Trudno pisać o Tych ludziach w czasie przeszłym. Przecież jeszcze chwilę temu rozmawialiśmy, ustalaliśmy plany na przyszłość, żartowaliśmy. Ich słowa, ich śmiech mam ciągle w uszach. Mieli polecieć, wrócić, żyć…

Szmaja – Jerzy Szmajdziński – miał w piątek urodziny. Wszyscy życzyli mu 100 lat. Jak dziwnie to dziś brzmi. Będzie go brakowało przy stoliku dziennikarskim. Jego śmiechu, anegdot i olimpijskiego spokoju.

Inaczej już będą wyglądały koncerty Jaromira Nohavicy. To dziwne uczucie wiedzieć, że w tłumie nie spotkam Aleksandry Natalli Świat. Tak lubiła czeskiego barda. Czasem zamiast o finansach państwa na korytarzach sejmu rozmawialiśmy o kolejnych koncertach. Wymienialiśmy się terminami występów.

W czwartek autoryzowałem wywiad z Izabelą Jarugą Nowacką. Jakoś trudno uwierzyć, że już nie usiądziemy razem przy kawie. Nie będzie znowu dyskusji przechodzących w ostry spór o to kto ma zapłacić – była jedną z niewielu osób, która miała opory żeby dziennikarz płacił za nią. (a może nie chciała żeby mężczyzna płacił za kobietę?)
Czasem podśmiewaliśmy się z tego z jaką pasją walczyła o parytet. Trzeba jednak przyznać, że nikt nie zrobił więcej niż Ona dla sprawy uczestniczenia kobiet w polityce.

Prezydent Lech Kaczyński. Chyba lepiej poznałem go jako prywatną osobę niż polityka. Miał spory dystans do siebie i tego co mówią o nim media. Wolał rozmowy w cztery oczy niż wystąpienia przed tłumami. Fajny ciepły i dowcipny człowiek. A historia była jego pasja. Miał pamięć do dat. Zbił mnie kiedyś w czasie prywatnej rozmowy rzucając ot tak datę urodzin mojego taty. Datę, którą ja musiałem zapisywać w kalendarzu.

Maciej Płażyński przed kamerami zawsze sztywny, oficjalny. Ale potrafił się wyluzować. Pamiętam prawybory w Nysie. Wieczór, siedzieliśmy po pracy w jedynej porządnej knajpie. Z łbów już nieźle nam się dymiło. I wszedł Płażyński wtedy marszałek Sejmu. Pierwszy raz widziałem jak zdejmuje marynarkę i krawat. I nagle przestał być urzędnikiem. Gadaliśmy do rana – aż barmanki musiały nas wyrzucać żeby zamknąć lokal.

Tak samo sztywny przed kamerami robił się Przemysław Gosiewski. I podobnie – jak tylko wyłączało się światło kamery i odsuwały się mikrofony szybko odzyskiwał poczucie humoru. Podczas nieoficjalnych spotkań z dziennikarzami – „wigilii” czy „jajeczka” sypał anegdotami.
Jako jeden z nielicznych potrafił publicznie przeprosić, ze współpraca się nie układała. Mało który polityk potrafił się zdobyć na takie uderzenie w serce.

Nie wiem jak będzie wyglądał korytarz sejmowy bez Grzegorza Dolniaka. Biegał między salą plenarną, a swoją kanciapą w „korytarzyku Platformy”. Zamyślony szybko przemierzał korytarz, ale dla dziennikarzy zawsze znajdował czas. Konkretny do bólu. Nie lubił medialnego show. A w prywatnej rozmowie sypał anegdotami.

Aleksander Szczygło prawdziwy pracoholik – jak coś go zafrapowało potrafił siedzieć nad papierami do białego świtu, a potem pójść do Sejmu. Jeden z najwierniejszych polityków. Dwa raz rezygnował z mandatu posła żeby pomóc Lechowi Kaczyńskiemu w pałacu.

Małopolska sporo straci na śmierci Wiesława Wody – jeden z najstarszych stażem posłów w Sejmie. Nie lubił dzisiejszej showmeńskiej polityki. Wolał cicho pracować w komisjach. Był jednym z ostatnich, którzy przedkładali prace nad występy w mediach. Miał nie lecieć tym samolotem. Miejsce w ostatniej chwili odstąpił mu Stanisław Żelichowski.

Władysław Stasiak
 – zmienił styl prezydentury. Opanowany. Nie dawał się wyprowadzić z równowagi nawet najtrudniejszymi pytaniami. Chociaż kilka razy go podchodziłem. Miał szansę na duża karierę, mógł zmienić nasza scenę polityczna.

Trudno wymienić Ich wszystkich. Trudno pogodzić się z myślą, że już nigdy nie odbiorą telefonu, nie spotkam ich na korytarzach Sejmu.

Poza politykami odeszli piloci, stewardesy, pracownicy biura prasowego Pałacu Prezydenckiego.

Mężowie, Zony, Matki, Ojcowie, Bracia, Siostry, Córki, Synowie, Dziadkowie.

Jan Osiecki

Skomentuj używając swojego konta na Disqus, Facebooku, G+ lub korzystając z tradycyjnego systemu komentarzy

Dodaj komentarz