More

    Pogaduszki do poduszki. “Moje Jersey, mój piknik pod wiszącą skałą.”

    Zdjęcie: Autorka

    Podczas pierwszej wyprawy w świetle dnia łzy poleciały mi z oczu dwa razy. Za pierwszym razem, kiedy zza zakrętu pojawiła się latarnia morska, a jej piękno ukradło mi kawałek duszy. Za drugim razem, kiedy zobaczyłam jak strome jest zbocze góry.

    Kiedy mój tato po raz czwarty pytał czy to jest New Jersey, pierwszy raz powiedziałam tak. Dla świata było to Jersey, ale dla mnie mogło być “new”, pierwszy raz tam leciałam. No to lecimy… ale dokładnie gdzie?

    Myślę, że bóg stworzył niektóre miejsca bardzo przypadkiem. Tak jak z przypadku powstała Tarta Tatin, penicylina albo kevlar.

    Może nie zauważył, kiedy garstka ziemi oderwała się od Pangei i wpadła w wody pomiędzy Atlantykiem a Kanałem La Manche.

    Oczywiście, zaraz sprostuję dla tych wszystkich ludzi używających przestarzałych form językowych, jak tudzież lub rzec by można, spojleruję, to nie dodaje IQ, świadczy raczej o tym, że czytaliście coś już dawno temu.

    W mojej wyobraźni tak to właśnie wygląda (sprostowanie). Około 120 kilometrów kwadratowych, maleńka, a największa z wysp Normandzkich, bliżej wybrzeża Francji, a należąca do Anglii, z ruchem lewostronnym, ale nazwami ulic w języku Moliera, pełna fortyfikacji, ale niewykorzystanych podczas lądowania na wybrzeżu Normandii, mało znana, a znana ze splotu dzianiny również nazwanego jersey i z odmiany krów Jersey Cow, łagodnych stworzeń, o szczerym wyrazie dużych oczu i, ale to już moja obserwacja, fryzury, która za sprawą premiera Wielkiej Brytani miała premierę w mediach.

    Jersey, dla mnie piękna, ale dla marynarzy niebezpieczna.

    Skalista i charakteryzująca się dużą amplitudą pływów. W poniedziałek 31 stycznia szacowana wysokość przypływu to 8 metrów. (źródło: https://pl.seatemperatu.re/europa/anglia/jersey/tides.html).

    „We’ve past a Corbiere”, czytaj “Najgorsze za nami”. Latarnia morska La Corbière, z daleka wygląda jak biały pionek z szachownicy. Postawiona na skale pływowej, oddalona od brzegu ok 500 metrów, czasem dostępna a czasem nie, zależy od wysokości wody. La Corbière oznacza miejsce w którym gromadzą się wrony. Złowróżbnie. A mieszkańcy wyspy mają zarówno swój język Jèrriais, jak i powiedzenie, które oznacza najgorsze za nami, a brzmi we’ve past a Corbiere.

    Wybraliśmy się tam we czwórkę. W nocy. Nasza naiwność, brak doświadczenia i piekno latarni morskiej, którą znaliśmy ze zdjęć zupełnie przyćmiło na zdrowy rozsądek. Tak jakby światło latarni hipnotyzowało nas tak bardzo, że nie dostrzegliśmy…

    Nie dostrzegliśmy w nocy wielu rzeczy. Przyświecały nam gwiazdy i ona. Było ciemno i głośno. Rytmiczny dźwięk wody uderzającej o skały nie uspokajał, był jak ryk bestii, która szykuje się do polowania. Jak głupcy w nocy schodziliśmy nic nie widząc. W ciemność, w dół po stromej górze, w nieznane.

    Ta ciemność to była pierwotna ciemność ziemi, ta niezakłócona światłem miast, to była ta ciemność, w której wiedziałeś i czułeś, że masz dłoń, ale jej nie widziałeś. Nie wiem jak daleko byliśmy od katastrofy. Ale byliśmy na prostym kursie w nicość.

    Uratowało nas małe światło. Światło przenośnej latarni, która niósł nasz anioł stróż, mieszkaniec, jak się później okazało domu wybudowanego blisko ścieżki do latarni morskiej w La Corbiere.

    Podczas pierwszej wyprawy w świetle dnia łzy poleciały mi z oczu dwa razy. Za pierwszym razem, kiedy zza zakrętu pojawiła się latarnia morska, a jej piękno ukradło mi kawałek duszy. Za drugim razem, kiedy zobaczyłam jak strome jest zbocze góry.

    Najnowsze

    Jesteśmy na Insta

    Zobacz również

    Powiązane materiały