Więcej

    Nasze Bieszczady. Połonina Caryńska, pokazowa zagroda żubrów i pyszne jedzenie u Eskulapa. Dzień trzeci.

    Zdjęcia: Autor

    Piękny widok z Połoniny Caryńskiej okraszony widokiem na ukryte w polach leśne serce, kapitalna zagroda zachowawczej hodowli żubrów oraz fantastyczne jedzenie w Ustrzykach Górnych. A wszystko bez kropli deszczu. Pogoda wynagrodziła nam dotychczasowe deszcze i błoto. To był dobry dzień.

    Okazuje się, że nie ma lepszej bazy wypadowej w Bieszczadach, niż Ustrzyki Górne a dzisiejszy dzień udowodnił to dobitnie. Na całe szczęście pogoda od rana piękna, ale już przyzwyczailiśmy się, że trzeba z dobroci aury korzystać łapczywie, bo w każdej chwili aura potrafi się drastycznie załamać. No ledwo nasmarowałeś się kremem, a tu jak nie lunie deszczem. No potrafi zmyć ze zbocza.

    O TYM, JAK NIE ZDOBYLIŚMY TARNICY – PRZECZYTAJ

    Nieważne, idziemy. Na nogi zakładamy nasze magnumy. Do plecaka termos z herbatą. Dwie półtoralitrowe butelki wody mineralnej niegazowanej. Owoce. Batoniki. Plastry, bandaż i tabletki przeciwbólowe. Do tego maść na ukąszenia. Aha, no i koniecznie peleryny przeciwdeszczowe (możesz kupić je w sklepach znajdujących się naprzeciwko parkingu, choć możesz czasem nabyć ją w kasie biletowej). Oczywiście coś na głowę oraz bluzy.

    Dziś postanawiamy zaliczyć Połoninę Caryńską, a później się zobaczy. Dlaczego akurat Caryńska? Mamy ją tuż pod ręką, wystarczy wejść na duży parking, skręcić w prawo w pierwszą furtkę, kupić bilet i jesteśmy na trasie.

    Połonina Caryńska to bieszczadzka gwiazda gwarantująca nieopisywalne wrażenia. Wejście na nią nie jest przesadnie trudne, lecz jest dosyć intensywne. Jednak kiedy już po około dwóch godzinach wyjdziesz z lasu i wejdziesz na połoniny będziesz oczarowany otaczającą cię zielonością traw pokrywających szczyty czymś w rodzaju dywanu.

    Mijając rosnący przy szlaku niezwykle intensywnie pachnący górski tymianek oraz czosnek niedźwiedzi uważajcie by nie ominąć rosnącego tu i ówdzie storczyka alpejskiego. A jest to całkiem możliwe biorąc pod uwagę niezwykłości, jak roztaczają się dookoła.

    Za plecami Tarnica. Po lewej Rawki. Z prawej Magura Stuposiańska. No dajcie spokój, czy może być piękniejszy widok?

    Sama Połonina Caryńska nie jest specjalnie wysoka i mierzy 1297 mnp. W czasach, w których trudno nam sobie wyobrazić, czyli przed wojną mieszkało tu sporo ludzi, a wypas bydła był powszechny, by nie powiedzieć masowy. Dość powiedzieć, że połoniny służyły za miejsce wypasu zwierząt gospodarskich, a bieszczadzkie szczyty roiły się od nich. Wypasano w tych miejscach nawet kilka tysięcy sztuk bydła!

    ACH TEN SANOK CZYLI NIEZWYKŁOŚĆ SKANSENU I MUZEUM BEKSIŃSKIEGO – PRZECZYTAJ

    Nie będę wam pisał o przewyższeniach, czasie pokonania szlaku. To bez sensu. Jesteście w Bieszczadach. Nigdzie się nie spieszycie. Chłoniecie naturę. Czekacie aż miną was turyści, bo w sezonie jest ich przecież mnóstwo. Siadacie na kępie trawy i chłoniecie. Po prostu.

    Jedyna informacja dotycząca czasu pokonania Caryńskiej jest taka: wygospodarujcie minimum 5 godzin. Prawda jest taka, że każdy ma swoje tempo, w jakim pokonuje szlak. Jedni będą zasuwać jak cyborgi, inni będą szli powoli, a inni będą robili przerwy. Nic na siłę.

    Patrząc w stronę Połoniny Wetlińskiej możesz zejść w lewo do Brzegów i zdobywać Wetlińską. My wybraliśmy opcję powrotną tą samą trasą, bo dzisiejszy dzień zaplanowaliśmy sobie leniwy po prostu. Góry nie uciekną.

