Dolnośląska Sobótka sama w sobie jest tajemnicza i niesamowita. Zresztą, czy już pierwotna nazwa tego miasta, która brzmi „Sabath” nie intryguje i zachęca do odwiedzin? No właśnie.

No i należąca do Korony Gór Polski Ślęża (718 m n.p.m.) okryta tajemnicą i legendami nawiazującymi do ludowej demonologii. Oczywiście nie można zapomnieć o kulcie Słońca, które wyznawane było tu od zawsze, aż do czasów zaprowadzonego tu chrześcijaństwa.

Wydawałoby się, że to miejsce, Sobótka i jej okolice są turystycznym samograjem, a np. zrekonstruowana starodawna osada pokazująca wszystko co związane ze słowiańszczyzną będzie magnesem ściągających turystów nie tylko z kraju.

Niestety funkcjonujący w podsobóckich Będkowicach skansen archeologiczny jest zmarnowanym potencjałem tego niezwykłego miejsca.

Uwielbiam  rezerwaty archeologiczne, bowiem spotkanie z żywą historią jest doskonałą lekcją regionu, w którym się żyje. To nie tylko rozrywka, czy forma spędzania wolnego czasu, ile zetknięcie z kulturą, której nie ma i nie będzie. 

Poznajemy nie tylko lokalne zwyczaje, ale produkty, których nigdzie indziej nie zobaczymy i posmakujemy.

To dlatego tak bardzo lubię Skansen w Trondheim, historyczne miejsce opowiadające dzisiejszych tronderów.

Zdarzają się też niezwykłe miejsca równie niezwykle niewykorzystane edukacyjnie, poznawczo, komercyjnie. Tak jest właśnie z Rezerwatem Archeologicznym w Będkowicach leżących u stóp góry Ślęży.

Rezerwat ten istnieje jakby siłą woli entuzjastów, którzy uparli się, by stworzyć z tego miejsca ośrodek niezwykły. Niestety przypuszczam, że lokalne władze nie będą sprzyjać rezerwatowi z prostego powodu: chcą na Ślęży urządzić skansen archeologiczny, a przecież wiemy, że polska specyfika sprawowania władzy polega na blokowaniu każdej, nawet najlepszej inicjatywy, o ile nie pochodzi z właściwej strony, tak to nazwijmy.

No dobrze, wróćmy do Będkowic. Wbrew pozorom łatwo tam dotrzeć, bo wystarczy będąc we Wrocławiu jechać do Sobótki. A potem w stronę Strzegomian znajdujących się o rzut beretem. A potem o jeszcze mniejszy rzut beretem, bo na tej samej drodze tyle, że może 2 km dalej znajduje się nasz rezerwat.

Niestety zmotoryzowani są niemile widziani w tym miejscu, bowiem nie ma tu absolutnie żadnego miejsca parkingowego. To niebywałe w czasach, gdy spędzanie wolnego czasu nabrało charakteru przemysłowego, ale cóż, tak tu jest.

No, ale skoro już jesteście tutaj, to musicie zawziąć się i wejść na teren ośrodka, przed wejściem do którego znajdują się stylowe rzeźby prastarych wojów, za którymi plecami wita nas brama – trochę podobna do tej z Biskupina – oraz ostrokół.

Wchodzimy. W zasadzie do lasu. Kierujmy się ścieżką na lewo i wejdźmy na polanę. I…? No właśnie. Skromnie odrestaurowane chałupki, wiechcie, coś na wzór studni z żurawiem i pełna wigoru, sympatyczna starsza pani opowiadająca o historii tego miejsca. To tyle?

Jeśli chodzi o sam skansen, osadę – tak. Niestety. Można wejść do chaty, można z niej wyjść i… tyle. Widziałem wiele rozczarowanych twarzy ludzi spodziewających się prężnego, fajnego miejsca tętniącego życiem, odtworzoną wsią, obejściem, prezentacją starych zawodów, sposobów uprawy roli, zwierzęcej zagrody itd. itp.

Nie ma tego, a miejsce to i historia proszą się o taką prezentację historii zwłaszcza, że jest to najważniejszy z odkrytych w rejonie Ślęży zespołów osadniczych. Obejmuje on założone na planie owalu grodzisko otoczone wałem ziemnym, w obrębie którego funkcjonował gród pomiędzy VIII a XI wiekiem.

W latach 70 XX w. wzniesiono na terenie grodziska swobodne rekonstrukcje kurnych chat, które wraz z wyposażeniem można w skansenie oglądać po dziś dzień. W skład zespołu osadniczego wchodzi również staw średniowieczny oraz cmentarzysko kurhanowe z około pięćdziesięcioma pochówkami w formie ziemnych i kamiennych stożków. Od strony drogi pomiędzy miejscowościami Strzegomiany i Będkowice do skansenu można dostać się przez stylizowaną drewniana bramę, której wejścia strzegą rzeźby wojów piastowskich o czym już wspomnieliśmy.

Aby zobaczyć wspomniane kurhany musimy udać się paręset metrów za osadą. O mogiłach informują nas kamienne tablice. Kamienne słupki, którymi oznaczone są kamienne stożki pomagają nam znaleźć kurhan.

Jeśli chcecie odpocząć usmażyć na ognisku kiełbaskę, tuż za osadą znajduje się pomysłowe miejsce spotkań składające się z wiat, paleniska, przygotowanymi zaostrzonymi rusztami, oraz punkt czerpania wody. Natomiast jeśli chcecie kupić pamiątkę, coś do picia, no cokolwiek – zapomnijcie.

Aha, i uważajcie na szczekającego w nieodległym gospodarstwie psa. Co prawda jest on zamknięty, ale jego nieustanne ujadanie sprawia, że dzieciaki będą przestraszone.

Osobną atrakcją jest las sam w sobie. Jest mieszany, rozległy, no jest po prostu piękny zwłaszcza rano, gdy słoneczne promienie przebijają się przez korony drzew.

Podsumowując. Rezerwat archeologiczny w Będkowicach to niezwykłe, pełne niewykorzystanego potencjału miejsce, na pewno warte obejrzenia jako element większej wycieczki. Jako podstawowy cel wizyty – niekoniecznie.

Cóż… Jeśli jesteście w Sobótce i zwiedzacie Slężę, zobaczcie i to miejsce. Zawsze to lepiej poznać historię miejsca, w którym się przebywa, prawda?

Przemek Saracen

Skomentuj używając swojego konta na Disqus, Facebooku, G+ lub korzystając z tradycyjnego systemu komentarzy

Dodaj komentarz