Bakklandet to pochodząca XVII- ego wieku staromiejska zabudowa położona nad brzegiem rzeki Nidelvy. Dokładnie rzecz biorąc, pierwsi mieszkańcy tego miejsca zamieszkali tu w 1600 roku. Burzliwa historia Trondheim wpłynęło na te zabudowania w sposób trwale je zmieniający. Pożary, oblężenie miasta przez Szwedów obracały w pył Bakklandet, które musiało powstawać z popiołów. Nie było innego wyjścia.

Mieszkali tu rzemieślnicy, rybacy, handlowcy, robotnicy portowi. Tak, było to miejsce zamieszkałe przez tzw proletariat.

Dziś miejsce to jest popularnym, pełnym radości, ciepła, dobrego jedzenia miejscem. Znajdziesz tu urokliwe kafejki, restauracje pełne smacznych posiłków, domowego ciasta, pysznej gorącej czekolady i dobrego piwa. Oczywiście nie jest to tanie, ale umówmy się – chwila zapomnienia ma swoją cenę, której nie będziesz żałował.

Ciekawostką Bakklandetu jest to, że domy te są częściowo posadzone na palach. Rzecz jasna wszystko jest tu fajnie imitowane tak, że całość wygląda tak, jak przed setkami laty, jednak gdy przyjrzysz się dokładniej zobaczysz posadzone w głębi budynków (jeśli patrzysz od strony rzeki) metalowe pale, odpowiednio zamaskowane.

Aby odwiedzić Bakklandet najlepiej zrobić to poprzez Bramę do Szczęścia postawionego na Gamle Bybro, czyli drewniany most znajdujący się niedaleko katedry Nidaros, o której przczeczytacie TUTAJ.

Stojąc pośrodku mostu możecie ujrzeć przepiękną panoramę miasta. Po lewej i prawej stronie wspomniane odrestaurowane domki na palach oraz ujście Nidelvy w oddali. Idąc dalej ujrzycie zacumowaną barkę, która jest ruchomym przedłużeniem knajpy.

Możecie też skorzystać z jedynej w swoim rodzaju rampy rowerowej prowadzącej w stronę Twierdzy Kristiansen, o której przeczytacie TUTAJ. Rampa ta jest szczególnie przydatna, bo stromizma, którą trzeba pokonać jest wprost zabójcza dla turystycznych organizmów.

Odwiedzając Bakklandet zrozumiecie, czym jest norweskie „Ikke stres”. Możecie zwiedzić małą galerię połączoną z ogródkiem, ale możecie też przysiąść nad brzegiem Nidelvy i odetchnąć pełną piersią.

I zapomnieć się. Czego wam życzę.

Przemek Saracen

Skomentuj używając swojego konta na Disqus, Facebooku, G+ lub korzystając z tradycyjnego systemu komentarzy

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here