    POKAZOWA ZAGRODA ŻUBRÓW

    Aby dojechać w to miejsce wystarczy wpisać odpowiednie hasełko w mapy Google, odpalić auto i po chwili znaleźć się na miejscu. Tyle teoria. W praktyce okazało się, że nie do końca, bo Google owszem, doprowadził nas na miejsce, ale dookoła. Kiedy system kazał skręcić nam w lewo zapaliła mi się pierwsza lampka ostrzegawcza – przecież doskonale pamiętam, że przyjeżdżając do Ustrzyk Górnych jechaliśmy od strony Lutowisk, a to przecież w lewo jest.

    No dobra, może po prostu system znalazł jakąś lepszą drogę. Jedziemy. Druga lampka ostrzegawcza zapaliła mi się, gdy musieliśmy objechał Połoninę Caryńską. Naprawdę! Potem była druga, trzecia, pięćdziesiąta lampka, ale co z tego. W końcu rzeczywiście trafiliśmy w zjazd, który mijaliśmy parę dni temu, ale na Swantewita! Straciliśmy pół godziny. Wniosek? Warto mieć przy sobie mapę papierową.

     

    I tak mieliśmy szczęście, bo niedawno w Norwegii Google Maps odwaliło taki numer, że turyści jadący na słynne Preikestolen cudem znaleźli się przeszło 100 km od tego miejsca. No taki numer.

    Ostatecznie system pokierował nas właściwie, choć nieco bardziej okrężną i oczywiście krętą drogą. Po drodze minęliśmy pokazowe stanowisko wypału drewna. Znajdziecie tam informacje dotyczące historii wypału w Bieszczadach, jak również różne sposoby tegoż. Znajdziemy tam również pokazowy barak, gdzie zobaczymy, w jakich warunkach pracowali bieszczaderzy.

    Choć do pokazowej zagrody żubrów łatwo dojechać, to trzeba pamiętać zaparkować tam już nie jest łatwo. Parking jest niewielki, ale spowodowane jest to warunkami naturalnymi, które na zbyt wiele nie pozwalają. Dzięki temu miejsce to nie jest masowo odwiedzane przez co przebywające w zagrodzie żubry mają spokój.

    Miejsce to zostało otwarte w 2012 roku i ma na celu przywrócenie żubra naturze. Zastanawialiście się, skąd pozyskano do tego zwierzęta? Może odłowiono jest gdzieś w naturze? Może kupiono od jakichś nadleśnictw w innych częściach kraju? No nie. Są to żubry pochodzące z europejskich ogrodów zoologicznych. To informacja dla tych, którzy uważają, że zoo to samo zło i należy je za wszelką cenę zlikwidować.

    A zagroda jest naprawdę imponująca. Na przestrzeni ok. dziewięciu hektarów możecie obejrzeć przepiękne żubry, których podstawowym zajęciem jest… rozmnażać się. Wybieg jest przepiękny, choć nazwa wybieg nie jest w tym przypadku odpowiednia, ale chodzi o to, by dać wam pewne wyobrażenie. Niech będzie więc wybieg. Rosną na nim wielkie jodły oraz buki, które w słońcu wyglądają po prostu obłędnie. Teren przecięty jest potokiem, a nieco bardziej z tyłu znajduje się dosyć strome wzniesienie, dzięki któremu zwierzęta zażywają sporo ruchu.

    Moim największym oczarowaniem tego miejsca nie są wyłącznie żubry oraz otaczająca je przyroda. Są to ptaki. Mnóstwo ptaków. Są niepozorne, piękne i zwyczajne.

    Natomiast najsłabszym punktem tego miejsca są ludzie. Jak wszędzie niestety.

    Dwie piękne platformy widokowe chronią od wiatru, deszczu i sprawiają, że możesz obserwować żubry w komfortowych warunkach. Możesz przysiąść na przygotowanych ławkach, a zatem masz świetne warunki, by odpocząć i na przykład liczyć zwierzęta, by nagle stwierdzić, że tam w górze, z lasu wyłania się grupa czterech żubrów odwiedzających swoich kolegów przebywających w zagrodzie!

    Niestety, dziś ludzie może i patrzą, ale nie widzą. Nie chcą wytężyć wzroku, skupić się na tym co w oddali. Chcą tu i teraz. Mieć podstawione wszystko pod nos. I potem te narzekania na forach, że nie widać żadnych zwierząt. Noszkurwa! Teraz już wiem dlaczego ludzie uwielbiają parki z dinozaurami.

    Zagroda jest darmowa i możesz tam wejść bez żadnych ograniczeń. Mam tylko prośbę – nie śmieć, zachowaj ciszę i przestań narzekać, że nie widać zwierząt. Bo widać. Tylko skup się, wyłącz telefon chyba, że robisz zdjęcia.

