[zwiastun] „Midway”. W końcu jakieś wojenne widowisko.

Lubię kino wojenne skierowane do przeciętnego widza. Lubię również, gdy jest to kino przygotowywane przez ludzi, którzy zjedli zęby na widowiskach.

Szóstego listopada do naszych kin trafi „Midway” autorstwa Rolanda Emmericha, znanego z takich rozbuchanych i głupiutkich fabuł jak „Dzień niepodległości” „Pojutrze” czy „2012”.

Większości z was być może włączy się lampka ostrzegawcza, bo jak to, facet od kosmitów bierze się za kino wojenne? Gdzie szacunek dla weteranów, faktów i pamięci o przeszłości? Bzdura.

Kinowy świat to coraz bardziej męczące kino superbohaterskie. A ja potrzebuję kina choć trochę osadzonego w realiach, gdzie zwyczajni ludzie znajdują się w sytuacjach ekstremalnych.

I może być to kino rozbuchane, naiwne i patetyczne, w końcu Emmerich oraz jego filmowy „brat” po fachu, M. Bay przyzwyczaił nas do tego. Zresztą Bay znany jest z „Pearl Harbor” – filmu, który w jakimś sensie jest poprzednikiem „Midway”. Z prostego powodu: japoński atak na Pearl Harbor poprzedzał wydarzenia, które pokaże nam Emmerich. I to jest fajne.

Aha, zapowiada się coś jeszcze – to wątek amerykańskiego wywiadu, dla którego Midway jest okazją do rehabilitacji za Pearl Harbor właśnie.

Tak czy siak zapowiada nam się fajny film. Wojna, poświęcenie, wywiad, wybuchy, spektakularne sceny akcji, patos i naiwność oraz fajne zdjęcia. Tylko efekty powinny być lepsze. No i obsada. Ciekawa.

Zobaczcie sami, film do obejrzenia na szczycie wpisu.

Skomentuj używając swojego konta na Disqus, Facebooku, G+ lub korzystając z tradycyjnego systemu komentarzy

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here