Słyszałem wielokrotnie o dr Janie Wyżykowskim, którego większość z Was zna jako odkrywcę „polskiej miedzi”. O faktycznym odkrywcy, profesorze Józefie Zwierzyckim do tej chwili niestety nie. Posłuchajcie…

O Profesorze Zwierzyckim…

Życie miał tak bogate, tak pracowite, że można by nim obdzielić kilka osób.

Józef Zwierzycki urodził się 12 marca 1888 roku w Krobi( tam będąc znalazłem pierwsze informacje o Profesorze) – małym miasteczku dumnym z praw miejskich uzyskanych w XIII wieku. Tam też ukończył szkołę podstawową ( poznałem w szkole wspaniałych ludzi dumnych z Prof. Zwierzyckiego – syna ich ziemi).

Pochodził z rodziny, w której kult polskości był głęboko zakorzeniony i manifestowany, na terenie germanizowanego Wielkiego Księstwa Poznańskiego stanowiło to dowód wielkiej odwagi. Wierny rodzinnym tradycjom, już, jako kilkunastoletni chłopiec staje się członkiem Towarzystwa im. Tomasza Zana. Stowarzyszenia oczywiście tajnego…

Zwraca na siebie uwagę wyjątkowymi zdolnościami i pracowitością. Już w gimnazjum staje się stypendystą Towarzystwa Naukowej Pomocy dla Młodzieży Wielkiego Księstwa Poznańskiego Przyznane przez towarzystwo stypendium, Zwierzycki otrzymywać będzie aż do roku 1913 – do czasu ukończenia w Berlinie studiów, gdzie staje się posiadaczem dwóch dyplomów – inżyniera górnika i doktora geologii. Również na naszej uczelni UZZM są kierunki górnicze, więc osoba profesora z pewnością zainteresuje przyszłych górników i inżynierów.

W maju 1914 roku zostaje geologiem Holenderskiej Służby Geologicznej w Indiach Holenderskich. Spędzi tam następne 24 lata. Stale myślał o powrocie do Polski, zwłaszcza po uzyskaniu niepodległości, ale Indonezja nieodparcie kusiła. Poznał Sumatrę, Jawę, Celebes, Borneo, zachodnią część Nowej Gwinei i wiele innych wysp archipelagu. Przeszedł wszystkie szczeble hierarchii służbowej – od szeregowego eksploratora po dyrektora Holenderskiej Służby Geologicznej.

Pobyt w Indonezji owocuje blisko 50 pracami naukowymi, opracowaniami kartograficznymi map geologicznych, artykułami publicystycznymi.

Jego nazwisko staje się coraz bardziej znane w świecie naukowym, coraz częściej zapraszany jest na zjazdy i kongresy inżynierów, lekarzy i przyrodników, a jego wystąpienia – pełne swady i rzetelnej wiedzy – cieszą się ogromnym powodzeniem.

W 1938 r., dr Zwierzycki postanawia wrócić do kraju, jeszcze tylko królowa holenderska udekoruje go najwyższym odznaczeniem – Krzyżem Oficerskim orderu Oranje – Nassau – przyznanym za zasługi w dziedzinie badań geologicznych i zamyka się indonezyjska karta…

Powrót do kraju

Nie zamierzał odpoczywać ani jednego dnia. Od 1 kwietnia 1938 jest kierownikiem Wydziału Nafty i Soli w Państwowym Instytucie Geologicznym w Warszawie. Dwoi się i troi, jakby chcąc nadrobić czas spędzony poza ojczyzną. Objeżdża wszystkie polskie złoża soli kamiennej i potasowej. Lustruje i bada tereny naftowe i gazowe na Podkarpaciu. Projektuje nową serię badań geologicznych i wiertniczych w Karpatach. Bardzo prędko zostaje głównym konsultantem i rzeczoznawcą w sprawach górniczych i naftowych w ówczesnym Ministerstwie Przemysłu i Handlu oraz przy Wyższym Urzędzie Górniczym…

Uczestniczy w zjeździe geologów w Berlinie, działa w międzynarodowych organizacjach górniczych.