    Wracamy, bo mamy w planach coś ekstra. Choć gotowanie na świeżym powietrzu jest całkiem przyjemne to umówmy się – człowiek czasem ma serdecznie dosyć i chce zjeść jak król. Idziemy zatem spróbować coś lokalnego. Tylko gdzie?

    W Ustrzykach Górnych mamy do wyboru trzy miejsca. Food truck prowadzony przez starsze małżeństwo. No ale umówmy się – kawa, czy hamburger tudzież zapiekanka to nie jest ten typ lokalnej kuchni, po którą tu przyjechaliśmy.

    Zostały nam do wyboru dwa lokale, na szczęście niemal przylegające do siebie.

    „Zajazd Pod Caryńską” – jest tu noclegowisko oraz restauracja, z czasem przygrywającym tu muzykantom spod znaku tzw. Krainy łagodności. Lokal jest duży, ale za bardzo kojarzy się nam z „góralskim gargamelem”. Może jest tu fajnie, może oryginalnie, ale nie. Wiem, w opinii wielu z was jest to niesprawiedliwa opinia, ale cóż – na dziś jest taka a nie inna i całkiem możliwe, że zmienię je podczas kolejnego wypadu w Bieszczady.

    Za to „U Eskulapa” jest zupełnie inne i jak już możecie się zorientować w sam raz dla mnie. To z zewnątrz taka bardziej stanica położona gdzieś na rubieżach. Z bramą, wieżą strażniczą i drewnianą chatą oraz prostym, lokalnym jadłem. No zostaje gdzieś we mnie to harcerstwo i odkłada się z wiekiem. Oczywiście, że nie od trumny.

    Jeśli przyjechałeś tu samochodem dam ci dobrą radę. Przy Eskulapie nie ma paringu. Sorry. Jedź zatem na parking płatny, który znajduje się w pobliżu, ale po prostu podjedź do „Zajazdu Pod Caryńską”, które oferuje swoim klientom darmowy parking.

    No dobrze, ale co tam słychać „U Eskulapa”? Oprócz właściwego dla rubieży wyglądu to miejsce polecane jest przez najsłynniejszą bieszczadniczkę: panią Elżbietę Dzikowską, która z sentymentem wspomina to miejsce w jednej ze swoich książek. Dla mnie to już niemal pieczęć wybita na świadectwie jakości tego miejsca, aczkolwiek z ostateczną oceną poczekamy, aż pojawi się jedzenie.

    Menu nie jest jakoś szaleńczo rozbudowane, a oprócz dań tutejszym widzimy rzeczy skierowane do ludożerki: pizze, kotlety, frytki. Przyznam, że nie zapamiętałem dokładnie menu, a pewnie i właściciele dostosowują jadłospis do tego, co mają dostępne. Wejdziecie, zobaczycie co tam dają i zamówcie. Po prostu.

    My wzięliśmy grzaniec piwny, kawę, golonkę z pieczonymi ziemniakami w mundurkach oraz pierogi ruskie.

    I teraz słuchajcie, bo sprawa jest poważna. Zawsze zastanawiałem się dlaczego mama Ani robi takie wychudzone ruskie pierogi, a moja mama takie pękate. Niby smaki te same, ale jeśli chodzi o wykonanie to różnica znaczna. I co się okazuje. Wszystko zależy od regionu, w jakim to danie jest wytwarzane.

    Moja mama pochodzi z kieleckiego, czyli świętokrzyskiego. Tam robiło się pierogi pękate, na wypasie. A mama Ani pochodzi to pogórzanka, a zatem miejsca na pograniczu Bieszczad. I tam robiło się takie pozornie bardziej wychudzone, ale równie smaczne pierogi. I podobnie tutaj, w Ustrzykach Górnych.

    Powiem wam tak – ludzie różnie oceniają jedzenie, które zamawiają w restauracjach. Przyzwyczajeni do instagramowej mody kierują się jakimś patologicznym snobizmem w myśl którego chcą być w dziczy obsłużeni jak w lokalu co najmniej pięciogwiazdkowym. A tak się nie da.

    Kuchnia bieszczadzka to kuchnia prosta, szybka, biedna. Bo tacy ludzie tu żyli. Gotowali to, co udało im się zdobyć. Jeśli powszechnie dodawano tutaj czosnek niedźwiedzi to nie dlatego, że ten był modny w danym sezonie, ale po prostu rósł tu od zawsze i pełnił funkcję nie tylko odżywczą, ale zdrowotną.

