Gypsy punk, mówisz? Ale co? Jak? Dlaczego? Po co? Że co, że chwytliwe? Co ty, metala chcesz namówić na taką sieczkę marcheweczkę? Eeeee… złapać to się nie dam. Nie licz na mnie. To wolę Molotov.

I tu następuje pauza. Jak długa? Powiedzmy…kilkumiesięczna. Co nie znaczy, że każę ci wracać po 90 dniach na przykład.

Zmiana jest potrzebna. Miks jest potrzebny. Łączenie gatunków, smaków, stylów takoż. Nie mów mi, że to nie wypali, skoro nawet w kuchni się sprawdza. Jasne, czasem efektem jest zgaga, ale przyznasz, że dzieje się tak dopiero po nieopanowanym przyprawianiu, bez uprzedniej znajomości ziół, specyjałów i delicyj.

Ale co tam. Czasem trzeba rzucić się na głęboką wodę. Tak albo srak. Nie ma pośredniego, letniego, nijakiego, miłodupędzkiego.

Kiedy widzisz autentyzm, radość, dziką energię i taką pozytywną siłę zwrotną, to znaczy taką, pod wpływem słuchania której sam masz ochotę obdarować tą energią otoczenie, wiesz, że to jest dla ciebie.

To jest tak jak z kobietą. I tak nie wiesz, o co chodzi, ale nic to. Jestem gotów pójść za nią ciemno. Za nią. Rozumiesz? Nie zastanawiam się nad konsekwencjami, bo po prostu WIEM, że będzie dobrze. Nie będę tego żałować. Wiem, że czeka mnie piękna przygoda. Z Nią.  Wśród radości, smutków, rozstań i powrotów. W zdrowych i tych osmarkanych dniach. W chwilach, kiedy z wariacji nie będę wiedział, co robić. Nie będę wiedział, czego się spodziewać. Ale idę w ciemno.

Jestem gotów rzucić dotychczasowe życie, przyzwyczajenia, środowisko i wszystko, co pętało się za mną. Po prostu. Widzisz, w dodatku to nieznane nie jest takie nieznane do końca, bo czujesz się, jakbyś trafił z powrotem do Wonderlandu. Czujesz się w swoim świecie, choć niby w nim nie byłeś. O to chodzi. Bo wiem, że warto, a wspólna podróż z Nią jest tym, czego chcę.

Kiedy usłyszałem pierwszy utwór Gogoli, bodajże “Wonderlust King”, wiedziałem, że to jest to. Ten nieopisywalny nastrój pogoni za wolnością, tak, ten duch wolności i poszukiwań coraz to nowych doznań, ludzi. A wszystko okraszone takim pozytywnym świrostwem ifjunołłotajmin. Zresztą wokalista i lider grupy, Eugenie Hutz nieprzypadkowo śpiewa o podróży przez świat w poszukiwaniu i zrozumieniu ludzi i kultur. To chyba zasadza się na fenomenie Gogoli. Zrozumienie- gdy rozumiesz innego człowieka, stajesz się jego kumplem. No dobra, są tacy, którzy rozumieją Hitlera, czy cuś, ale nie o to mi chodzi. Zaczynasz rozumieć człowieka, a zatem zaczynasz go lubić. Uczyć się od niego. On uczy się od ciebie. Poznajecie siebie, mieszacie swoje zwyczaje i tworzycie nową jakość. Pogodnie, radośnie, z przytupem. O to chodzi? Jasne.

I naprawdę, nie trzeba być wirtuozem instrumentu. Nie trzeba pięknie śpiewać, by wzbudzić emocje. Jeśli jesteś szczery, swoim postępowaniem sprawiasz, że człowiek czuje się przy tobie dobrze- noooo, nie ma siły, to musi się udać.

I tak jest właśnie z Gogol Bordello. Ten wielokulturowy, radosny i barwny korowód jest jedna z największych rewelacji muzycznych w ogóle. Ich energia, za pomocą której potrafią rozsadzić każdy stadion sprawia, że stajesz się ich fanem. Niewiele tu punka, chyba że przywołamy tu ducha punkowej rebelii. Wtedy tak, to ma sens. Czasem idąc przez stare miasto widzę grupę żulików stojących gdzieś na uboczu. Wąsy, apaszka, barwne stroje, można w ramki oprawić. Obok stoją plastikowe kubki, a za pazuchą wódka. Jeden z nich pogrywa na gitarze, czasem podwinie wąsa. Drugi ma organki, a trzeci skądś przytahał skrzypca, na których zapieprza aż miło. Za chwilę przyjdzie zarośnięty koleś z przełożonym przez ramię bębnem. Za membraną trzyma bimber. Ale wiecie co? Te kubki stoją puste. Flaszki pozostają zamknięte. Ci faceci pogrążają się w muzyce. Patrzysz na nich i widzisz ludzi, którzy poznali tajemnicę życia. Może to i pozór, ale masz takie przeczucie.

Za chwilę ci kolesie wchodzą tłum i z dziką energią zaczynają swoje granie. Nałóż to: gitara, harmonijka, bęben i skrzypce. Do tego ukraińsko/cygańsko/angielsko/jakiś wokal. Istne wariactwo. Ktoś dołącza. Zaczyna się taniec, a wszyscy wokół wsiąkają w ten nieokiełznany świat.

I to jest właśnie Gogol Bordello.

Przemek Saracen

Skomentuj używając swojego konta na Disqus, Facebooku, G+ lub korzystając z tradycyjnego systemu komentarzy

3 odpowiedzi na “„Gogol Bordello: Tam i z powrotem””

  1. Pamiętam, jak chyba zaraz po wydaniu płyty „Transcontinental Hustle” wraz z przyjaciółmi pisaliśmy list do Owsiaka, by zaprosił ich na W. W znaczącej części podpieraliśmy się fragmentami powyższego wpisu. W efekcie niby ogłosili koncert GB, potem okazało się, że coś nie zagrało. Minęło 9 lat i w końcu trafili, a mi chyba minął młodzieńczy fioł na ich punkcie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

3 KOMENTARZE

  1. Pamiętam, jak chyba zaraz po wydaniu płyty „Transcontinental Hustle” wraz z przyjaciółmi pisaliśmy list do Owsiaka, by zaprosił ich na W. W znaczącej części podpieraliśmy się fragmentami powyższego wpisu. W efekcie niby ogłosili koncert GB, potem okazało się, że coś nie zagrało. Minęło 9 lat i w końcu trafili, a mi chyba minął młodzieńczy fioł na ich punkcie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here