 

II wojna światowa zastaje dr Zwierzyckiego w Warszawie. Przyjmuje on na siebie zadanie ochrony i zabezpieczenie archiwum, biur, muzeum Instytutu Geologicznego. Pomaga mu nieliczna garstka pracowników. Zakrawa niemalże na cud, że udaje mu się uchronić majątek instytutu przed dewastacją i grabieżą, ale dni jego wolności są już policzone…

Nocą z 28 na 29 kwietnia 1941 r. zostaje aresztowany, jako „wróg narodu niemieckiego” i osadzony na Pawiaku, a następnie przewieziony do Oświęcimia. Przebywa w nim – jako numer 16.752 – do 3 lipca 1942. Nie odzyskuje wolności, choć bardzo zabiegają o to niemieccy uczeni. Przewieziony zostaje do Berlina, gdzie do końca lipca 1944, jako więzień polityczny pełni funkcję tłumacza. Na przełomie lipca i sierpnia Niemcy wiozą go do Warszawy. Ucieka i ukrywa się w Krakowie aż do wyswobodzenia miasta. Ma już 57 lat, a wojenna poniewierka dała się mocno we znaki, mógłby odpocząć. Ale to przecież niezgodne z jego charakterem – upartym charakterem poznaniaka…

10 maja wyjeżdża do Wrocławia z pierwszą operacyjną grupą, aby przejąć majątek szkół wyższych.

Wrocławskie lata

Inauguracja pierwszego w wolnym Wrocławiu roku akademickiego nastąpiła 15 listopada 1945 roku. Tego też dnia dr Zwierzycki wygłasza swój pierwszy wykład. Pięć tygodni później habilituje się na Wydziale Górniczym Akademii Górniczej w Krakowie.

Jak zwykle w jego życiu dominuje praca, praca. Włącza się czynnie w nurt życia gospodarczego, prowadzi działalność popularnonaukową.

Jego powojenny dorobek naukowy i publicystyczny obejmuje około 25 rozpraw i artykułów. Wśród nich ogłoszona w 1945 r. rozprawa pt. „Ocena benzyny według liczby oktanowej”. Wówczas była to nowość, dzisiaj trudno sobie wyobrazić inny sposób kwalifikowania benzyny.

W wyzwolonym Wrocławiu opracowuje „Studium planu krajowego – bogactwa mineralne” i popularyzuje ten temat w czasopismach. „Bogactwa Ziem Odzyskanych w zachodniej Polsce”, „Złoża cyrkonu na Pomorzu zachodnim”, „Rudy, kruszce i glinki Dolnego Śląska”, „Wielka przyszłość węgla brunatnego” – oto niektóre tytuły obrazujące rozległość wiedzy i zainteresowań autora…

Równolegle prowadzi eksplorację geologiczną i kartograficzną Dolnego Śląska.

Koło Lubina jest miedź!

W 1951 roku dr Zwierzycki opracował (i wydał drukiem) pierwszą polską mapę geologiczną regionu wrocławskiego w skali 1: 500 000, która dała podstawę do badań poszukiwawczych i wierceń w strefie przedsudeckiej. Już wtedy jej autor mówił o możliwości znalezienia miedzionośnej rudy. Dwa lata później wskazuje konkretnie rejon między Chocianowem i Lubinem i „na oko” określa złoża na około 180 kilometrów kwadratowych.

Na naradzie, zorganizowanej przez Centralny Urząd Geologiczny (16 i 17 lipca 1954 r.) prof. Zwierzycki proponuje rozpoczęcie wierceń w rejonie Lubina. Przekonuje, że praca nie będzie daremna, że sowicie się opłaci. Przyjmijmy – dzieje się to dwa lata przed oficjalnym zatwierdzeniem projektów poszukiwań.

Dla prof. Zwierzyckiego dzień 23 marca 1957 r. był już tylko formalnością, potwierdzeniem tezy, której był pewien. Bezsprzecznie stanowił więc satysfakcję osobistą. Nie doczekał się jednak oficjalnego uznania tej satysfakcji. Umarł 1 maja 1961 r. Dopiero pośmiertnie, w roku 1966 uznano jego zasługi i wyróżniono Nagrodą Państwową I stopnia właśnie za pierwsze udokumentowanie złóż rud miedzi w nowym zagłębiu.

Nikt dziś nie neguje dokonań jego ucznia dr Wyżykowskiego, który wielokrotnie konsultował swoje prace z Profesorem. Szkoda jedynie, że dziś pamiętamy o uczniu, a nie o mistrzu.

W latach 80’tych odbyła się pokazowa rozprawa sądowa. Jej tematem było:, “Dla kogo palma pierwszeństwa w odkryciu Polskiej Miedzi?” Wynik: Remis. Pamiętajmy, więc również o Prof. Józefie Zwierzyckim.

Marcin Owczarek

Skomentuj używając swojego konta na Disqus, Facebooku, G+ lub korzystając z tradycyjnego systemu komentarzy

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here