    Jeśli piekło się mięso to się je przepijało cholernie mocnym bimbrem. Jadło się szybko, bo nie było czasu. Trzeba było iść na pole. Albo nazbierać drewna na zimę. Albo biec na pastwisko, bo bydło rozproszyło się, albo zostało zaatakowane przez wilki.

    I to wszystko wpływa również na gastronomię. Bo gastronomia to nie tylko smaki. To historia regionu. Naprawdę warto na spokojnie usiąść, nacieszyć się tym jedzeniem, rozejrzeć dookoła, zrozumieć i poznać korzenie.

    Czekaliśmy na dania, ale warto było. W końcu robili je na miejscu, a my mieliśmy okazję porozmawiać o wrażeniach z dzisiejszej Połoniny Caryńskiej oraz dziwacznej podróży do zagrody żubrów.

    Kiedy jednak na stół trafiły pierogi i golonka z ziemniakami przewróciliśmy oczami. Rany, kto to zje! No nieważne. Golonka jest zawsze dobra. Zawsze. Pierogi również. Z tym, że pierogi były Ani, zatem nie bardzo wypadało mi podbierać jedzenie mojej królowej.

    Porcje były nawet nie tyle słuszne, co wielkie. Wiecie, że po dobrze spędzonym dniu człowiek potrafi dużo zjeść. Ale tego, co nam podano nie byliśmy w stanie, choć staraliśmy się dzielnie!

    Zasadniczo nie lubię skóry na mięsie chyba, że jest to golonka – przy czym nie zawsze ta skóra jest dobrze przygotowania. Tutaj wszystko było na swoim miejscu. Pyszna, chrupiąca skórka, która pod spieczoną warstwą rozpływała się na podniebieniu. Dodaj do tego chrzan stanowiący wspaniały kontrast do łagodności skórki, a będziesz miał przystawkę idealną.

    Mięso! Chudziutkie, rozpadające się, z dodatkiem ćwikły i pieczonym ziemniaczkiem… No nie oddam wam zachwytów i tej niesamowitej gonitwy neuronów, które dostały potężny ładunek kulinarnej rozkoszy.

    Tak! To proste jedzenie jest wspaniałe! Wspaniałe? To jakby nic nie powiedzieć. Makłowicz użyłby jakichś dziwacznych słów, które nic nie znaczą. A wystarczy: wspaniałe to zbyt mało.

    Pierogi ruskie… No, tu też szacunek dla tego dużego, grubego kucharza, który mógłby zjeść nas za jednym przysiadem. Spora porcja tych niby wychudzonych pierożków zawierających w sobie jedynie ziemniaki, biały ser, przesmażoną cebulkę oraz pieprz i sól stanowiły nie tylko odmianę po fikuśnym miastowym jedzeniu, ale przede wszystkim były pochwałą świeżych, wysokojaściowych składników.

    I powiem wam tak. No nie przejedliśmy tego. Nie daliśmy rady. Wystarczy.

    Ledwo dotarliśmy na kemping. Droga dłużyła się niemiłosiernie, a przecież do namiotu mieliśmy ledwie trzysta metrów.

    Dobrze, że przed udaniem się do „Eskulapa” zażyliśmy kąpieli. Bo ledwie weszliśmy do namiotu zasnęliśmy.

    Och, jak dobrze, że mamy tabletki na zgagę!

    Przemek Saracen
    Wychowałem się w duchu Tony`ego Halika, małżeństwa Gucwińskich oraz komiksowych przygód Kajka i Kokosza i tarapatów, w jakie pakował się literacki wojak Szwejk. Lubię wszystko, co dobre i oryginalne. Czasem dobra rozmowa jest bardziej fascynująca, niż najbardziej wymyślny film.

    Jeśli uznasz, że nasze pisanie jest coś warte, wesprzyj SK :-) Dziękujemy!

    Udostępnij
    Tagi

    Najnowsze

    Norweski budżet na 2022. W górę tytoń, paliwo i alkohol.

    W przedłożonym projekcie budżetu państwa na 2022 rok norweski rząd planuje zmiany w podatkach. Wyglądają one następująco: Podatki od alkoholu wzrastają o około 1,3 proc. Dodatkowo,...

    Teleskop Hubble`a uchwycił przepiękne kosmiczne potwory!

    Teleskop Hubble`a wciąż zadziwia kosmicznymi fotografiami. Tym razem otrzymaliśmy niesamowicie plastycznie wyglądającą masę gazu i pyłu. Jest to pozostałość po supernowej, oznaczonej jako N63A. Supernowa...

    Polecamy

    Zobacz również

    1 KOMENTARZ

    ZOSTAW ODPOWIEDŹ

    Please enter your comment!
    Please enter your name here