie 10-15%, co jest bardzo rozczarowujące. Polska2050 musi zmienić swoją politykę i formę komunikacji. Musi zaproponować Polakom kontrakt i nie kontrakt na najbliższe 30 lat, co na najbliższe lata. Ludzie nie rozumieją perspektywy 2050. To działa jedynie na tych, którzy potrafią patrzeć perspektywicznie, a ich jest mniejszość. Pominę już samą nazwę partii, która jest dość nieszczęsna i jej obecną pozycję przypisuję również nietrafionej nazwie.

Polska2050 musi się spieszyć, bo ma czas do uzyskania przez PO pułapu 30%. Wtedy dojdzie do demobilizacji w Polska2050, a obserwując ostatnie zachowania polityków Polska2050 odnoszę wrażenie, że dopiero teraz to zrozumieli. Niestety reagują w bardzo nieudolny, a wręcz szkodliwy sposób, na co przykro patrzeć. W Polska2050 widać gołym okiem brak doświadczenia politycznego, brak doradców, brak zwracania uwagi na detale, PR i właściwą komunikację ze społeczeństwem i politykę informacyjną. Partia posiada rzeszę cudownych wolonatriuszy i świetny pomysł na wolontariat jako bazę działalności. Brakuje jednak właściwej koordynacji, przywiązania do detali i widoczne łapanie kilku srok za ogon. Osobiście wybrałbym 2-3 kierunki, które skoordynowałbym w inny sposób. I uważam, że pomimo świetnej działalności i dobru czynionemu przez ten ruch i jego ludzi – istnieją inne sposoby na skuteczniejszą działalność, które skutkowałoby lepszym zagospodarowaniem wolontariuszy i użyciem mniejszych środków, a ich przełożenie na wizerunek partii i ruchu byłoby bardziej znaczące.

Odnoszę też wrażenie, że wokół Szymona Hołowni jest mur, który budują osoby, które boją się zagrożenia własnej pozycji. Żałuję, że politycy Polska2050 wchodzą w pyskówki z konkurencją polityczną, dają się wystawiać i pozwalają na utrwalanie wizerunku piaskownicy, szkolnego skarżypyty, ciągłego narzekania i płaczu. Dlaczego nikt nie potrafi zapanować nad tym, a SZH nie ma obok siebie, 24/7, kogoś z kim konsultowałby pewne działania, głównie w zakresie koordynacji, polityki informacyjnej i komunikacji ze społeczeństwem. Nie tylko z wiernymi zwolennikami, ale też potencjalnymi, których jest bardzo dużo, ale nie mają czasu czytać dziesiątek kartek lub oglądać za długich relacji video.

Polska2050 jest partią, która wkłada dużo wysiłku w pracę ekspercką i tworzenie programu za co hats off, ale polityka to nie kółka nerdów, a działań na bazie wiedzy nerdów. Szkoda, że nikt nie może usiąść i w ciągu kilku dni stworzyć krótki program, zbiór haseł, które byłyby czytelne dla zwykłego wyborcy. Nie każdy ma czas i chęci czytać broszurek, które często są pisane językiem, którego nie rozumie przeciętny obywatel. Reasumując działalność tej partii, której życzę jak najlepiej, chyba najpiękniejszy projekt społeczny i polityczny w III RP, który z każdym dniem rozczarowuje.

Projekt, którego najlepsze czasy będą trwały do osiągnięcia przez PO progu 30%. Projekt, który może najbardziej rozczarować, jak nie podejmie konkretnych działań w ciągu najbliższych tygodni. A muszą być one konkretne, czytelne dla przeciętnego Polaka, nie tylko wiernego wyznawcy, i oparte na ludziach, którzy znają się na tej robocie. I niech stawiają bardziej na Michała Gramatykę, bo może stać się świetną twarzą Polska2050. Nie bawi się w piaskownicę, punktuje celnie i dobrze się sprzedaje. Pod jednym warunkiem, musi przestać zgrywać rolę brata łatę, bo w polityce to się nie sprawdza. Fajnie być koncyliacyjnym i lubianym przez wszystkich, ale w polityce jest to bardzo niebezpieczne.

Na sam koniec, często jestem pytany, z kim w polityce najchętniej napiłbym się wina.

W polityce unikam szukania autorytetów, bo to jest droga dla masochistów i osób zakompleksionych. Nie szukam żadnego autografu czy wspólnego zdjęcia. Ale wina napiłbym się z kilkoma politykami.

I pomijając takich polityków, jak Anna Mucha czy Aleksander Miszalski, którzy nie są liderami politycznymi, to wina napiłbym się głównie z Jarosławem Kaczyńskim, Szymonem Hołownią i Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem, choć z każdym z innych pobudek. JK chciałbym zrozumieć, szczerze, face-to-face, wytknąć jego błędy i może przekonać do kilku rzeczy. Jednocześnie uważam go za najinteligentniejszego polityka w Polsce.

Z SZH napiłbym się wina na podłodze, w papierach, projektach i pokazaniu mu, że przy pewnych zmianach można osiągnąć dużo więcej.

WKK, to taki tygrysek, który da się lubić. Chciałbym zrozumieć jego rozumowanie, rozkrok i ten miłosny uścisk z DT.

Monitor Polityczny
Monitor Polityczny
"Monitor Polityczny" jest wnikliwym analitykiem polskiej sceny politycznej. Zdecydowany przekaz i niezależność myślenia sprawiają, że jego przekaz nie jest dla każdego, kto postrzega politykę pod kątem sympatii politycznych. https://twitter.com/MonitorPolit

Nowe historie

Top 7 dni