More

    Metallica “St Anger”. Brudna, pełna gniewu płyta. Ciężka, ale ciekawa.

    Jeśli jakimś cudem nie słuchaliście tej płyty, zróbcie to w końcu do cholery, bo może z perspektywy tych paru ładnych lat zobaczycie, że to jeden z ciekawszych epizodów w twórczości zespołu. A jeśli słuchaliście, lecz odłożyliście w krainę wiecznej czarnej dziury, włączcie ją ponownie i uważnie odtańczcie.

    I nie wierzcie tym, którzy swego czasu pisali, że z tej płyty emanuje radość grania, a wkrótce rozgłaszali opinie typu: najgorsza płyta Metalliki, syf, kiła, harakiri. Śmiejcie się z tekstów o czterech uśmiechniętych facetach. Weźcie w końcu zestawcie “St Anger” z “Death Magnetic” i wtedy pogadajmy o regresie grupy i w którym momencie nastąpił. Wg mnie to najnowsza płyta jest właśnie powrotem w bezpieczne koleiny. Zresztą nie o to teraz chodzi, bo wróćmy do “St Anger”…

    Tamten czas to czas czterech jeźdźców apokalipsy, którzy nie karali ludzkość, lecz siebie samych. Nikt jakoś nie zauważył, że ta płyta to potęga krwiożerczości, monstrualnej agresji i złych emocji. Płyta o wymykającym się spod kontroli gniewie. O potrzebie wyplucia z siebie Złego. Tego chuja, który dusi i sprawia, że idziemy na autodestruktora, który nie tylko, że miażdży mnie, ale i wszystko co jest wokół. Wciąga, wsysa, wysysa, miażdży i zostawia zgliszcza.

    Twierdzę, że gdyby ta płyta nie powstała taka właśnie, czyli zła (w sensie uwolnionych emocji), brudna, ekstremalnie ciężka, szybka, niedopieszczona i chropowata, wkrótce wszystkie pudelki tego świata informowałyby o samobójstwie któregoś z członków zespołu. Coś złego musiało dziać się w Metallice. Coś musiało narastać.

    Bulgoczący kocioł Metalliki musiał znaleźć ujście, a grupa była na krawędzi. Wystarczy uważnie posłuchać tej płyty, by to zauważyć. Jednak “good monster” poradził sobie. Zmierzając się z lekami i słabościami zwalczył je. Strach pozwolił pokonać demony. Strach wyzwolił Moc.

    Nagrywając genialnie brutalną płytę zespół udowodnił, jak szarpiąc druty oddaje się emocje oraz daje upust żółci. “St Anger” to wycięcie narośli, terapia doskonała.

    Tylko ten, kto był na krawędzi, zrozumie tę płytę.

    Wielka szkoda, że Metallica nie jest już filarem. Wielka szkoda, że Metallica zmieniła się w pluszowego misia.

    Przemek Saracen

    Najnowsze Wpisy

    Zabytkowa Kopalnia Srebra w Tarnowskich Górach, czyli jak prosty chłop Rybka przyczynił się do rozwoju technologii górniczej w Europie

    Niezwykła kopalnia srebra, która przyczyniła się do rozwoju nie tylko lokalnych ziem, ale rozwoju przemysłowego ówczesnej Europy. A wszystko przez prostego chłopa, który nóg...

    Bastei. Ikona Szwajcarii Saksońskiej, krainy jak z baśni i ojczyzna przygodowych powieści Karola Maya

    Kiedy dwieście lat temu niemiecki malarz Caspar David Friedrich opublikował swój obraz „Skalny kanion” ludzie oszaleli. Złaknionym wrażeń turystom ukazał się obraz, który koniecznie...

    Zapomniane skarby Lubina, czyli z cukrownią w tle

    Niedaleko Lubina, w odległości około 25 kilometrów, w kierunku na Ścinawę, Wołów, w maleńkich Konarach w roku 1802 powstała pierwsza na świecie cukrownia tłocząca...

    Wnuczka króla Polski, Pani na Lubinie. Poznajcie księżną Annę Pomorską!

    Pochodziła z iście królewskiego rodu, była córką księcia Bogusława X i królewny polskiej Anny Jagiellonki. Jej dziadkiem był nie kto inny jak król Polski...

    Pracowity jak mrówka czyli jedni z najdoskonalszych architektów w świecie owadów

    Uważane są za najbardziej pracowite owady na świecie. Ich sukces, podobnie jak u termitów ma swoje podłoże w pracy zespołowej. Jedna mrówka może niewiele,...

    Powiązane Wpisy

    Skomentuj używając swojego konta na Disqus, Facebooku, G+ lub korzystając z tradycyjnego systemu komentarzy

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

    Leave A Reply

    Please enter your comment!
    Please enter your name here

    Stay on op - Ge the daily news in your inbox