„Czarownica” to film o drugiej szansie, na którą zasługuje każdy z nas.

Rebelia trwa. W bajkach. Starzy bohaterowie dostają kopniaka, a ich doskonale znane historie zostają wypaczone, na siłę znormalniane, a złoczyńcy stają się helołkitkam.

Od paru już lat trwa masowe, porównywalne chyba tylko z nawałą Armii Radzieckiej przerabianie znanych i lubianych bajek i baśni na coś, co podaje nam się jako prawdziwą wersję, ukrytą prawdę, i tak dalej i tam tego.

Niektóre z nowych wersji ogląda się ciekawie, niektóre… no cóż. O niektórych najlepiej zapomnieć. Momentalnie przywołuję z pamięci nową wersję „Jasia i Małgosi”, w której bohaterowie to raczej łowcy głów, a Małgosia rzuca bez opamiętania „kurwami”. Całość przypominała raczej klip w stylu „Van Helsinga”, niż klasyczną baśń. No jednak nie. Nie.

Mamy też projekt Disney`a, który postanawia odświeżyć klasyczne baśnie. O ile „Alicja w krainie czarów” była sympatycznym, choć pustym widowiskiem, a „Oz” był… tak naprawdę nie wiadomo czym, no w każdym razie okrutnie męczącym filmem odartym z uroku i pewnej złowieszczości, o tyle najnowszy projekt Disney`a jest naprawdę dobry!

Jaka jest Angelina Jolie, każdy widzi. Kobieta jakkolwiek by nie wyglądała, w cokolwiek by się nie ubrała, czymkolwiek ubrudziła – wygląda obłędnie.  A gdy jest wściekła, nie ma takiego słowa, które oddałoby jej epickość. W końcu kobieta, która zabiła samego Kmicica nie może być byle kim 😉

„Czarownica”, jak nazywa ten film polski dystrybutor, na imię ma „Maleficenta” (czyli tak, jak rzeczywiście nazywa się ten film) od razu sugeruje nam, komu poświęcony jest ten film. Tu małe wyjaśnienie: „Czarownica” jest bowiem nową wersją opowieści o Śpiącej Królewnie, przy czym historia blond gówniary jest tu tylko narzędziem mającym służyć opowiedzeniu historii o złej Czarownicy.

Bo to o niej ta historia. O zranionej i zdradzonej kobiecie, u której w miejsce żalu pojawia się zemsta. Gwałtowna, bezrozumna. Wciągająca wszystkich i wszystko, byle tylko ugodzić tego, który zdradził, oszukał i wykorzystał.

 

Były sobie dwie krainy. Królestwo ludzi, rządzonych przez króla. I Wrzosowiska. Prastara kraina pełna dziwów natury i czarów, gdzie świat płynie własnym nurtem. Niespiesznie, powoli. Kraina, gdzie każdy ufa każdemu, a życzliwość jest normą. I w takim to świecie żyje wróżka Maleficenta – rezolutna dziewczynka, ufna w świat.

Przypadkowo wróżka poznaje człowieka, w którym zakochuje się. Nie rozumiała jednak, bo i skąd, że człowiek ma swoje pragnienia. I nie są nimi wartości wyznawane przez mieszkańców Wrzosowisk. To raczej żądza władzy, intrygi z nią związane i brak skrupułów. Niestety, zakochana bez pamięci Maleficenta nie zwraca uwagi na wady chłopaka – skupia się na uczuciu do niego. Skąd my to znamy, drogie panie?

By nie ujawniać zbyt wielu szczegółów powiem tylko, że chłopak dochodzi do władzy. Tyle, że kosztem Maleficenty. I tu mamy punkt zwrotny całej historii. Ufna, życzliwa i marzycielska istota staje się potworem, którego zaczynają bać się najbliżsi.

Obserwujemy kobietę zranioną, której furia musi znaleźć ujście, a zemsta nie służy nawet poczuciu ulgi. Służy zwyczajnej zapłacie za wyrządzoną krzywdę. Cierpienie jest sensem zemsty, a dążenie do niej istotą życia. Skąd my to znamy, panie i panowie?

I tak jak w życiu najlepszym, najbardziej okrutnym rewanżem jest sięgnięcie do istot niewinnych i bezbronnych, tak jest w tym przypadku. Maleficenta rzuca bowiem klątwę na córkę króla (w tym momencie dochodzimy do osławionej Śpiącej Królewny).

 

Z czasem jednak okazuje się, że nie można żyć poczuciem zemsty. Że nienawiść i poczucie zdrady spalają zamiast motywować. Że być może zapłata nie powinna wiązać się z wciąganiem w walkę postronnych osób tak, by zostawiać za sobą jedynie zgliszcza.

Dość powiedzieć, że Maleficenta zaczyna żałować rzuconej klątwy. Chce ją cofnąć. Co jednak zrobić, gdy w gniewie powie się o jedno słowo za dużo? Coś, czego nie da się cofnąć?  Co robić? To straszne uczucie: patrzeć bezradnie na uczynione przez siebie zło, którego nie da się cofnąć mimo usilnych starań. To chyba najbardziej okrutna kara dla samego siebie.

Oczywiście wszystko kończy się w miarę dobrze, jednak jak to się stało, musicie sami zobaczyć.

Musicie sami zobaczyć świetną, bo oszczędną grę Angeliny Jolie, której mimika twarzy, spojrzenie daje większy efekt niż dziesiątki wypowiedzianych słów.

 

Maleficenta Angeliny nie jest zepsutą i złą do cna kobietą. Jest kobietą – paradoksalnie – współczesną. Ufną. Oszukaną. Raptowną. Wplątującą się w wydarzenia, których sama żałuje i usiłuje cofnąć wyrządzone zło. Jest kimś, kto nie wiedzieć w którym momencie pogubił się i uwierzył we własną potęgę. Wbił się w pychę, z której dopiero pod wpływem dramatycznych wydarzeń otrząsa się i wraca na właściwą drogę. W sumie jak w życiu. Musi się stać coś złego, byśmy zaczęli cenić proste przyjemności. No jak w życiu mili państwo.

To dlatego „Czarownica” do mnie trafiła. Mimo średniowiecznej scenografii, efektów specjalnych zawiera ten potłuczony element ludzki.  Tak naprawdę to film o drugiej szansie, na którą zasługuje każdy z nas.

Przemek Saracen

Skomentuj używając swojego konta na Disqus, Facebooku, G+ lub korzystając z tradycyjnego systemu komentarzy

Dodaj komentarz