Sam nie wiem co myśleć o tym zoo. Zwłaszcza, jeśli jest to całkowicie prywatna inicjatywa pasjonaty, który poświęcił swój czas i pieniądze na stworzenie dzieła życia.

Tylko czy w ostatecznym rachunku są to właściwe kryteria oceny? No nie. Zwłaszcza, gdy mamy do czynienia z czymś takim jak ogród zoologiczny, a zatem miejscem przeznaczonym nie tylko do zwiedzania i rozrywki, ale niejako azylem dla zwierząt.

Zoo Safari Borysew to prywatny obiekt leżący tuż za Łodzią. Nie jest to wielkie, imponujące miejsce (ledwie 20 ha) zatem nazwanie go „safari” jest trochę nieuprawnione, zatem przyjmijmy, że nazwa ta służy celom reklamowym. Nie chcę użyć słowa absurd mając w pamięci wizyty w Dvur Kralove, gdzie faktycznie odbywasz długą trasą autem pomiędzy zebrami, antylopami, ptakami, bawołami, ale i między lwami berberyjskimi.

Dojazd jest dosyć dobrze oznakowany, a poza tym miejsce jest widoczne z daleka, zatem z dotarciem do zoo nie powinno być żadnego problemu. Na plus należy zaliczyć darmowy parking. Przed wejściem do zoo znajduje się spora woliera z arami. Idealna sprawa dla dzieciaków, które jeszcze przed wejściem do ogrodu mogą pogadać z ptakami.

Ceny biletów są płynne, zatem odwiedźcie stronę internetową Borysewa, by zapoznać się i z cenami i z godzinami zwiedzania.

No dobrze. Czym jest zatem ogród z Borysewie? Hmmm… To taki park, trochę farma z aspiracjami. Generalnie to niezłe miejsce dla ludzi zaczynających swoją przygodę z ogrodami zoologicznymi. Dla dzieci, maluszków, dla których każda krówka, każdy wielbłądzik, kózka i foczka jest jakąś formą rozrywki. I chyba o to chodzi w Borysewie – rozrywka. Pochodzić, może zapłacić za przejazd przez zoo kolejką, kupić bilet do kina 7d, wykupić bilet do takiego kulistego budynku z grami i zabawami, może zjeść coś.

Zwraca uwagę niezły zbiór zwierząt kopytnych, który ma tu naprawdę dobre warunki do przebywania, choć w przypadku słonecznych dni może być nieciekawie z prostego powodu – patelnia. Jest to bowiem otwarty teren, a drzewa są jeszcze na tyle małe, że nie stanowią wystarczającej ochrony przed słońcem.

Generalnie park położony jest na płaskim terenie, któremu przydałoby się trochę urozmaicenia. Wybiegi przedzielone są siatką wysoką na dwa metry co samo w sobie jest troszkę zniechęcające.

To wszystko byłoby jeszcze do przełknięcia, gdyby nie warunki w jakich przebywają koty drapieżne (nie dotyczy to tygrysów i lwów). Według mnie to skandal, że tak piękne zwierzęta muszą żyć w tak małych klatkach wystawionych na słońcu. Podobnie wybieg dla mandryli. Jest paskudny i nijak nie przystaje do trybu życia tych ciekawych małp. O jakiejkolwiek estetyce nie mówię, bo i nie bardzo jest o czym.

Tu się jednak kończą moje narzekania, czyli: ohydny wybieg dla mandryli, skandaliczne klatki dla mniejszych kotów drapieżnych, nieurozmaicona rzeźba terenu.

Jest w tym niewielkim zoo coś, co pozwali mi przejść nad tymi wadami do porządku dziennego: to polityka właścicieli opartego na sprowadzaniu tzw. białych odmian zwierząt. I w sumie nie bardzo interesują mnie krzyki tzw. zoospeców, że nie ma takiego gatunku jak biały tygrys, czy biały lew, bo przecież doskonale wiemy, że dyrektorzy tych niby szanowanych ogrodów zoologicznych krzyżują zwierzęta gospodarskie tworząc hybrydy do swoich minizoo, przez co powstają nowe gatunki. Tak więc bez przesady.

Widać, że polityka Borysewa oparta jest o wspomniane białe odmiany zwierząt.

I właśnie. Białe odmiany tygrysów, dla których oddano nie tak dawno spory wybieg (niestety pozostawiający wiele do życzenia, ale jest właśnie spory, a zwierzęta moża zobaczyć niemal z każdej strony) walczące o mięso to naprawdę ciekawy widok. Podobnie jak białe odmiany lwa. No przyznam wam, że tak pięknie wymodelowanego samca dawno nie widziałem.

Ciekawostką jest również żyrafa, którą roboczo nazwałem Zdzisław. To sympatyczne i oswojone zwierzę podchodzi do ciebie bez żadnego lęku. Widać, że lubi ludzi…lizać 🙂

Nade wszystko ogromne wrażenie zrobiły na mnie białe wilki. Te zjawiskowe zwierzęta wzbudzają zachwyt i szacunek. Niestety ich ekspozycja pozostawia wiele do życzenia i przypuszczam, że nie doczekamy się godnego ich wybiegu. Z prostego względu – nie są tak atrakcyjne marketingowo jak lew, czy tygrys.

Wizyta w borysewskim zoo należy do krótkich, bo i nie bardzo jest na czym szczególnie oko zawiesić chyba, że jesteście z małymi dziećmi. A wiemy, że maluchy zachwycone są wszystkim, co rusza się, wydaje odgłosy i da się potarmosić 🙂

Jednostajne wybiegi, kiepska ekspozycja większości zwierząt, naprawdę słaba aranżacja przestrzeni oraz zieleni… I jeden, kto wie czy nie najważniejszy zarzut: nie wiem czy świadome czy nie, ale wprowadzanie ludzi w błąd przez PR Borysewa. No nie może aż tak bardzo różnić się stan faktyczny od tego, jaki jawi się w komunikatach prasowych, czy tekstach reklamowych tego obiektu. Jeśli właścicielowi zależy na tym, by gość wracał, nie może wprowadzać go w błąd [pierwszy przykład z brzegu:  „W ZOO SAFARI BORYSEW mamy już (i wkrótce – bo od najbliższego sezonu – pokażemy ją zwiedzającym) największą kolekcję dużych gadów w Europie! Składają się na nią krokodyle oraz aligatory”].

Niektórzy uważają to miejsce za cyrk i nieporozumienie jeśli chodzi o ogrody zoologiczne. Nie byłbym tak surowy. To miejsce wciąż na dorobku, jednak przydałoby się tam nowe, świeże spojrzenie na kształt tego miejsca. Choć z drugiej strony po otwarciu Orientarium w łódzkim zoo może być ciężko.

Powiem tak: jeśli macie małe dzieci, mieszkacie w Łodzi i okolicach, zapraszam jak najbardziej. Natomiast jeśli chcecie poczuć się naprawdę dobrze, jedźcie do Opola, które nie potrzebuje słoni, czy lwów by cieszyć się statusem najpiękniejszego ogrodu zoologicznego, jakie widzieliśmy w kraju.

Przemek Saracen

Skomentuj używając swojego konta na Disqus, Facebooku, G+ lub korzystając z tradycyjnego systemu komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here